"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

wtorek, 1 stycznia 2013

Podsumowań czas nadszedł-odcinek pierwszy: KSIĄŻECZEKI, KSIĄŻENIUCZKI, KSIĄŻENIUCZEŃKI:))

P.S na początku się nie zdarza, ale post został umieszczony wczoraj w okolicy 22/23 godziny i minęło ponad 12h post nadal jest dla Was niewidoczny. W każdym bądź razie jak zaglądam do znajomków, to wyświetla się mój stary post  z życzeniami noworocznymi. Ehhh! 

 Kolejny rok zaczyna się w naszym domu dopiero w momencie odkrycia cudów nowych kalendarzy. 
W "salonie" Tylkowski...


 A w przedpokoju Pan Kuleczka
 "Niektórzy są jak tramwaje. Nigdy nie zbaczają z wytyczonej drogi."

Uwielbiam ten czas. Chyba najbardziej. Siedzę sobie w betach (czytaj kołderka, pod plecami podusie), po kuchni kręci się mąż i robi obiadzior, leci Trójkowy Top Wszech czasów, na kolanach laptop...uhm błogość absolutna. Perspektywa tego, że ja jutro nie muszę wstawać do pracy na SIÓDMĄ także się przyczynia do tego stanu. W związku z tym mogłam sobie dziś spać do oporu nie martwiąc się o dzisiejszy wieczór pt: zasnę, czy nie zasnę?. Tak to też się budujące zaiste. Mało tego! Nie muszę wstawać przez kolejne pięć dni, bom sobie wzięła urlopik i do poniedziałku mam luz:)) Nie pojedziemy niestety nigdzie, ale cieszę się z tego co jest:)

Zjadłam przez mężula podany na kanapę obiadek, muzyka gra, mąż obok posiaduje i ogląda jakiś film na laptopie, wygląda bardzo profesjonalnie w tych słuchawkach. W tej chwili mi naprawdę niczego do szczęścia nie brakuje. (gdyby tylko ktoś wyłączył te cholerne reklamy  w radio!)

PODSUMOWANIE:

No dobra przejdźmy do meritum, przejdźmy do podsumowania najważniejszych, najlepszych książek przeczytanych w roku 2012. Nie wiem ile było nowości, nie śledzę tego, ale kilka świeżynek się znajdzie.
W tym roku przeczytałam 66 książek. Trzymam się podobnego wyniku od kilku lat. Nie jest to mała liczba tak sobie myślę, ale po odwiedzinach zaprzyjaźnionych blogów gdzie padają wyniki powyżej 100, a nawet powyżej 200 tytułów dopadają mnie kompleksy. Na szczęście nie dla ilości się czyta, ale dla przyjemności (szeroko pojętej, bo przecież nie zawsze jest przyjemnie). Dużo, bo ponad połowa to reportaże i historia, kilka opowiadań, kilka powieści. Jak zwykle przeważały książki biblioteczne. W tym roku 17 książek (tylko, albo aż) moich własnych zostało przeze mnie dostrzeżonych i przeczytanych. Jakże one się cieszyły. Jest o 17 westchnień mniej:)To był bogaty rok jeśli chodzi o kupowanie nowych tytułów. Pierwszy raz mogłam sobie na to pozwolić. Do sierpnia raz w miesiącu w ramach książek wypłatek kupowałam sobie pi razy drzwi po 3 tytuły. Niestety beztroska kupowania już za mną. Buu
 W spisie lektur oznaczałam sobie klasę przeczytanych książek różnymi kolorami. Czerwonym te najlepsze (plus wykrzykniki przy tytułach jeśli były dla mnie szczególnie ważne), fioletowym dobre, a żółtym te po prostu. Do tego rozczarowania turkusowym, a klapy zupełne zielonym.

