"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

wtorek, 13 grudnia 2011

Za czym kolejka ta stoi...po szarosc, po szarosc, po szarosc...30 lat temu-13.12.1981.

Za czym kolejka ta stoi
po szarość, po szarość, po szarość
Na co w kolejce tej czekasz?
na starość, na starość, na starość
Co kupisz gdy dojdziesz?
Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie
Co przyniesiesz do domu?
Kamienie, zwątpienie, zwątpienie...




"Psalm stojących w kolejce" Krystyny Prońko w zupełności oddaje nastrój tamtych dni i kolejnych kilku lat. To spojrzenie zwykłego człowieka...przejmujące na wskroś.

Stan wojenny został wprowadzony w nocy z 12 na 13 grudnia 1981.Rano dzieciaki zamiast
obejrzały
Zamilkły telefony, nie można było zmieniać miejsca pobytu, co było zapewne bolesne za 11 dni Wigilia...:(

Czas Apokalipsy w kinie Moskwa

To najbardziej znane zdjęcie Chrisa Niedenthala. Podobne zdjęcie zupełnie niezależnie od fotografa zrobił pan Ireneusz Piotrowski. Negatyw zdjęcia leżał schowany głęboko, potem pan Ireneusz nie mógł zdjęcia odnaleźć i dopiero zupełnie niedawno zdjęcie zostało wywołane. Niesamowita historia.

MOJE PRYWATNE WSPOMNIENIE:

Ja w grudniu 81 roku miałam 2 latka. Dokładnie dwa latka i pół i głową sięgałam ponad stół. Z przyczyn oczywistych nic nie pamiętam, ale jakieś tam strzępy pamięci z lat późniejszych mi się w głowie kołaczą. Dla mnie czas trwania stanu wojennego niczym nie różnił się od dni wcześniejszych. Tak myślę...hmm chociaż wiedziałam, że taty z nami nie ma i pewnie za nim tęskniłam. A gdzie był mój tato? A do wojska go zabrali. Przez lata studiów i potem też jakoś mu się udawało wymigać od tego przykrego obowiązku, ale wtedy... to był maj 82 tato pojechał do Wrocławia z małą torbą załatwić odroczenie, bo małe dziecko, praca. Wiadomo. I jak pojechał tak już nie wrócił. Nie puścili go! Mama czekała na wieczorny jego powrót. Mąż nie powrócił.
Ja sobie nawet nie jestem w stanie tego wyobrazić jak ten mój tato o poglądach pacyfistyczno-anarchistycznych, z zawodu filozof (o usposobieniu lekko aspołecznym) musiał się czuć tam w tych koszarach. Na to się chyba nie da przygotować, ale żeby tak nagle! Rany jakie to musiało być straszne! A dla mojej mamy? Był mąż i go nagle nie ma. Mama pracująca, w domu nieco ponad 3 letnia dziewczynka, pusto w sklepach...brrr. Dobrze, że przynajmniej pora ciepła. A potem morze listów z domu do jednostki, z jednostki do domu. Najpierw tato był do sierpnia we Wrocławiu, potem wystarał się o przeniesienie do bliższej Zielonej Góry jednostki do Krosna Odrzańskiego. Łatwiej było się spotkać, choć i to nie było proste. Dobrze, że przynajmniej tato miał jako, że po studiach wyższą rangę,  chyba miał trochę lżej od zwykłych szeregowych. Od zwariowania ratowały go książki i Program III Polskiego Radia.

Ja byłam malutka, ale jednak ta cała akcja z zabraniem taty miała bardzo mocny wpływ na moja psychikę. Wspominałam kilka razy jak bardzo nie lubiłam (delikatnie rzecz ujmując) przedszkola. Planowo miałam iść do niego we wrześniu, ale moja mama musiała przecież chodzić do pracy. Nie mogła czekać do września, trzeba było natychmiast załatwić mi przedszkole. Nie było czasu żeby mnie na to przygotować, pokazać mi to miejsce, poopowiadać. Wiem, że moja mama jako psycholog by mnie do tego, granicznego wydarzenia jakim jest pójście do przedszkola należycie przygotowała. Wiedziała jakie to ważne. Nie miała na to czasu. Nagle dziecko, które przez ponad 3 lata przebywało zawsze pod opieką jednego z rodziców (udawało się rodzicom zgrywać. Tato jako wykładowca mógł manipulować grafikiem) zostało zaprowadzone do obcego, strasznego miejsca jakim było przedszkole.Do tego przecież trafiłam już do grupy, która znała się od września. Byłam nowa i płakałam. A panie przedszkolanki ówczesne? Bez komentarza! Tak więc dramat na całej linii. Wcześniej nagle zniknął tato, teraz mamy nie ma całymi godzinami. To się nie mogło dobrze skończyć. To się musiało skończyć wymiotowaniem z płaczu na dywan. To się musiało skończyć fobią przedszkolną odbijającą się czkawką aż do zerówki, właściwie do jej końca. Przez te lata przedszkola nie wyzbyłam się lęku separacyjnego. Mam gdzieś zdjęcie z pierwszych dni przedszkola. Widnieje na nim obraz straszliwie smutnej, nieszczęśliwej dziewczynki, stoi ona w środku takiego dmuchanego koła w kształcie łabędzia (chciałam to zdjęcie znaleźć, ale nie ma wsiąkło). Aż chyba zaraz sama siebie ukocham tak mi siebie jest żal:)
 Domyślam się jak bardzo przykry musiał być dla mojej mamy widok dziecka w rozpaczy. Czuła przecież maminym serduszkiem i wiedziała jako znawca dziecięcej psychiki jakie to dla mnie trudne doświadczenie.
13 grudnia 1982 roku (ot data!) tato powrócił na łono rodziny. Świat się trochę unoromował...chyba.
Każda rodzina ma pewnie swoją historię związaną z tamtymi latami. Moja ma takie wspomnienie, a mnie jak mijam moje przedszkole do dziś lekko ściska w dołku. Ot co!
 KONIEC PRYWATY:)

No właśnie Radio wtedy i muzyka pełniła bardzo ważną funkcję. Była odskocznią. Poprzez teksty można było wiele przekazać. Cenzura nie zawsze była w stanie wyłapać różne ukryte znaczenia.

Andrzej Bieńczak, który pracował w nocy w studiu nagraniowym w radiowej Trójce mówi, że był świadkiem przejęcia budynku przez wojsko. - Żołnierze byli bardzo zdenerwowani i widać było, że są tą sytuacją speszeni - mówi Bieńczak.

Andrzej Krusiewicz relacjonuje, że tuż po północy program radiowy został przerwany a emisja przejęta przez wojsko. - Początkowo myśleliśmy, że taśma została zerwana - wspimina Krusewicz.

