"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

wtorek, 6 grudnia 2011

Mikołajkowy misz-masz, czyli o karpiach, zabach, kijankach, oraz slow kilka o tych co odeszli....

Dziś Mikołajki. Kochani wszystkiego najlepszego dla dużych i dla małych:)
Chciałam Was uraczyć mikołajkowo przepiękną kolędą w wykonaniu dziennikarzy Trójki i dzieciaków. Cudowna pieśń..."Mikołaju dzieci stąd życzą Ci wesołych świąt..." tak dzieciaki śpiewają, leciała dzisiaj w radyjku.
Nie ma jej nigdzie (ale ja ją odszukam), a póki co będzie Karp także w wykonaniu dziennikarzy Trójeczki. Karp pierwszy już zamieściłam wcześniej. Teraz z życzeniami Mikołajkowymi śpiewa dla Was Karp 3 z roku 2002 roku:

KARP 2002 "NIECH NAM DZWONI"

Muzyka: Wojciech Kaleta, Słowa: Artur Andrus, Refren: Kuba Strzyczkowski. Wykonawcy: Dziennikarze Trójki, Kwarter Rampa.

Było o Karpiu. Teraz przyszedł czas na Żaby i Kijanki. A skąd się nagle wzięły te stworzenia? A do Bydgoszczy przybyły wraz z Festiwalem Camerimage:)


W Berlinie rozdają Niedźwiedzie, w Wenecji Lwy...o i w Gdyni też Lwy, a w Cannes Palmy, ale nie o palmach tu mowa (co najwyżej to nam palma może odbić) bo w Bydgoszczy na festiwalu operatorów filmowych gwoździem programu są płazy. Duże i małe:)

W konkursie głównym ZŁOTA ŻABA trafiła ręce
JOLANTY DYLEWSKIEJ za zdjęcia do filmu Agnieszki Holland "W ciemności"


Bardzo ciekawa jestem tego filmu. chociaż trochę się boję. Film na podstawie książki "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyny Chiger.




SREBRNA ŻABA trafiła do rąk MAHMOUD KALARI za zdjęcia do filmu w reżyserii Asghar Farhadi "Rozstanie"


Ja się wcale nie dziwie. Rewelacyjny film, oddające klimat świetne zdjęcia.






BRĄZOWA ŻABA trafiła do rąk Robbie Ryan za zdjęcia do filmu Andrea Arnold "Wichrowe wzgórza"



Nic nie wiem o tym filmie. Jestem ciekawa.




KONKURS FILMÓW POLSKICH-NAJLEPSZY FILM. 
zdjęcia RADOSŁAW ŁADCZUK (nagroda trafiła do rąk pana Ładczuka także za najlepszy debiut reżyserski) reżyseria Jan Komasa
Sala samobójców


Byłam, widziałam, doceniam, ale zachwytu we mnie brak.




O kijankach i reszcie nagród:

Przenieśmy się szybciutko z Camerimage na Galę rozdania nagród Złote Berło. W tym roku za całokształt laureatem nagrody został  nasz kochany WIESŁAW MYŚLIWSKI:)

Nagroda Złotego Berła jest przyznawana przez Fundację Kultury Polskiej od 1999 za
"najpełniej rozumianą twórczość intelektualną pojedynczego człowieka lub zbiorowości, grupy twórców, organizacji społecznej, instytucji artystycznej, ruchu kulturalnego czy naukowego".


Cieszę się niezmiennie, bowiem pan Myśliwski jak żaden inny pisarz polski zasługuje na to wyróżnienie.

Pan Myśliwski dołączył do zaszczytnego grona nagrodzonych wcześniej. A towarzystwo zacne. Oj zacne. Ciekawie być musi razem z panem Giedroyciem, Kilarem, Lemem, Mrożkiem, Gajosem...:)

A teraz kilka słów o tych co odeszli:(

Wczoraj w wieku 73 lat odeszła w samotności, w towarzystwie psów i kotów Violetta Villas. Jako Czesława Cieślak raczej kariery by nie zrobiła nawet ze swoją czterooktawową skalą głosu, ale jako Villas i owszem. Na scenie radziła sobie dość dobrze, jednak nie potrafiła zadbać o swoje interesy. W życiu prywatnym nie wiodło jej się. Żyła w bardzo złych warunkach, w skrajnej niemalże biedzie. Smutne to:(


Dzień wcześniej 4 grudnia zmarł aktor, reżyser Adam Hanuszkiewicz. Miał 87 lat:(


Mnie osobiście najbardziej zasmuciła wiadomość z zeszłej środy o śmierci twórcy Krecika Zdenka Milera. Był najstarszy. Miał 90 lat:(

Zdenek Miler z Krecikiem.
"Krecik i grzyby"