KSIĄŻKI CZERWONE (lecąc w kolejności czytania)
  
* "Znamię" Nancy Huston
* "Sami swoi i obcy. Reportaże i wspomnienia." Mirosław Maciorowski 
* "Rosja w 20 stuleciu" Jerzy Smaga 
* "Nowohucka telenowela" Renata Redłowska 
* "Ocaleni z XX wieku" Mikołaj Grynberg
* "Dziennik" Jerzy Pilch
* "Ojciec.prl" Wojciech Staszewski
* "Wiosna 1941" Ida Fink
* "Buddenbrokoowie. Dzieję upadku rodziny" Tomasz Mann
* "Nagrobek z Lastryko" Krzysztof Varga
* "W podróży" Sandor Marai
* "Włoskie szpilki" Magdalena Tulli
* "Sunset Park" Paul Auster
* "Wielka Trwoga. Polska 1944-1947. Ludowa reakcja na kryzys" Marcin Zaremba
* "Laska nebeska" Mariusz Szczygieł    

Te książki powyżej, to książki najlepsze, ale przecież  nie wszystkie są tak samo dobre. Przede wszystkim to są książki różne. Niektóre zaraz po przeczytaniu oznaczyłam jako czerwone, a teraz już nie budzą we mnie takich emocji. Jednak jest kilka tytułów, które pozostaną w moim sercu na długo, jeśli nie na zawsze.

****W KATEGORII: TAK BYŁO- KSIĄŻKA NAJWAŻNIEJSZA

BEZAPELACYJNIE...

"WIELKA TRWOGA. POLSKA 1944-1947. LUDOWA REAKCJA NA KRYZYS" MARCIN ZAREMBA


 Niesamowita książka. Książka, w którą się wsiąka, od której nie można się oderwać, która przeraża i fascynuje jednocześnie. Książka, która uczy, pokazuje tamten przeszły świat. Pokazuje, że koniec wojny nie oznaczał wcale radości, ani wolności, wręcz przeciwnie. Koniec wojny oznaczał ogromną biedę, rzeszę wykluczonych na ulicach, głód i niepewność jutra. Tak, było już bezpiecznie, można było w miarę swobodnie się przemieszczać, ale ludzie nadal znikali, ginęli tragicznie, byli torturowani i porywani. W tym wszystkim światełko wolności. Nikłe bardzo. I ta nadzieja, że teraz już będzie dobrze...niektórzy w to naprawdę wierzyli, ci co nie dali się nabrać  mieli najtrudniej, bo jak tu żyć? brrr. Tak sobie czytając myślałam o pokoleniu dziadków (mojego pokolenia plus minus, jedna babcia po wojnie miała lat 15/16, druga już była dorosła, w 39 roku miała lat 19) jakiż oni trud codziennie podejmowali żeby przeżyć. Niejednokrotnie doświadczyli traum wojennych (jedni większych inni mniejszych), a potem byli świadkami kolejnych okrucieństw. Pomimo wszystko żyli, kochali się, rozmnażali (i to na potęgę). Wielki szacunek...po prostu.

To arcyważna książka. W dodatku napisana lekkim językiem, potoczystą frazą (jak na kaliber tamtych wydarzeń i bądź co bądź naukową treść). Czyta się "Wielką Trwogę" świetnie, aczkolwiek zalecam powolne smakowanie. Czasem wystarczy parę kęsów, od większej ilości może brzuch rozboleć. WARTO, PO STOKROĆ WARTO!

KSIĄŻKA NAJBLIŻSZA SERCU:

"OCALENI Z XX WIEKU" MIKOŁAJ GRYNBERG

O książce pisałam TUTAJ

"SAMI SWOI I OBCY. REPORTAŻE I WSPOMNIENIA" MIROSŁAW MACIOROWSKI


O książce pisałam TUTAJ

****KATEGORII POWIEŚĆ-bezkonkurencyjnie książka przeczytana na początku roku. Siedzi mi nadal w głowie i w sercu. Właściwie konkurencyjnie, bo i Auster i Varga się domaga uwagi i mistrz Mann...ale nie jednak:

"ZNAMIĘ" NANCY HUSTON (dzięki koleżance blogowej Pauli)





****W KATEGORII OPOWIADANIA

Trochę się Ida Fink tłukła z Tulli, ale ostatecznie Fink wygrywa. Niesamowite opowiadania! Znów dzięki Pauli (Mam wychodzi na to dług wdzięczności czytelniczej wobec koleżanki)