Barbara Wierzbicka mówi, że Jedynce trwał akurat koncert dedykowany pracownikom jednej z firm wykonujących kontrakt na terenie Związku Radzieckiego. Podobnie sytuacja wyglądała w programie Trzecim. Andrzej Bieńczak wspomina, że pracownicy byli zaskoczeni.


Więcej na stronach Trójki:


http://www.polskieradio.pl/9/201/Artykul/498233,30-rocznica-stanu-wojennego-w-Trojce

oraz:


http://www.polskieradio.pl/101,StanWojenny


Maanam największą swoją koncertową aktywność wykazywał właśnie w stanie wojennym.To był ich sposób na walkę z systemem. Kory i zespołu nie powstrzymały ingerencje cenzury, czy partyjne szykany i zakaz udziału w mediach po tym jak Maanam odmówił występu na zjeździe partii socjalistycznych w Pałacu Kultury. Nie można było usłyszeć Kory w żadnym radiu, ale Marek Niedźwiecki wziął się na sposób i puszczał pierwsze perkusyjne takty z numeru "To tylko tango". Było to bardzo wymowne.


Maanam

Większość zespołów rockowych miało problemy z cenzurą. Jednak grali.


Dezerter "Spytaj milicjanta" (jedni się buntowali głośniej inny ciszej)
Dekret o stanie wojennym-Piwnica pod Baranami

Te dźwięki kojarzą mi się od lat z Jackiem Wójcickim i z filmem Magdaleny Łazarkiewicz "Ostatni dzwonek". Znałam ten tekst na pamięć jeszcze zanim wiedziałam o czym on traktuje. Na zakończenie Wójcicki z filmu właśnie. Za każdym razem mam dreszcze.


Stan wojenny trwał od 13.12.1981, zawieszony został 31.12.1982, a zniesiony 22.07.1983.



P.S o 21.40 I część a o 22.50 II cześć spektaklu "Kolęda nocka 30 lat później" na żywo wyemituje go telewizyjna Dwójka. Pierwotnie spektakl powstał jako hołd dla ludzi Solidarności. Swą premierę miał 18.12.80, jednak 13.12.81 spektakl został zdjęty. Muzykę napisał Wojciech Trzciński, a tekst napisał Ernest Bryll. 30 lat później artyści młodszego pokolenia połączyli siły z artystami dokładnie pamiętającymi tamten grudniowy czas. Wersja została  uwspółcześniona i uzupełniona. Wystąpią między innymi Krystyna Prońko, Henryk Talar, Krystyna Tkacz, Borys Szyc, Ewelina Flinta, L.U.C i inni:)
Jest na co czekać!

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci sprzedane! Wyprawa do miasta W, oraz koncertowe swietowanie:)

Sobota dwa dni temu była bardzo intensywną sobotą i trwała dłużej niż wcześniejsze soboty. Długość trwania tej ostatniej soboty roozciąąągnęęła się na wiele godzin. A rozciągnęła się tak nieprzyzwoicie bo rozpoczęła się o godzinie bagatela 4.30 rano. Zapytacie po co rozpoczynać dzień zwany sobotą o takiej barbarzyńskiej porze? Czekała nas podróż do miasta W. 


Wersja dla niecierpliwych w skrócie telegraficznym w pierwszej części mowa będzie o:
1)dom sprzedany, było trochę stresu,
2)czekają nas jeszcze dwie takie wyprawy,
3)kawa u nowych właścicieli zaliczona,
4)przejdź do fragmentu oznaczonej gwiazdką *

Pamiętacie, w którymś z postów marudzących wspominałam Wam, że odziedziczyłam w spadku dom po babci. Nie jestem jedyną spadkobierczynią i sprawa właśnie przez tą drugą stronę warszawską (tą drugą stronę będziemy nazywać warszawiakami) i przez nieudolność i ignorancję pana od nieruchomości ciągnęła się wiele miesięcy ( tak naprawdę to lat, ale to już z innych przyczyn).
Pamiętacie pisałam Wam rozżalona, że przez tą spadkową zwłokę przepadła nam wycieczka do znajomych na Gibraltar. To miała być nasza podróż życia. No ale nie o to, nie oto przecież!
Ostatnia sprawa sądowa odbyła się pod koniec listopada i właśnie w tą sobotę 10.12 wyprawiliśmy się do miasta W w celu podpisania umowy sprzedaży domu:)
Ale żeby nie było tak pięknie, to wyrok tej ostatniej sprawy uprawomocni się dopiero we wtorek. Młodzi (bo tak nazywamy małżeństwo kupców Ona lat 26, on lat 25-dlatego młodzi) nie mogli już dłużej czeka, a konkretnie bank się już bardzo niecierpliwił. Dlatego też musieliśmy pojechać już w ten weekend. Czekają nas jeszcze dwie wyprawy.Jest to nam bardzo nie na rękę, ale nie mamy na to wpływu. Możemy tylko „”podziękować” warszawiakom, że tak schrzanili sprawę robiąc ją po swojemu. Ehh. No ale miało być pozytywnie bo przecież dom sprzedany i do radości jest powód.

 Spotkaliśmy się wszyscy w wąskiej poczekalni kancelarii notarialnej w mieście T, spoglądając na siebie trwożnie nawzajem, nie wierząc, że to się dzieję naprawdę, że spawa znajduje swój pomyślny finał. Każde z nas z osobna miało przekonanie, że to się udać nie może, że zaraz coś... każde pojawienie się pani notariusz po dokumenty przyprawiał nas o małe palpitację serca, że zaraz coś wyjdzie, dokumentu braknie...no i tak się stało kochani. 
W stosie moich papierów pełnomocnictw, wyroków sądowych zabrakło jednego oryginału. Dwa wesołe ksera są, ale gdzie oryginał? Na szczęście pani notariusz okazała się mieć serce ksero dokumentu warunkowo przyjęła (oryginał jest pewnie u warszawiaków) wierząc nam na słowo, że zostanie jak najszybciej jej dosłany. Długi akt notarialny odczytany trzy podpisy pod nim złożone, dom jest własnością Młodych! HURRA!!!


*Wersja dla niecierpliwych część druga, w którym mowa będzie:
1) o toaletce z lat 50-tych,
2) o niezabraniu szafki nocnej i kwietniczka i smutku z tym związanym,
3) zdjęcie toaletki,
4) wyjaśnienie dlaczego kupcy zdecydowali się na dom,
5) zdjęcia mieszkańców domu w mieście W na ulicy Z.