Uwielbiam Krecika. Kochałam go w dzieciństwie, kocham go i dziś. Rozczula mnie, wzrusza i rozbawia do łez. 
Odcinek "Krecik i grzyby" jest dla mnie bajką wszechczasów. W ciągu kilku minut trwania bajki doświadczam kilku stanów emocjonalnych. Od śmiechu do płaczu i od płaczu do  śmiechu. Szczególnie rozbawił mnie ślimak. Co ja mówię rozbawił. Powalił na kolana po raz kolejny. Lepiej stanu wkurzenia nie da się oddać. Panie ślimaku chylę czoła z uznaniem:)

Jak Wam już się zrobi zbyt smutno, to dla oddechu obejrzyjcie odcinek "Krecik i kaczki". Także dostępny na youtube. Ja go widziałam po raz pierwszy. Rewelacja! Cudo!

niedziela, 4 grudnia 2011

Niedziela z Ryanem Goslingiem...ciasteczko? prosze czestuj sie panem R.G hihi

Część dzisiejszej niedzieli spędziliśmy wraz z mężem w towarzystwie Ryana Goslinga. Tylko część, bo teraz zmieniłam towarzystwo na Katarzynę Nosowską. Muszę się dzielić nią z Tvp Kultura ale nie szkodzi.
Obejrzeliśmy dwa filmy z Ryanem. Jeden starszy, bo z 2004 roku, drugi świeżutki, bo z roku 2011.


Ten starszy film i młodszy Ryan Gosling to film
 "Pamiętnik" w reżyserii Nicka Casavatesa.

O czym: Fabuła jest prosta. Można ją streścić w dosłownie kilku zdaniach, no może w kilkudziesięciu zdaniach:
 Lata 40-ste XX wieku. On prosty robotnik, Ona piękna, zdolna, bogata spotykają się, zakochują się w sobie szaleńczo. Piękna jest ta ich nastoletnia miłość, piękna i jak się widz może spodziewać napotyka na wiele przeszkód. Dochodzi do rozstania. Dramatycznego. Ona wyjeżdża. On zrozpaczony wysyła przez rok listy, które matka przed dziewczyną ukrywa. Mijają lata pełne niespodziewanych zwrotów akcji (hihi) Ona myśląc, że On o niej zapomniał układa sobie życie z innym. Nie zdradzę żadnej tajemnicy jeśli powiem, że właśnie wtedy los stawia ich na tej samej drodze ponownie...czy to aby miłość po grób, jak się potoczą ich losy? Jako widz chciałabym móc zadać sobie takie pytanie, chciałabym zaciskać piąstki z niepewności co będzie dalej. Chciałabym, ale niestety wszystko w tym filmie jest tak przewidywalne, że aż zęby bolą. Co jakiś czas widz przenosi się w czasie o lat kilkadziesiąt do przodu by towarzyszyć pewnej parze staruszków. Zdradzać nie będą kim oni są i czy mają znaczenie dla opowieści. Bo może dla kogoś będzie to zagadką. Dla mnie zagadka rozwiązała się w pierwszych minutach filmu. I to nie dlatego, że jestem bezwzględnie inteligentna. Kochani banał, goni banał. Gdyby nie Ryan Gosling i ładne zdjęcia (ja bardzo lubię te samochody, te stroje sprzed lat)
 to wyłączyłabym film, bo trochę mi szkoda czasu na ckliwe zdjęcia odlatujących gęsi na tle obrzydliwie zachodzącego słońca, ale dla Ryana G, którego spojrzenie i odsłonięty tors powodują u mnie lekki ślinotok jestem w stanie przymknąć oko nawet na te gęsi, choć przyznam się szczerze, że trudno wytrzymać ponad 2 godziny filmu z przymkniętymi oczętami i jednocześnie spijać oczami obraz pana Goslinga (jeśli można spijać obraz oczami, to ja właśnie to robiłam). Nie wiem czy jego kreacja była jakoś specjalnie udana, obawiam się, że nie jestem tak po babsku zbyt obiektywna:)) 
Ajć-jest boski!

Podsumowując 2 godziny spędzone z filmem "Pamiętnik" uznaje za godziny lekko stracone, acz miłe dla oka. Nie lubię oglądać filmu i się wciąż irytować, że to takie banalne jest. Nic mnie w nim nie zaskoczyło i nie wzruszyło. Być może jestem mało wrażliwa na ckliwie historie rodem z romansów Nory Roberts (nie obrażając pani Nory), na zachody słońca, romantyczne pocałunki w deszczu na brzegu jeziora z pomostem. Chociaż taki Ryan mógłby mnie tak w tym deszczu...pst. tylko nie mówcie nic mojemu mężowi:)

Teraz czas na film młodszy z nieco starszym Ryanem.
"Kocha lubi szanuje" (ang.Crazy, Stupid, Love).