Wracamy z miasta T do miejsca docelowego miasta W obejrzeć jeszcze sprzedany dom, no i zabrać stamtąd toaletkę. Nie pamiętam czy wspominałam o toaletce? 
Takiej z lat 50-tych co jest razem w komplecie sypialnianym. Wielkie łoże małżeńskie, trzydrzwiowa szafa, okrągły stół i szafki nocne. Klasyk tamtych lat. Najchętniej zabrałabym całość, a już na pewno szafę. Taka szafa pomieści świat cały. Problem w tym, że moja sypialnia nie zmieści szafy. Na takie cuda trzeba mieć sypialnie wielkości mieszkania. Zabrałam więc tylko toaletkę. Czekała na mnie od marca, wtedy też spotkaliśmy się z Młodymi po raz pierwszy w celu podpisania umowy przedwstępnej.
 Mąż mój zaparł się, że toaletkę zabierzemy następnym razem za 2-3 tygodnie. Taki był plan! I nikomu z nas nie przyszło do głowy, że przez czyjeś niedopatrzenie data majowa ustalona jako data podpisania ostatecznej umowy (dokładnie rocznica śmierci babci) zamieni się w datę grudniową. Prawie dwie pory roku minęły w tak zwanym międzyczasie.

Wtedy w marcu pozwoliłam cioci opiekującej się domem oddać wszystkie meble oprócz toaletki. Kto pomyślał, że między pobytami minie 9 miesięcy i że jeszcze tych słów pożałuje. Zapomniałam o tym co kiedyś powiedziałam i w głowie urodził mi się pomysł na sypialnie. Chciałam zabrać jedną nocną szafkę, wyszlifować ją i pomalować np. na kolor czerwony i taki kwietnik na wysokich nogach zabrać chciałam. Po odnowieniu stanowiłby ciekawy element dekoratorski sypialni.
 Nie zabrałam ani szafeczki ani kwietniczka. Dom okazał idealnie ogołocony z mebli:( Ale mi się jest przykro!! Jestem teraz niewolnikiem wizji pokoju bez możliwości realizacji:( Może ktoś ma na stanie na strychu taką szafkę nocną z lat 50-tych.
 Na pewno wiecie o jaką mi chodzi:) Tak mi się wkręciła wizja takiej a nie innej sypialni, że jestem skłonna nawet gdzieś kupić taką szafkę (kwietniczka nie znajdę, to był unikat), ale już widzę minę męża. Przytargać za darmo, to jeszcze, ale płacić za stare graty? Odpowiedź jest jedna: WYKLUCZONE! I ot problem hihi.

Ale nie ma co opowiadać o rzeczach, których nie ma. Przedstawiam Wam mój nowy mebel. Oto toaletka. Lustro zostało przez nas wyłamane.

na goło:)


toaletka lekko udomowiona:)

 Mebel ma 50 lat i prawie w ogóle nie jest zniszczony. Nigdzie nie ma żadnych braków, tylko blat troszkę zużyty. I jest prawie zdrowa. Z tyłu mieszka tylko kilka korników. Dosłownie dziurki od nich można policzyć na palcach u rąk i nóg. Wyobrażacie sobie współczesne meble za 50 lat?

Jak na mój gust toaletka jest trochę za ciemna. Sprawia wrażenie ciężkiej i smutnej. Mogę ją zostawić taką jaka jest (tylko wytłuc korniki), mogę ją lekko zeszlifować żeby się stała o ton jaśniejsza, albo ją w ogóle przemalować. Póki co stoi w pokoju, docelowe miejsce musi się dopiero zrobić.
Wcześniej wtedy w marcu zabrałam jednak jedną rzecz. Kuchenny mebel piękny.


wystarczyło tylko ją pomalować:) Talerzyk nosi datę 1926.

Zdjęcia sprzedanego domu nie mam, zapomniałam cyknąć fotę. Będzie jeszcze okazja w końcu czekają nas jeszcze dwie wyprawy. Cieszę się, że mieszkać będą w nim właśnie Młodzi. Przez te kilka miesięcy kontaktów telefonicznych i wspólnej niedoli się bardzo polubiliśmy. A po podpisaniu papierów siedząc u nich na kawie nie mogliśmy się nagadać. Już jesteśmy zaproszeni w lipcu do nowego domu na parapetówkę:) Czekali tyle miesięcy! Młoda już była bliska rezygnacji, ale Młody wiedział co robi. Nikt inny by nie połasił się na taki dom do tak dużego remontu, ale Młody jest budowlańcem, ma własną firmę i tym samym pieniędzy trzeba tylko na materiały i wcale nie ma tam tak dużo do roboty. Wbrew pozorom nie jest tam aż tak źle. Więc Młodzi kupili dom niemalże w cenie gruntu. Tym sposobem 120 metrowy, dwupiętrowy dom ze strychem, piwnicą, werandą podwórzem i przylegającą dodatkową działką, postawiony na przedwojennych, mocnych fundamentach mają prawie za darmo! Ile on ma lat ten dom? Na pewno w 1945 roku kiedy mój dziadek w nim zamieszkał już stał. Mocne poniemieckie mury.
Dom po śmierci babci stał kilka lat. Sprawy się ciągnęły i ciągnęły. A i ja jakoś specjalnie nie chciałam tam jeździć. Dom niszczał, cena malała. Staram się nie myśleć ile miałabym pieniędzy na koncie gdybym się wcześniej za to zabrała, musiałabym pluć sobie ciągle w brodę, a to niewygodne tak chodzić po świecie oplutym:) Staram się cieszyć z tego co mam. Dużo tego po podziale nie ma , ale zawsze coś!
Kończąc historię pewnej soboty dodam tylko, że o 22.30 byliśmy już w domku. Przepodróżowaliśmy w obie strony prawie 600km:)

Nie mam zdjęć domu, ale mam zdjęcia jej mieszkańców. Proszę bardzo. Wewnętrznie pogodziłam się z babcią, do której byłam przez lata wysyłana na wakacje. Dla mnie był to koszmar, przykry obowiązek. To nie była ciepła babcia opowiadająca bajki, ale teraz jak już jestem dorosła ją rozumiem i tymi zdjęciami chcę jej oddać pamięć:)


Babcia Wandzia to ta pani siedząca na murku. Brak daty niestety:(
Babcia Wandzia w objęciach. Czyich nie wiem, bo to nie jest mój dziadek. To już pozostanie tajemnicą.
Podwieczorek. Gdzie, z kim? nie wiem. Babcia sobie stoi:)
Obrazek rodzinny: od góry babcia, dziadek, mój wujek, niżej ten sam zestaw plus moja mama malutka, niżej nieco starsi wszyscy. Z boku znów trochę więksi:)
Rodzeństwo plus miś:)
Na dole po lewej w roli głównej moja mama:) To zdjęcie jest troszkę przerażające. Nie wiem czemu ale wieje grozą:)
I na koniec zdjęcie w świątecznym klimacie. Mama wujek i GWIAZDOR! koszmarny Gwiazdor. Mama wygląda na lekko przestraszoną. Ja się wcale nie dziwie!!
Zdjęcia aktualnego nie mam, ale proszę bardzo zdjęcie sierpień 82. Z babcią na podwórzu.


*************************************************************************
A teraz nagła zmiana tematu:)
Wczoraj w ramach uczczenia sukcesu udaliśmy się wraz z małżonkiem na koncert z cyklu Punky Reggae Live. Zielonogórski "Jakoś to będzie" z Irkiem Wereńskim z Kultu na basie, Ga-Ga, Zielone Żabki, Raggafaya i Farben Lehre:)
Ja poszłam tam szczególnie na Ga Ga i Zielone Żabki powspominać stare czasy punkowe. Wzruszeń było kilka, choć jak na mój gust to w tych nowych numerach za mało punk rocka w punk rocku. Stałam sobie bezpiecznie na balkonie i przy tych starych numerach z 93 czy 94 roku wymachiwałam piąstką i darłam się wniebogłosy (szkoda, że tak mało było tych naprawdę starych piosenek). Wyglądało to dość śmiesznie. Ja w sukience-szmizjerce, fioletowych kozaczkach, w sweterku i z małą także fioletową torebunią śpiewam i macham piąstkami. Kilka par oczu mi się przyglądało, widać proces sklejania tych dwóch obrazków trwał, ale już po chwili byłam w bandzie hihi. Jest w sukience i w kozaczkach, ale to swój człowiek jest!:) A jakże! Już od lat słucham zupełnie innych dźwięków, spotykam się z innymi ludźmi, ale nigdzie nie czuję się tak adekwatnie jak na koncercie punkowym. Co korzenie,to korzenie!:))
Po Zielonych na scenie pojawił się świeży zespół, znany co poniektórym z telewizorka. Mowa o Raggafaya.


Tak się akurat składa, że to zdjęcie z wczoraj. Klub 4 Róże dla Lucienne:)

 Się tłumek uwijał na scenie. Dobra energia, profesjonalni młodzi muzycy, do tego przesympatyczni! Mieszanka reggae, ska i niestety wynalazków typu ragga czy dancehal. Kiedy wokalista krzyczał, że mamy zrobić hałas i machać razem rękami targetem się nie czułam, ale jak dla wszystkich starszych roczników zagrali (rewelacyjnie!) numer Manu Chao pokochałam ich z miejsca.


Tutaj oryginał Manu Chao. Wykonanie chłopaków z Raggafaya się nie różniło bardzo od Manu:)

 Najbardziej zaskoczył mnie drugi ciemnoskóry wokalista. Cóż za energia, zwierze sceniczne! Perkusista Mikołaj równie dobrze jak z grą na bębnach radził sobie z prowadzeniem przez cały koncert trwający ponad 4 godziny konferansjerki. No i śpiewający (świetnie) klawiszowiec. Dobry koncert. Brakuje tam jeszcze dęciaków. Trąbka i puzon i byłby dźwiękowy komplet. No i trochę więcej czystego Reggae a mniej tych muzycznych wynalazków chłopaki:)
Koncert Farben Lehre, który obchodził 25-lecie istnienia spędziłam już na zapleczu razem z zespołem Raggafaya. Zdziwicie się jeśli Wam powiem, że prywatnie to też są fajne chłopaki? No chyba nie:)
Ten koncert przekładano 2 razy. Za pierwszym razem robiłam w pudełkowni i nie uśmiechało mi się w niedziele iść na koncert. Drugi raz to samo. Do tego doskwierał nam bardzo brak pieniędzy. I tak się właśnie miało stać, że miał się ten koncert odbyć właśnie wczoraj. Mogliśmy iść na niego razem i świętować:)

Uciekam oglądać Wielki Test z Historii. Póki co rozłożyłam się na Poziomkach:)

piątek, 9 grudnia 2011

Post zbiorczy, czyli o zaleglej bibliotece na tle poduszki, trójkowych dzwiekach, kartkach z kalendarza, i dwie chichotki na zakonczenie:)

Pamiętacie w ostatnim poście pisałam o pewnej cudnej piosence, którą usłyszałam w Trójce w audycji u Barona. Zamiast niej umieściłam Karpia.Tak bardzo mi wlazły do serca tamte dźwięki, że musiałam piosenkę odnaleźć. 
Jak zawsze na trójkowych forumowiczów można zawsze liczyć:) Na forum zamieściłam zapytanie i już dwa dni później piosenka pojawiła się na baronowej playliście:)
Wcześniej przeprowadziwszy dochodzenie jaki tytuł może mieć ta pieśń próbowałam ją odszukać na własną rękę ale nic z tego. Nie ma. To znaczy nie było jej do wczoraj, bo dzisiaj już jest. Proszę bardzo. Oto link:


"Niech ci Mikołaju druhu kwiat zakwitnie na kożuchu, niech ci świat otuchy doda, niech ci rośnie ciepła broda..."tak, tak zapracowany Mikołaju, czy tam nawet Gwiazdorze tego ja Ci także życzę:)

Dobry człowiek zamieścił jeszcze jeden numer, który wtedy zagościł w baronowej audycji. Także bliski memu sercu i jakże melodyjny. Cały dzień piosnkę tę podśpiewuje:)
Dwóch zacnych aktorów ja wykonało. Obu lubię. Zamachowski i Machalica. Jakże miło! 
Macie ochotę ponucić razem ze mną? Tylko uwaga jak już melodia wlezie do głowy, to trudno ją stamtąd wyciągnąć. No ale jeśli chcecie, to proszę bardzo:


"A ja wierzę w Świętego Mikołaja. Tak się cieszę, gdy przyjedzie w wielkich saniach. Kiedy znajdę pod choinką prezenty, wtedy wzrasta moja sympatia do świętych..."

A jeśli już mowa o Trójce to właśnie rozpoczęła się kolejna licytacja Trójkowa. Znowu wylicytowane zostaną różne przedmioty, za niemałe pieniądze. Pula pieniążków dla dzieciaków z Rodzinnych Domów Dziecka z licytacji na licytację rośnie:) Pamiętajcie o wysyłaniu smsa o treści POMOC na numer 7545. Ja wysyłam w każdy piątek:)

Zdjęcie "Czas Apokalipsy" Chrisa Niedenthala jako jeden z licytowanych przedmiotów.