O czym: Fabuła jest nieco altmanowska, czyli kilka wątków z własnymi postaciami przeplata się ze sobą. Wątek numer jeden to modelowa rodzina mama-Emilly (Julien Moore) , tata-Cal (Steve Carell), dzieci. Oboje po 40-stce. Razem od liceum, małżeństwo z 25 letnim stażem. Przechodzą kryzys. Ona go zdradziła, rozwodzą się. Wątek drugi w tej samej rodzinie to 13-letni Robbie syn Cal i Emilly zakochany po raz pierwszy we własnej (i siostry) i tu gładko przechodzimy do wątku drugiego 17-letniej niani Jessice, która dla odmiany kocha się w...:)
 Wątek trzeci to młoda dziewczyna (Hannah) prawniczka, zdolna i piękna, wiążąca nadzieje z pewnym młodym prawnikiem. Czwarty wątek (ten najbardziej smakowity) to Jacob (Ryan Gosling) młody, przystojny, zniewalający bawidamek, którego głównym zajęciem jest podrywanie pięknych kobiet.


 Osiągnął w tej sztuce poziom Casanovy. Nie ma kobiety, która by mu się oparła, chociaż nie. Jest jedna...:)
Zrozpaczony, upokorzony przez własną żonę Cal spędza wieczory  w knajpie zamęczając przygodnych współtowarzyszy przy barze swoją smutną historią. Tam spotyka Jacoba, który zniesmaczony widokiem i zachowaniem Cala postanawia mu wspaniałomyślnie pomóc. Odtąd rozpoczyna się przemiana z nudnego, źle ubranego, nie nawykłego do podrywu Cala w przystojnego, dobrze ubranego, brylującego w damskim towarzystwie mężczyznę w średnim wieku. Uczeń przerósł mistrza, jednak czy  wieloletnia miłość męża do żony i żony do męża tak szybko się kończy? Więcej niczego nie zdradzę. Jak to w altmanowskiej fabule bywa wszystkie wątki muszą się połączyć. W jaki sposób? Szaaa:) Powiem tylko, że dałam się zaskoczyć.

Czy te dwie godziny spędzone w towarzystwie filmu "Kocha, lubi, szanuje" uważam za stracone? Absolutnie nie. To były przesympatyczne dwie godziny. Film mógłby być rewelacyjny, a jest niestety tylko dobry. Jest w filmie kilka naprawdę świetnych scen, prawie genialnych. Takich, że czułam, że oglądam kino  z najwyższej półki. Jednak nie zapominajmy, że to kino amerykańskie, rozrywkowe kino amerykańskie, więc nie obeszło się bez banalnych rozwiązań fabularnych, przelukrowanych scen zbiorowych (gdyby był to film o bohaterach wojennych, to byłyby to sceny pt: w tle powiewa flaga amerykańska), ale ostatecznie to kino na szkolną czwórkę.
Dopóki nie poczytałam sobie komentarzy na temat filmu i   o samym filmie w ogóle miałam z nim kłopot, bowiem oczekiwałam bardzo dobrego filmu, a dostałam tylko dobry z kilkoma wpadkami karygodnymi dla filmu, który mógłby stanąć w szeregu z najlepszymi tytułami europejskimi. Jednak po przeczytaniu o filmie, że jest to amerykańska komedia romantyczna zwracam honor. Jeśli ma to być w założeniu komedia romantyczna, to jest to komedia na wysokim poziomie. Problem w tym, że ja nie wiedziałam z jakim gatunkiem filmowym będę miała podczas oglądania  do czynienia, stąd moje wygórowane oczekiwania. Wiadomo, że kino gatunków rządzi się swoimi prawami. To dobrze zagrane, w miarę dobrze przemyślane, urocze i dość zabawne kino gatunków pt: komedia romantyczna:)
Coś mi się wydaje, że to dość pokrętne jest, ale mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli:)
No a Ryan...no Ryan ehh. Chociaż wole go nieco mniej umięścionego. Ma coś w sobie bestia ma:)
bardzo dobre dialogi w tej scenie. bardzo dobre:)

Tyle dziś pt: Ryan Gosling, ale ten aktor zwrócił mą uwagę swą gra i nie oszukujmy się fizjonomią dawno, dawno temu. Pozwolicie, że ruchem posuwistym będziemy się przesuwać wstecz z kolejnością obejrzanych na przestrzeni lat filmów z Goslingiem:

ostatnio:
"Blue Valentine"


z filmweb:"Blue Valentine" jest bardzo intymnym portretem rozpadającego się małżeństwa. Cindy (Michelle Williams) i Dean (Ryan Gosling) są parą z kilkuletnim stażem, wychowują córkę. Ich związek przeżywa kryzys. Próbując uratować swoje małżeństwo, usiłują wskrzesić lata młodości, gdy byli w sobie zakochani na zabój i snuli plany na piękną, wspólną przyszłość."

reżyseria: Derek Cianfrance
scenariusz: Joel Curtis, Derek Cianfrance
rok produkcji: 2010
występują: Ryan Gosling,Michelle Williams

Dla mnie to film z najwyższej półki. Dwuznaczny, niebanalny, świetnie zagrany.