Nie ma licytacji bez rozmowy redaktora Strzyczkowskiego z redaktorem Wałkuskim (a są to rozmowy przesympatyczne). Redaktor Wałkuski mieszka w USA i w każdym tygodniu relacjonuje ważne dla Ameryki wydarzenia, ale zawsze na sam koniec rozmowy pan Marek zostawia historie niezwykłe. W zwyczaju są historie nieudanych napadów. W zeszłym tygodniu napad miał miejsce w Niemczech. Rabuś się bardzo przygotował do napadu na bank w małym miasteczku, jednak nie przewidział tego, że przez czas przygotowań, w tak zwanym międzyczasie bank zamieni się w klinikę zdrowia psychicznego. Rabuś wyglądał na dość zdziwionego kiedy zamiast do banku trafił prosto w objęcia psychiatry:)
W Ameryce natomiast pies myśliwski w drodze na kaczki postrzelił swojego pana. Nie wyjaśnione zostały przyczyny tego wydarzenia:) Redaktor Strzyczkowski uknuł teorie, że pies nie lubił polowań i w ten sposób stanął w obronie uciśnionych zwierząt:))) W zeszłym roku pan red. Wałkuski zaproponował wylicytowanie NIC. I NIC poszło za jakieś wielkie pieniądze. Takie rzeczy tylko w Trójce:)
************************************************************************
Kilka dni temu zaszłam ja do biblioteki. Jak zwykle chciałam tylko oddać te przeczytane książeczki i jak zwykle pomimo tego, że mam co czytać i są to książki z biblioteki nie potrafiłam wyjść z pustymi rękami. A poza tym jak wiecie nic mnie tak nie uspokaja jak spacer między bibliotecznymi półkami:)

Na fotelu Pelagii w towarzystwie poduszki siedzą sobie:

1)"Oliwkowy labirynt" Eduardo Mendoza-na fali po pierwszej książce Mendozy. Mam nadzieję, że towarzystwo komisarza Floresa będzie równie zabawne jak Pomponiusza Flatusa. To trzecia część detyktywistycznej trylogii, ale no cóż Mendoza nie siedzi sobie cichutko w bibliotece. On krąży. Jest w ciągłej podróży od czytelnika do czytelnika:) Trza brać co jest i cieszyć się, że hej.
2)"Znamię" Nancy Huston. Na zalinkowanym blogu przeczytałam bardzo pochlebną recenzję, a książka sama mi weszła w ręce. Poważnie:)
3)"Nielegalne związki" Grażyna Plebanek. Przyda się oddech po dość zobowiązującej emocjonalnie Nancy.

A i podusia przecież zasługuje na uwagę. Jakoś się ona i te zdobycze biblioteczne pomieściły w jednej torbie. Z trudem, ale jednak.
Poduszka upolowana w second za całe 2 złote. W tym samym second mieszkała wcześniej zdobyta przeze mnie poducha. Jest z tej samej bandy. Została jeszcze jedna, ale już w nie mojej kolorystyce.

podusia w pełnej krasie:)
Poduszka numer 1 wraz z poduszką numer 2. Każda siedzi na swoim fotelu:)

Kartka z kalendarza:

wczoraj 8.12 wesoła rocznica urodzin Jima Morrisona:)

Pamiętam jak miałam lot na ten właśnie numer Doorsów. Dzień i noc go słuchałam:)

Tego samego dnia urodziny obchodzi Sinead O' Connor

To był HIT! 

Także 8 grudnia urodzinki obchodzi Maryla Rodowicz. Nie należy zapominać, że artystka urodziła się nie gdzie indziej jak w Zielonej Górze:)

Nowa płyta z nieznanymi utworami Agnieszki Osieckiej Buty 2. Bardzo mi się ten numer podoba!


I na koniec ta smutna rocznica śmierci Johna Lennona:(


Żeby nie kończyć tak smutno, to się uśmiechnijmy. Rzadko mi się zdarza rechotać podczas oglądania Faktów, ale wczoraj się nie dało. Popłakaliśmy się ze śmiechu!

Ja wiem, to nie jest śmieszne, ale policjant mówiący ze śmiertelną powagą, że pierwszy padł domek Pinokia i że wandale zdemolowali chatkę Baby Jagi, a  na koniec byli też u jaskiniowców rozbawił mnie i małżonka do łez. Do łeez:)

A oto jakie newsy mogą oglądać widzowie w Rosji. Nasz domek Pinokia, który padł pierwszy to pikuś:)))
Prezenterka tej telewizji na zawsze zapamięta tę informacje i do końca życia będą jej się śniły niedźwiedzie na plantacji marihuany:) Ciekawe czy przeczytała jeszcze jakiegoś newsa w tej stacji? Pewnie jakby news szedł na żywo, to już by nie przeczytała:)


No to miłych ćwiczeń przepony:)

P.S w trójkowej licytacji póki co uzbierało się z smsmów ponad 15.000 złotych:) Sweet jak mawia Cartman.


Buziaki!

wtorek, 6 grudnia 2011

Mikołajkowy misz-masz, czyli o karpiach, zabach, kijankach, oraz slow kilka o tych co odeszli....

Dziś Mikołajki. Kochani wszystkiego najlepszego dla dużych i dla małych:)
Chciałam Was uraczyć mikołajkowo przepiękną kolędą w wykonaniu dziennikarzy Trójki i dzieciaków. Cudowna pieśń..."Mikołaju dzieci stąd życzą Ci wesołych świąt..." tak dzieciaki śpiewają, leciała dzisiaj w radyjku.
Nie ma jej nigdzie (ale ja ją odszukam), a póki co będzie Karp także w wykonaniu dziennikarzy Trójeczki. Karp pierwszy już zamieściłam wcześniej. Teraz z życzeniami Mikołajkowymi śpiewa dla Was Karp 3 z roku 2002 roku:

KARP 2002 "NIECH NAM DZWONI"

Muzyka: Wojciech Kaleta, Słowa: Artur Andrus, Refren: Kuba Strzyczkowski. Wykonawcy: Dziennikarze Trójki, Kwarter Rampa.

Było o Karpiu. Teraz przyszedł czas na Żaby i Kijanki. A skąd się nagle wzięły te stworzenia? A do Bydgoszczy przybyły wraz z Festiwalem Camerimage:)


W Berlinie rozdają Niedźwiedzie, w Wenecji Lwy...o i w Gdyni też Lwy, a w Cannes Palmy, ale nie o palmach tu mowa (co najwyżej to nam palma może odbić) bo w Bydgoszczy na festiwalu operatorów filmowych gwoździem programu są płazy. Duże i małe:)

W konkursie głównym ZŁOTA ŻABA trafiła ręce
JOLANTY DYLEWSKIEJ za zdjęcia do filmu Agnieszki Holland "W ciemności"


Bardzo ciekawa jestem tego filmu. chociaż trochę się boję. Film na podstawie książki "Dziewczynka w zielonym sweterku" Krystyny Chiger.