 No i Ryan:)



"Drive"

Z filmweb: Są mężczyźni, którzy wolność mają wpisaną w DNA. To oni jednym spojrzeniem potrafią złamać kobiece serce i sprawiają, że nie można o nich zapomnieć. Przyciągają jak magnes tajemniczym uśmiechem i obietnicą niebezpiecznej przygody. Takim mężczyzną jest Driver, chłopak, który za dnia pracuje jako kaskader, a nocami wynajmuje się jako kierowca gangsterów. Żyje, balansując na cienkiej granicy między rozsądkiem a brawurą. Do dnia, gdy pozna Irene i straci dla niej głowę. Nowa dziewczyna, wyglądająca jak anioł, rozpęta wokół niego prawdziwe piekło. Ich  "love story" pisane będzie czystą adrenaliną. Trzymający w napięciu jak "Bullitt", rozgrzeje publiczność nie tylko rykiem silników, ale przede wszystkim gorączką uczuć.

Reżyseria:Nicolas Refn
Scenariusz: Hossein Amini
rok produkcji: 2011
występują:Ryan Gosling, Carrie Mulligan
Klasyczne kino gatunków podane w jak najlepszej formie. Męskie to kino, ale zarazem nie męskie. Niesamowity klimat filmów z lat 80-tych. Specyficzna stylistyka. Świetna muzyka. Się sam film ogląda. Jest kilka scen, które bym wycięła, które uważam za zbędne, ale ostatecznie film dla mnie dobry.

"Miłość Larsa"

Z filmweb: 
Lars wiedzie beztroskie i samotne życie, mieszkając w garażu swojego brata -Gusa, który namawia go wraz z żoną by znalazł wreszcie kobietę. Pewnego razu do ich domu wchodzi Lars, wraz ze swoją nową dziewczyną Bianką ...nic w tym nie było by dziwnego gdyby nie to, że Bianka jest po prostu plastikową lalką, a Lars szalenie w niej zakochany... Miłość bywa naprawdę ślepa.

Reżyseria: Craig Gillespie
scenariusz: Nency Olivier
rok produkcji: 2007
występują: Ryan Gosling, Emilly Mortimer
Film obejrzałam dzięki uprzejmości Gazety Wyborczej, z którą można było swego czasu film zakupić. Kupiłam i film czekał i czekał na swój czas. Zupełnie nie wiem dlaczego tak zwlekałam z obejrzeniem, bo to kino cudowne, kino mądre, bo to film przy którym się buzia uśmiecha. Uśmiecha się bez udziału woli niemalże. Kilkakrotnie miałam wrażenie, że to kino skandynawskie, a to duży komplement:)
p.s zabijcie mnie ale nie wiem dlaczego ten tekst wyświetla mi się w takiej formie. Dlaczego jest podkreślone tak samo jak tekst skopiowany z filmweba? nie zbadane są wyroki bloggera widocznie:)


"Szkolny chwyt" 

Z filmweb: Half Nelson to opowieść o nauczycielu historii w jednej z amerykańskich szkół średnich, Danny'm Dunne'e. Mężczyzna nawiązuje nietypową przyjaźń ze swoją uczennicą po tym jak dziewczyna odkrywa, że jest on uzależniony od narkotyków. Film oparty został o 19-minutową produkcję Anny Boden i Ryan'a Fleck'a z 2004 roku, zatytułowaną Gowanus, Brooklyn.

Reżyseria:Ryan Fleck
scenariusz:Ryan Fleck, Anne Boden
rok produkcji: 2006
występują: Ryan Gosling, 
Jeden z lepszych filmów jakie udało mi się w ostatnim czasie obejrzeć. Trafiłam na niego którejś nocy na Ale kino. Nie widziałam początku. Nie mogłam przestać oglądać. Ryan Gosling mnie zahipnotyzował, jego gra mnie absolutnie przyszpiliła do ekranu tv. Potem obejrzałam ten film raz jeszcze i zrobił na mnie ponownie ogromne wrażenie. 
Ryan Gosling nie jest tylko nieprzyzwoicie przystojnym facetem (dla mnie), ale także jako aktor sroce spod ogona nie wypadł:) Bardzo polecam. Rewelacyjne kino!


"Zostań"

Z filmweb: Psycholog z elitarnego East Coast University próbuje zapobiec samobójstwu nowego pacjenta, mającego dziwne prorocze wizje. Kiedy ten oznajmia mu, że odbierze sobie życie za 3 dni w desperackiej próbie terapeuta wyrusza w koszmarną i niesamowitą podróż przez miasto by uratować wszystko co kocha zanim spełniające się proroctwa.

Reżyseria: David Forster
scenariusz: David Beniof
rok produkcji: 2006
występują: Ryan Gosling, Ewan McGregor, Naomi Wats

Film widziałam bardzo dawno temu. Nie wiele mogę powiedzieć.Mam tylko w głowie taką informację, że było to dobre:)

"Fanatyk"

Z filmweb: Bohaterem filmu jest Danny, młody amerykański nazista (Ryan Gosling), paradujący po ulicach Nowego Jorku z wygoloną głową i w koszulce ze swastyką. Danny lubi bić napotkanych żydowskich chłopaków, regularnie uczęszcza na zebrania faszystowskiej partii, w snach widzi siebie jako żołnierza Wehrmachtu itd. Na pierwszy rzut oka - normalny przypadek patologicznego antysemity. Ale jest jeden drobny szczegół - Danny sam jest Żydem. I to Żydem wychowywanym w ortodoksyjnym środowisku, kształconym w jesziwie, gdzie - od kontrowersji z nauczycielem na temat Boga - zaczyna się jego bunt przeciwko sobie.

Reżyseria: Henry Bean
scenariusz: Henry Bean, Mike Jacobson
rok produkcji: 2001
występują: Ryan Gosling, Billy Zane

W tym filmie prawie 10 lat temu ujrzałam młodziutkiego, wówczas 20 letniego Ryana po raz pierwszy. Zarówno film jak on sam powalili mnie na ziemie. Od tego czasu widziałam Fanatyka kilka razy. Wielokrotne odtwarzanie tego obrazu nie odebrało mu świeżości.

Oto jak z chłopca podlotka zamienił się Ryan Gosling w 
mężczyznę pełną gębą i takiegoż samego aktora:)


Wiecie co? Mam taką pewną obawę, że ja się zakochałam w aktorze! No kto to widział? Taka duża baba!

:)))


P.S W poniedziałek premiera Teatru Tv!!

"Księżyc i magnolie" 

reżyseria:Maciej Wojtyszko
Autor: Ron Hutchinson,
występują:
Marcin Dorociński,
Łukasz Simlat,
Redbad Klijnstra

Ja już się nie mogę doczekać!:) Uczta, uczta!

P.S 2 Nie będzie premierowego Teatrzyku:(( Ja rozumiem, że zmarł Adam Hanuszkiewicz i zazwyczaj cieszę się,  że TV reaguje i natychmiast puszcza jakiś Teatr związany z artystą, ale tym razem JESTEM ZŁA I MI PRZYKRO! czekałam na ten teatr premierowy długo. Do tego poleci dopiero za dwa tygodnie, bo z jakiś nieznanych mi przyczyn w przyszły poniedziałkowy wieczór Teatru Telewizji nie ma:((
Dziś mam za sobą parszywy dzień i ten Teatr był światełkiem w tunelu. Ehh.

czwartek, 1 grudnia 2011

Boza podszewka znów w Kino Polska, czyli o mojej milosci do Gruszek:)

Zbieram się z tym postem i zbieram:)
Pamiętacie przy okazji postów o serialach wspominałam o moim ulubionym polskim, współczesnym serialu o Bożej podszewce części II.
Otóż Kino polska po raz kolejny raczy nas tą rodzimą produkcją w piątki o 22.15.(pewnie są też powtórki)
 Za nami dwa odcinki. Jutro trzeci.
Te około 14 lat temu jak leciała  w tv część pierwsza Bożej nie oglądałam, bo jak wiecie w moim domu rodzinnym się seriali nie oglądało. Programowo.
 Na szczęście w 2005 roku radykalizm w kwestii seriali szefującego pilotem taty nieco zmalał i razem oglądaliśmy część drugą Bożej podszewki. Oglądaliśmy z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, szeroko rozdziawionymi z zachwytu buziami, od czasu do czasu podgryzając z emocji paznokcie.
 Od tamtego czasu ja już w moim domku obejrzałam serial jeszcze kilka razy. Nie potrafię bowiem wyłączyć jeśli już zacznę oglądać:)

Boża podszewka część II jak sama nazwa wskazuje jest  kontynuacją części pierwszej (którą obejrzałam jako drugą). Obie części zanim zamieniły się w kadry filmowe najpierw ożyły na kartach książek (także dwóch części), spod pióra wypłynęły słowa, zdania ręką pani Teresy Lubkiewicz-Urbanowicz prowadzone. 
Pierwsza część opiewa życie jednej rodziny Jurewiczów w latach 1900-1944. Żyją oni we wsi Juryszki na Wileńszczyźnie. Główną postacią łączącą obie części jest Maryśka. Ostatnie dziecko urodzone w rodzinie właśnie w 1900 roku.
Mała Marysia (Karolina Łącka)

 Mała Marysia nie ma łatwo. Życie na wsi najmniejszego nie rozpieszcza, do tego Marysia urodziła się przedwcześnie, bo w siódmym miesiącu i przezywana jest niedonioskiem (dygresja Carlos Fuentes napisał kiedyś takie zdanie, że siedmiomiesięczny wcześniak zawsze szuka utraconych dwóch miesięcy. I tu prywaty nie zabraknie, bo ja jestem takim niedonioskiem z siódmego. Ale czy szukam tych dwóch miesięcy hmm? -koniec dygresji).