SREBRNA ŻABA trafiła do rąk MAHMOUD KALARI za zdjęcia do filmu w reżyserii Asghar Farhadi "Rozstanie"


Ja się wcale nie dziwie. Rewelacyjny film, oddające klimat świetne zdjęcia.






BRĄZOWA ŻABA trafiła do rąk Robbie Ryan za zdjęcia do filmu Andrea Arnold "Wichrowe wzgórza"



Nic nie wiem o tym filmie. Jestem ciekawa.




KONKURS FILMÓW POLSKICH-NAJLEPSZY FILM. 
zdjęcia RADOSŁAW ŁADCZUK (nagroda trafiła do rąk pana Ładczuka także za najlepszy debiut reżyserski) reżyseria Jan Komasa
Sala samobójców


Byłam, widziałam, doceniam, ale zachwytu we mnie brak.




O kijankach i reszcie nagród:

Przenieśmy się szybciutko z Camerimage na Galę rozdania nagród Złote Berło. W tym roku za całokształt laureatem nagrody został  nasz kochany WIESŁAW MYŚLIWSKI:)

Nagroda Złotego Berła jest przyznawana przez Fundację Kultury Polskiej od 1999 za
"najpełniej rozumianą twórczość intelektualną pojedynczego człowieka lub zbiorowości, grupy twórców, organizacji społecznej, instytucji artystycznej, ruchu kulturalnego czy naukowego".


Cieszę się niezmiennie, bowiem pan Myśliwski jak żaden inny pisarz polski zasługuje na to wyróżnienie.

Pan Myśliwski dołączył do zaszczytnego grona nagrodzonych wcześniej. A towarzystwo zacne. Oj zacne. Ciekawie być musi razem z panem Giedroyciem, Kilarem, Lemem, Mrożkiem, Gajosem...:)

A teraz kilka słów o tych co odeszli:(

Wczoraj w wieku 73 lat odeszła w samotności, w towarzystwie psów i kotów Violetta Villas. Jako Czesława Cieślak raczej kariery by nie zrobiła nawet ze swoją czterooktawową skalą głosu, ale jako Villas i owszem. Na scenie radziła sobie dość dobrze, jednak nie potrafiła zadbać o swoje interesy. W życiu prywatnym nie wiodło jej się. Żyła w bardzo złych warunkach, w skrajnej niemalże biedzie. Smutne to:(


Dzień wcześniej 4 grudnia zmarł aktor, reżyser Adam Hanuszkiewicz. Miał 87 lat:(


Mnie osobiście najbardziej zasmuciła wiadomość z zeszłej środy o śmierci twórcy Krecika Zdenka Milera. Był najstarszy. Miał 90 lat:(

Zdenek Miler z Krecikiem.
"Krecik i grzyby"

Uwielbiam Krecika. Kochałam go w dzieciństwie, kocham go i dziś. Rozczula mnie, wzrusza i rozbawia do łez. 
Odcinek "Krecik i grzyby" jest dla mnie bajką wszechczasów. W ciągu kilku minut trwania bajki doświadczam kilku stanów emocjonalnych. Od śmiechu do płaczu i od płaczu do  śmiechu. Szczególnie rozbawił mnie ślimak. Co ja mówię rozbawił. Powalił na kolana po raz kolejny. Lepiej stanu wkurzenia nie da się oddać. Panie ślimaku chylę czoła z uznaniem:)

Jak Wam już się zrobi zbyt smutno, to dla oddechu obejrzyjcie odcinek "Krecik i kaczki". Także dostępny na youtube. Ja go widziałam po raz pierwszy. Rewelacja! Cudo!

niedziela, 4 grudnia 2011

Niedziela z Ryanem Goslingiem...ciasteczko? prosze czestuj sie panem R.G hihi

Część dzisiejszej niedzieli spędziliśmy wraz z mężem w towarzystwie Ryana Goslinga. Tylko część, bo teraz zmieniłam towarzystwo na Katarzynę Nosowską. Muszę się dzielić nią z Tvp Kultura ale nie szkodzi.
Obejrzeliśmy dwa filmy z Ryanem. Jeden starszy, bo z 2004 roku, drugi świeżutki, bo z roku 2011.


Ten starszy film i młodszy Ryan Gosling to film
 "Pamiętnik" w reżyserii Nicka Casavatesa.

O czym: Fabuła jest prosta. Można ją streścić w dosłownie kilku zdaniach, no może w kilkudziesięciu zdaniach:
 Lata 40-ste XX wieku. On prosty robotnik, Ona piękna, zdolna, bogata spotykają się, zakochują się w sobie szaleńczo. Piękna jest ta ich nastoletnia miłość, piękna i jak się widz może spodziewać napotyka na wiele przeszkód. Dochodzi do rozstania. Dramatycznego. Ona wyjeżdża. On zrozpaczony wysyła przez rok listy, które matka przed dziewczyną ukrywa. Mijają lata pełne niespodziewanych zwrotów akcji (hihi) Ona myśląc, że On o niej zapomniał układa sobie życie z innym. Nie zdradzę żadnej tajemnicy jeśli powiem, że właśnie wtedy los stawia ich na tej samej drodze ponownie...czy to aby miłość po grób, jak się potoczą ich losy? Jako widz chciałabym móc zadać sobie takie pytanie, chciałabym zaciskać piąstki z niepewności co będzie dalej. Chciałabym, ale niestety wszystko w tym filmie jest tak przewidywalne, że aż zęby bolą. Co jakiś czas widz przenosi się w czasie o lat kilkadziesiąt do przodu by towarzyszyć pewnej parze staruszków. Zdradzać nie będą kim oni są i czy mają znaczenie dla opowieści. Bo może dla kogoś będzie to zagadką. Dla mnie zagadka rozwiązała się w pierwszych minutach filmu. I to nie dlatego, że jestem bezwzględnie inteligentna. Kochani banał, goni banał. Gdyby nie Ryan Gosling i ładne zdjęcia (ja bardzo lubię te samochody, te stroje sprzed lat)
 to wyłączyłabym film, bo trochę mi szkoda czasu na ckliwe zdjęcia odlatujących gęsi na tle obrzydliwie zachodzącego słońca, ale dla Ryana G, którego spojrzenie i odsłonięty tors powodują u mnie lekki ślinotok jestem w stanie przymknąć oko nawet na te gęsi, choć przyznam się szczerze, że trudno wytrzymać ponad 2 godziny filmu z przymkniętymi oczętami i jednocześnie spijać oczami obraz pana Goslinga (jeśli można spijać obraz oczami, to ja właśnie to robiłam). Nie wiem czy jego kreacja była jakoś specjalnie udana, obawiam się, że nie jestem tak po babsku zbyt obiektywna:)) 
Ajć-jest boski!