Szybko okazuje się, że mała Marysia nie jest zwyczajnym dzieckiem. W tamtych czasach wszelkie odstępstwa od normy były traktowane surowo. Trzeba było być twardym i pomocnym do pracy. Marysia rośnie więc w poczuciu, że coś jest nie tak, coś nie gra. Z nią czy ze światem nie wiadomo.

Rodzina Jurewiczów w komplecie.

W postać większej i już dorosłej Maryśki wcieliła się brawurowo Agnieszka Krukówna (wcześniej przez chwilę możemy oglądać w roli dorastającej Marysi Urszulę Sasimowską)




 Głowę rodziny zagrał Andrzej Grabowski, a matkę Danuta Stenka.


Marysia miała liczne rodzeństwo. Najważniejszą jednak rolę odegrały szczególnie dwie siostry Józia, w którą wcieliła się Hanna Śleszyńska, oraz Janeczka, w tej roli Katarzyna Herman. Obie wystąpiły w drugiej części. Kilkoro rodzeństwa pojawia się później epizodycznie.


Maryśka już jako dorosła kobieta i jako mężatka, poważana żona sędziego, starszego od niej o kilka lat wyprowadza się ze wsi do miasta Lidy.

Maryśka (Krukówna) i Kazimierz (Michałowski)


Towarzysząc serialowym postaciom możemy pomieszkać w świecie, którego już nie ma. W świecie podupadłych dworków, zubożałych szlachciców, w świecie tamtejszych tradycji, przekonań, stereotypów. Po emisji serialu pojawiły się liczne głosy sprzeciwu ludzi i rodzin ludzi, którzy żyli w tamtych miejscach i czasach. Według nich jest to przekłamany na niekorzyść obraz mieszkańców Kresów.
Jak było naprawdę nie wiemy.

Jako, że serial opiewa ponad 40 lat życia rodziny jesteśmy świadkami narodzin i śmierci. Na świat przychodzi córka  Marysi i Kazimierza Gienia Lulewiczowa. W tej roli cudowna Karolina Gruszka. 
Karolina Gruszka rocznik 1980. Jeszcze o niej usłyszymy. Wtedy w 97 roku jeszcze tego nie wiemy:) czyż nie jest podobna do Marysi w jej wieku w wykonaniu Sasimowskiej?

 Odchodzi matka Maryśki, serial kończy się śmiercią starego Jurewicza. Jest rok 1944. Wojna zbliża się ku końcowi. Nadchodzą wielkie zmiany dla mieszkańców Juryszek. Zaczyna się czas przesiedleń. Los mieszkańców Wileńszczyzny przypieczętowany zostaje niedługo potem ustaleniami Konferencji jałtańskiej.

I w tym momencie rozpoczyna się część druga Bożej podszewki. Rozdzierająca scena rozstania matki z córką   otwiera serial. Maryśka, która nie zdążyła załatwić papierów, nie zdąża także pożegnać się  z córką. Pociąg z repatriantami rusza w kierunku Ziem Odzyskanych, zrozpaczona Maryśka zostaje sama na torach w znanym/obcym kraju.


W rolę Maryśki wcieliła się tym razem moja ukochana Kinga Preis.

 Ten zabieg fabularny rozdzielenia rodziny ustawia także kształt serialu. Odtąd będziemy śledzić losy rodziny Jurewiczów dwutorowo. Pierwszy to obraz życia Gieni i jej ciotek na Ziemiach Odzyskanych, a drugi to perypetie Maryśki, która pozostała już na terenach Związku Radzieckiego, skąd nie jest łatwo się wydostać. Dwa krańce kraju. Odzyskane Ziemie Zachodnie i utracone Wschodnie Kresy. Epizody zachodnie i kresowe pojawiać się będą naprzemiennie w każdym odcinku.

Po wielu trudach podróży jak mawia Gienia z Polski do Polski (nie widząc w tej podróży sensu) Gienia z Józią przybywają w końcu do miejsca przeznaczenia na Ziemie Odzyskane do miejscowości Borów Śląski. Tam na miejscu czekają na nie siostra Janeczka wraz z mężem Romanem, w którego rolę wcielił się Krzysztof Tyniec.




W willi na Kasztanowej zamieszkuje rodzina Jurewiczów. Wszędzie widać ślady niemieckie, podobnie jak ślady polskie na Kresach. Dom jest piękny ogromny i nowoczesny. Na górze mieszka Niemka Frau Peszke. Postać ta nie jest tak jednoznaczna na jaką wygląda. W serialu pojawia się jeszcze kilka ważnych nie tylko dla Gieni postaci.


Frau Peszke

Nastolenia Gienia próbuje się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ciężko jej się żyje pod kuratelą do bólu praktycznej ciotki Józi. Tęskni za matką i nie bardzo rozumie co i dlaczego się wydarzyło w ostatnim czasie. Jedynym elementem łączącym ją ze starym światem jest ukochana krowa Bukietka.




 To z nią rozmawia, jej zwierza się z rozterek typowych dla wieku młodzieńczego. Pozbawiona matki, w nowym, w obcym jej świecie musi sobie jakoś radzić. W końcu sytuacja się normuje Gieniusia zaczyna żyć, zaczyna chodzić do szkoły, zaprzyjaźnia się. Gorzej z Maryśką. Jej wędrówka po bardzo nieprzyjaznych dla Polaków drogach już radzieckich nie jest łatwa i trwa bardzo długo. Także stan psychiczny Maryśki pozostawia wiele do życzenia.




Nic więcej nie zdradzę. Sami obejrzyjcie. Myślę, że warto.
Serial przyjął trochę konwencję Teatru Tv, czasem przypomina widowisko muzyczno-poetyckie (szczególnie podczas przejazdu pociągu przez Polskę). Nie jest to typowy serial. Nie każdemu się on spodoba. Dla mnie jest to jeden z ważniejszych i lepszych (jeśli nie najlepszy)  rodzimy serial współczesny. Dobry scenariusz, świetna obsada, rewelacyjnie zagrane role (także te epizodyczne-doczekacie się pojawienia Andrzeja Zielińskiego-zrozumiecie), oraz wiernie i według mnie dość wiarygodne przedstawienie realiów życia w powojennej Polsce. Pierwsza część obejmuje lat 40 życia rodziny, ta druga jest o 37 lat skromniejsza. Bliższa jest mi prawem pierwszeństwa część druga, także ze względu na czas i miejsce akcji, ale obiektywnie rzecz ujmując część pierwsza jest lepiej zrealizowana. Ta druga może drażnić. Jest to kino specyficzne. Zamiana Krukówny na Preis wyszła serialowi jednak na zdrowie. Być może nie jestem obiektywna, bo Preis uwielbiam, Krukówny niekoniecznie. Uważam, że wszystko czego się Preis tknie zamienia się w złoto. Rola Maryśki także. Jest to tak mocna, tak wiarygodna kreacja, że przy pierwszym oglądaniu fragmenty serialu z Kingą w roli głównej bolały mnie niemalże fizycznie. Teraz przy kolejnym byciu w serialu oglądam tylko te epizody związane z Gienią, przygód Maryśki mój układ nerwowy nie jest w stanie po raz kolejny przyjąć. Poza tym "motyw zachodni" jest obiektywnie ciekawszy i mnie bardziej interesujący.


Obie części wyreżyserowała Izabella Cywińska, zdjęcia Adam Sikora, muzykę skomponował Jerzy Satanowski, a zagrali najlepsi aktorzy polskiego kina młodszego i starszego pokolenia: przecudowna, przepiękna Karolina Gruszka, powalająca na kolana Kinga Preis, wkurzająca Hanna Śleszyńska, urocza i słodka Katarzyna Herman, irytujący i nieco obleśny Krzysztof Tyniec, rozbrajający Andrzej Zieliński, zjawiskowa Magdalena Cielecka i wzruszająco rozmemłany Adam Woronowicz. I wielu innych w epizodach m.in Orzechowski, Peszek itp.
Smakowity kąsek:)


Scenariusz i dialogi do serialu na podstawie własnej książki napisała Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz, ale tak naprawdę scenariusz napisało samo życie, bowiem pani Lubkiewicz-Urbanowicz urodzona w 1930 roku w Lidzie opisała w książce prawdziwe losy swojej matki i całej rodziny Mickiewiczów, której nazwisko zostało zmienione na Jurewiczów. Serialowe nazwisko Gieni Lulewicz, to faktyczne nazwisko Lubkiewicz. Oni wszyscy istnieli naprawdę. Matka, ojciec, siostry, bracia, służące z pierwszej części i nawet Frau Peszke istniała naprawdę. Różnie się potoczyły ich losy.


  Sama Tereska urodziła się w Lidzie, natomiast w 1946 roku przeniosła się wraz z rodziną ciotki na Dolny Śląsk. Opisała w książce autentyczne losy swojej rodziny, szczególnie swojej matki Marii. Filmowe Juryszki to faktycznie Rakuciniszki leżące w gminie wiejskiej Koniawa powiat lidzki, 15km od Oran (stamtąd także rozpoczyna się podróż Gieni i ciotki). Obecnie jest to teren przygraniczny Białorusi z Litwą.
 Ileż ja się naszukałam tych Juryszek na mapach! A Juryszki nie istnieją.


To nie jest dworek Mickiewiczów, ale pochodzi z tych samych terenów.

Ponoć po Rakuczniczkach nie ma już śladu. Pozostały tylko chaszcze. Jak jest naprawdę nie wiadomo.


Izabella Cywińska wpadła także na pomysł odwiedzenia Rakuczniczek. Powstał dokument "Rakuczniszki-Juryszki. Daleka droga". Niestety nie było mi dane go obejrzeć. Żałuje. Może jeszcze nadarzy się okazja:)


Czytałam tylko II część Bożej podszewki, która w moim subiektywnym odczuciu nie jest dobrą książką.




 Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że obiektywnie też nie jest to dobra książka. Powodu tego upatruję w tym, że powstała za namową Izabelli Cywińskiej. Trochę jakby na zamówienie. Nie czytałam części pierwszej, więc nie mam porównania, ale ta część druga wydaje mi się suchym zapisem faktów, bez duszy, bez głębi. Trochę takie bla, bla, bla. Szkoda.
Pozostaję jeszcze kwestia miejscowości Borów Śląski. Takie miasto nie istnieje. Na mapie odnajduje tylko miejscowość Ludów Śląski w gminie Borów. Może zaraz po wojnie sprawa przedstawiała się inaczej. Swoim zwyczajem chciałam odnaleźć ulicę Kasztanową w miejscowości Ludów Śląski gmina Borów, ale niestety taka ulica nie istnieje. A może to po prostu miejscowość Borów?
W 1945 wieś została zajęta przez wojska radzieckie, ulegając poważnym zniszczeniom. Borów włączono następnie do Polski, a jego dotychczasową ludność wysiedlono do Niemiec
 Zdjęcia do serialu kręcono zdaję się w miejscowości Kłodzko:)


P.S Więcej o zawikłanych losach mieszkańców Kresów możecie przeczytać w świetnej w książce Anne Applebaum autorki rewelacyjnego "Gułagu"


Przy okazji POLECAM MOCNO!


Boża podszewka zwana przez mojego męża Bożą krówką (jak tylko słyszy muzyczkę rozpoczynającą serial idzie do wanny) online tutaj:
http://www.tvp.pl/vod/seriale/obyczajowe/boza-podszewka-ii/wideo/odcinek-1/51575

środa, 30 listopada 2011

Andrzejuuu, Andrzejuuu- wszystkim Andrzejom zyczenia składam:)


Andrzeju, Andrzeju, Andrzejuuu rety, rety jeju!

Kocham Joanne Kołaczkowską. Kocham Joannę Kołaczkowską w każdym wydaniu, także jako postać z serialu improwizowanego "Spadkobiercy", gdzie wciela się w postać Dorin. W nie lada towarzystwie się wciela, bo i Artur Andrus i Robert Górski się też tam wcielają.  Pomysłodawcą jest Darek Kamys inaczej Kamol kiedyś Kabaret Potem, teraz wraz z Kołaczkowską, Majerem i Pietschiem współtworzący kabaret Hrabi:)
A sam serial jak nazwa wskazuje jest czystą improwizacją i założenia ma być parodią oper mydlanych:)
Zarysowana jest akcja w każdym odcinku, aktorzy wiedzą tylko z kim mają rozmawiać i jak ma się zakończyć scena. Reszta to żywioł. Często żywioł nieokiełznany:) 
Stałe są postaci w serialu występujące. Tak więc jest głowa rodziny Johnatan Owens (Andrus), jego dzieci George (Górski), Billy (Wójcik) i Dorin (Kołaczkowska) i matka Jonathana, a babcia dzieci Maria Czubaszek.
Jak to w dobrej operze mydlanej bywa Jonathan ma swojego odwiecznego wroga Franka Dealaya (Rewers), a właściwie ma dwóch wrogów bo jeszcze Johna McPhersona (Bartłoczyk). Stałymi postaciami w serialu jest jeszcze przyjaciel rodziny, oraz doktor. Moi ulubieńcy to Kołaczkowska, Andrus i Górski. To co ta trójka wyprawia czasem na scenie, to tego ludzkim głosem nie da opowiedzieć:)
Wisienką na torcie każdego odcinka jest pojawienie się gościa, który dopiero na scenie dowiaduje się kogo ma grać.

W święto Andrzejów niechaj będzie solenizant gościem.
Panie i panowie Andrzej Poniedzielski


Goście bywają różni. Jedni sobie radzą lepiej, drudzy gorzej. Dla mnie mistrzowski odcinek to ten ze Stanisławem Tymem i ten, w którym pojawia się Wojciech Mann- sama myśl o tym wywołuje wielki uśmiech na twarzy.
Różne niespodziewane sytuacje się mogą zadziać w czasie trwania odcinka. Nigdy nie wiadomo:)

o serialu:

Kilka sezonów jest już za nami. Odcinki można oglądać na TV4 (czekam na nowy sezon), a na Comedy Central mogę sobie oglądać powtórki.
Kto nie zna niechaj chyżo się zapoznaję, a kto zna, ten wie:)))

Acha dziś przypadają ponoć urodziny Jana Himilsbacha. Ponoć, bo w metryce stoi data 31 listopada. To bardzo ciekawa data, data widmo:)
Nie wiadomo czy to pani w urzędzie się pomyliła, czy to tato małego Janka stracił w ferworze wydarzeń orientację w czasoprzestrzeni:))

niezapomniany duet. Kochane Chłopaki!:)


Moja ulubiona anegdotka o Himilsbachu:


W hotelu, gdzie dzielił pokój ze znawcą antyku, poetą, Mieczysławem Jastrunem:
- "Ustalmy: szczamy do umywalki czy nie?".