Podsumowując 2 godziny spędzone z filmem "Pamiętnik" uznaje za godziny lekko stracone, acz miłe dla oka. Nie lubię oglądać filmu i się wciąż irytować, że to takie banalne jest. Nic mnie w nim nie zaskoczyło i nie wzruszyło. Być może jestem mało wrażliwa na ckliwie historie rodem z romansów Nory Roberts (nie obrażając pani Nory), na zachody słońca, romantyczne pocałunki w deszczu na brzegu jeziora z pomostem. Chociaż taki Ryan mógłby mnie tak w tym deszczu...pst. tylko nie mówcie nic mojemu mężowi:)

Teraz czas na film młodszy z nieco starszym Ryanem.
"Kocha lubi szanuje" (ang.Crazy, Stupid, Love).

O czym: Fabuła jest nieco altmanowska, czyli kilka wątków z własnymi postaciami przeplata się ze sobą. Wątek numer jeden to modelowa rodzina mama-Emilly (Julien Moore) , tata-Cal (Steve Carell), dzieci. Oboje po 40-stce. Razem od liceum, małżeństwo z 25 letnim stażem. Przechodzą kryzys. Ona go zdradziła, rozwodzą się. Wątek drugi w tej samej rodzinie to 13-letni Robbie syn Cal i Emilly zakochany po raz pierwszy we własnej (i siostry) i tu gładko przechodzimy do wątku drugiego 17-letniej niani Jessice, która dla odmiany kocha się w...:)
 Wątek trzeci to młoda dziewczyna (Hannah) prawniczka, zdolna i piękna, wiążąca nadzieje z pewnym młodym prawnikiem. Czwarty wątek (ten najbardziej smakowity) to Jacob (Ryan Gosling) młody, przystojny, zniewalający bawidamek, którego głównym zajęciem jest podrywanie pięknych kobiet.


 Osiągnął w tej sztuce poziom Casanovy. Nie ma kobiety, która by mu się oparła, chociaż nie. Jest jedna...:)
Zrozpaczony, upokorzony przez własną żonę Cal spędza wieczory  w knajpie zamęczając przygodnych współtowarzyszy przy barze swoją smutną historią. Tam spotyka Jacoba, który zniesmaczony widokiem i zachowaniem Cala postanawia mu wspaniałomyślnie pomóc. Odtąd rozpoczyna się przemiana z nudnego, źle ubranego, nie nawykłego do podrywu Cala w przystojnego, dobrze ubranego, brylującego w damskim towarzystwie mężczyznę w średnim wieku. Uczeń przerósł mistrza, jednak czy  wieloletnia miłość męża do żony i żony do męża tak szybko się kończy? Więcej niczego nie zdradzę. Jak to w altmanowskiej fabule bywa wszystkie wątki muszą się połączyć. W jaki sposób? Szaaa:) Powiem tylko, że dałam się zaskoczyć.

Czy te dwie godziny spędzone w towarzystwie filmu "Kocha, lubi, szanuje" uważam za stracone? Absolutnie nie. To były przesympatyczne dwie godziny. Film mógłby być rewelacyjny, a jest niestety tylko dobry. Jest w filmie kilka naprawdę świetnych scen, prawie genialnych. Takich, że czułam, że oglądam kino  z najwyższej półki. Jednak nie zapominajmy, że to kino amerykańskie, rozrywkowe kino amerykańskie, więc nie obeszło się bez banalnych rozwiązań fabularnych, przelukrowanych scen zbiorowych (gdyby był to film o bohaterach wojennych, to byłyby to sceny pt: w tle powiewa flaga amerykańska), ale ostatecznie to kino na szkolną czwórkę.
Dopóki nie poczytałam sobie komentarzy na temat filmu i   o samym filmie w ogóle miałam z nim kłopot, bowiem oczekiwałam bardzo dobrego filmu, a dostałam tylko dobry z kilkoma wpadkami karygodnymi dla filmu, który mógłby stanąć w szeregu z najlepszymi tytułami europejskimi. Jednak po przeczytaniu o filmie, że jest to amerykańska komedia romantyczna zwracam honor. Jeśli ma to być w założeniu komedia romantyczna, to jest to komedia na wysokim poziomie. Problem w tym, że ja nie wiedziałam z jakim gatunkiem filmowym będę miała podczas oglądania  do czynienia, stąd moje wygórowane oczekiwania. Wiadomo, że kino gatunków rządzi się swoimi prawami. To dobrze zagrane, w miarę dobrze przemyślane, urocze i dość zabawne kino gatunków pt: komedia romantyczna:)
Coś mi się wydaje, że to dość pokrętne jest, ale mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli:)
No a Ryan...no Ryan ehh. Chociaż wole go nieco mniej umięścionego. Ma coś w sobie bestia ma:)
bardzo dobre dialogi w tej scenie. bardzo dobre:)

Tyle dziś pt: Ryan Gosling, ale ten aktor zwrócił mą uwagę swą gra i nie oszukujmy się fizjonomią dawno, dawno temu. Pozwolicie, że ruchem posuwistym będziemy się przesuwać wstecz z kolejnością obejrzanych na przestrzeni lat filmów z Goslingiem:

ostatnio:
"Blue Valentine"


z filmweb:"Blue Valentine" jest bardzo intymnym portretem rozpadającego się małżeństwa. Cindy (Michelle Williams) i Dean (Ryan Gosling) są parą z kilkuletnim stażem, wychowują córkę. Ich związek przeżywa kryzys. Próbując uratować swoje małżeństwo, usiłują wskrzesić lata młodości, gdy byli w sobie zakochani na zabój i snuli plany na piękną, wspólną przyszłość."

reżyseria: Derek Cianfrance
scenariusz: Joel Curtis, Derek Cianfrance
rok produkcji: 2010
występują: Ryan Gosling,Michelle Williams

Dla mnie to film z najwyższej półki. Dwuznaczny, niebanalny, świetnie zagrany.


 No i Ryan:)



"Drive"

Z filmweb: Są mężczyźni, którzy wolność mają wpisaną w DNA. To oni jednym spojrzeniem potrafią złamać kobiece serce i sprawiają, że nie można o nich zapomnieć. Przyciągają jak magnes tajemniczym uśmiechem i obietnicą niebezpiecznej przygody. Takim mężczyzną jest Driver, chłopak, który za dnia pracuje jako kaskader, a nocami wynajmuje się jako kierowca gangsterów. Żyje, balansując na cienkiej granicy między rozsądkiem a brawurą. Do dnia, gdy pozna Irene i straci dla niej głowę. Nowa dziewczyna, wyglądająca jak anioł, rozpęta wokół niego prawdziwe piekło. Ich  "love story" pisane będzie czystą adrenaliną. Trzymający w napięciu jak "Bullitt", rozgrzeje publiczność nie tylko rykiem silników, ale przede wszystkim gorączką uczuć.

Reżyseria:Nicolas Refn
Scenariusz: Hossein Amini
rok produkcji: 2011
występują:Ryan Gosling, Carrie Mulligan
Klasyczne kino gatunków podane w jak najlepszej formie. Męskie to kino, ale zarazem nie męskie. Niesamowity klimat filmów z lat 80-tych. Specyficzna stylistyka. Świetna muzyka. Się sam film ogląda. Jest kilka scen, które bym wycięła, które uważam za zbędne, ale ostatecznie film dla mnie dobry.

"Miłość Larsa"

Z filmweb: 
Lars wiedzie beztroskie i samotne życie, mieszkając w garażu swojego brata -Gusa, który namawia go wraz z żoną by znalazł wreszcie kobietę. Pewnego razu do ich domu wchodzi Lars, wraz ze swoją nową dziewczyną Bianką ...nic w tym nie było by dziwnego gdyby nie to, że Bianka jest po prostu plastikową lalką, a Lars szalenie w niej zakochany... Miłość bywa naprawdę ślepa.

Reżyseria: Craig Gillespie
scenariusz: Nency Olivier
rok produkcji: 2007
występują: Ryan Gosling, Emilly Mortimer
Film obejrzałam dzięki uprzejmości Gazety Wyborczej, z którą można było swego czasu film zakupić. Kupiłam i film czekał i czekał na swój czas. Zupełnie nie wiem dlaczego tak zwlekałam z obejrzeniem, bo to kino cudowne, kino mądre, bo to film przy którym się buzia uśmiecha. Uśmiecha się bez udziału woli niemalże. Kilkakrotnie miałam wrażenie, że to kino skandynawskie, a to duży komplement:)
p.s zabijcie mnie ale nie wiem dlaczego ten tekst wyświetla mi się w takiej formie. Dlaczego jest podkreślone tak samo jak tekst skopiowany z filmweba? nie zbadane są wyroki bloggera widocznie:)


"Szkolny chwyt" 

Z filmweb: Half Nelson to opowieść o nauczycielu historii w jednej z amerykańskich szkół średnich, Danny'm Dunne'e. Mężczyzna nawiązuje nietypową przyjaźń ze swoją uczennicą po tym jak dziewczyna odkrywa, że jest on uzależniony od narkotyków. Film oparty został o 19-minutową produkcję Anny Boden i Ryan'a Fleck'a z 2004 roku, zatytułowaną Gowanus, Brooklyn.

Reżyseria:Ryan Fleck
scenariusz:Ryan Fleck, Anne Boden
rok produkcji: 2006
występują: Ryan Gosling, 
Jeden z lepszych filmów jakie udało mi się w ostatnim czasie obejrzeć. Trafiłam na niego którejś nocy na Ale kino. Nie widziałam początku. Nie mogłam przestać oglądać. Ryan Gosling mnie zahipnotyzował, jego gra mnie absolutnie przyszpiliła do ekranu tv. Potem obejrzałam ten film raz jeszcze i zrobił na mnie ponownie ogromne wrażenie. 
Ryan Gosling nie jest tylko nieprzyzwoicie przystojnym facetem (dla mnie), ale także jako aktor sroce spod ogona nie wypadł:) Bardzo polecam. Rewelacyjne kino!


"Zostań"

Z filmweb: Psycholog z elitarnego East Coast University próbuje zapobiec samobójstwu nowego pacjenta, mającego dziwne prorocze wizje. Kiedy ten oznajmia mu, że odbierze sobie życie za 3 dni w desperackiej próbie terapeuta wyrusza w koszmarną i niesamowitą podróż przez miasto by uratować wszystko co kocha zanim spełniające się proroctwa.

Reżyseria: David Forster
scenariusz: David Beniof
rok produkcji: 2006
występują: Ryan Gosling, Ewan McGregor, Naomi Wats

Film widziałam bardzo dawno temu. Nie wiele mogę powiedzieć.Mam tylko w głowie taką informację, że było to dobre:)

"Fanatyk"

Z filmweb: Bohaterem filmu jest Danny, młody amerykański nazista (Ryan Gosling), paradujący po ulicach Nowego Jorku z wygoloną głową i w koszulce ze swastyką. Danny lubi bić napotkanych żydowskich chłopaków, regularnie uczęszcza na zebrania faszystowskiej partii, w snach widzi siebie jako żołnierza Wehrmachtu itd. Na pierwszy rzut oka - normalny przypadek patologicznego antysemity. Ale jest jeden drobny szczegół - Danny sam jest Żydem. I to Żydem wychowywanym w ortodoksyjnym środowisku, kształconym w jesziwie, gdzie - od kontrowersji z nauczycielem na temat Boga - zaczyna się jego bunt przeciwko sobie.

Reżyseria: Henry Bean
scenariusz: Henry Bean, Mike Jacobson
rok produkcji: 2001
występują: Ryan Gosling, Billy Zane

W tym filmie prawie 10 lat temu ujrzałam młodziutkiego, wówczas 20 letniego Ryana po raz pierwszy. Zarówno film jak on sam powalili mnie na ziemie. Od tego czasu widziałam Fanatyka kilka razy. Wielokrotne odtwarzanie tego obrazu nie odebrało mu świeżości.

Oto jak z chłopca podlotka zamienił się Ryan Gosling w 
mężczyznę pełną gębą i takiegoż samego aktora:)


Wiecie co? Mam taką pewną obawę, że ja się zakochałam w aktorze! No kto to widział? Taka duża baba!

:)))


P.S W poniedziałek premiera Teatru Tv!!

"Księżyc i magnolie" 

reżyseria:Maciej Wojtyszko
Autor: Ron Hutchinson,
występują:
Marcin Dorociński,
Łukasz Simlat,
Redbad Klijnstra

Ja już się nie mogę doczekać!:) Uczta, uczta!

P.S 2 Nie będzie premierowego Teatrzyku:(( Ja rozumiem, że zmarł Adam Hanuszkiewicz i zazwyczaj cieszę się,  że TV reaguje i natychmiast puszcza jakiś Teatr związany z artystą, ale tym razem JESTEM ZŁA I MI PRZYKRO! czekałam na ten teatr premierowy długo. Do tego poleci dopiero za dwa tygodnie, bo z jakiś nieznanych mi przyczyn w przyszły poniedziałkowy wieczór Teatru Telewizji nie ma:((
Dziś mam za sobą parszywy dzień i ten Teatr był światełkiem w tunelu. Ehh.