"WIOSNA 1941" IDA FINK

 
 ****W KATEGORII SŁOWA, SŁOWA, SŁOWA!

"W PODRÓŻY" SANDOR MARAI

 
 Jakże to się czyta! Cudowne frazy Maraiowe, niesamowita spostrzegawczość, wrażliwość. Króciutkie felietony z podróży po Europie z pierwszej połowy XX wieku. Niektóre są dłuższe inne mają zaledwie pół strony. Miasta pod piórem Maraia ożywają, to główni bohaterowie felietonów. Drugim głównym bohaterem, teraz z perspektywy czasu jest przemijanie. Przemijanie tamtego świata przedwojennego, świata jeszcze przed pożogą obu wojen, świata, który już o odczuciu samego Maraia odchodzi, już znajduje się o krok od przepaści. W wizji tej Marai wykazuje się jasnowidztwem. Aż skóra cierpnie. 

****KATEGORIA: BEZ KATEGORII,Z MIŁOŚCI PO PROSTU.

"DZIENNIK" JERZY PILCH


BO JURUŚ, TO JURUŚ!!:)
 

A teraz rzut oka na filetową kategorie. Czy jakiś tytuł zasługuje na szczególną uwagę?

Czerwonych było 15 tytułów, fioletków 14, znaczy się nieźle:)


Właśnie chciałam wyszczególnić Elif Safak i jej Bękarta, ale szukam w spisie i szukam i nie znajduje. Zapomniałam! Wcześniej zapomniałam chyba z wrażenia wpisać Zaremby. Ciekawe ilu jeszcze książek zapomniałam wpisać na listę. Raczej mi się to nie zdarzało wcześniej. Czas na lecytynę. Zatem nie 65, a 66 książek przeczytanych. Może jak tak jeszcze pogrzebię w czeluściach czaszki to do siedemdziesięciu dojadę:))
Słowo się rzekło na wyróżnienie zasługuje pani

 ELIF SAFAK (BĄDŹ SHAFAK) I JEJ:
"BĘKART ZE STAMBUŁU" i "PCHLI PAŁAC"

 
Początki mojej z Safak znajomości były nie najlepsze, żeby nie powiedzieć mocno nieudane. "Czarne mleko" rozczarowało sromotnie (tak mocno,że aż nie skończyłam!). Na szczęście nie dałam się i wlizłam w jej wcześniejsze dwie powieści, które okazały się po prostu dobre i świetnie napisane. Dla mnie to znak, żeby nie oczekiwać zbyt wiele po jej najnowszych dokonaniach literackich, a dla pewności się ich wystrzegać. Niestety.

Co z powieści jeszcze? 

  "ZBIJANY" MICHAL VIEWEGH
Bardzo milutka, samo się czytająca książka. W sam raz na plaże, do pociągu, do autobusu. Miłe wspomnienie.

"SŁUŻĄCE" KATHRYN STOCKET

To jest po prostu dobra książka. Czyta się ją cudownie lekko i przyjemnie. To takie czytadło z wysokiej półki. Tym przyjemniejsze wspomnienie czasu czytania, bo i okoliczności wyjątkowe. Hiszpania, taras z widokiem na morze-WAKACJE!

Najświeższa przyjemnostka to "MIASTO RYB" NATALKI BABINY

Magiczna, świetnie napisana, zapadająca w pamięć proza.

****NAJWIĘKSZE ZASKOCZKI TE POZYTYWNE OCZYWIŚCIE:

"UWIKŁANIE" ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI

Jak ognia unikam kryminałów, nie wiem dlaczego, tak już mam. Na szczęście dałam się uwikłać w Miłoszewskiego. Nie dlatego, że kryminał, ale dlatego, że Hellinger weń wpleciony, a i najważniejsze są tu postaci bardzo wiarygodnie przedstawione, a cała kryminalna intryga jest tylko tłem. Sprawnie, wiarygodnie przedstawiona, ciekawa historia. Chapeau bas!

Drugi tytuł w kategorii kryminału, w którym to kryminale sama intryga służy tylko do zadzierzgnięcia ciekawej, psychologicznie wiarygodnej historii, to: 

"NIKT NIE WIDZIAŁ, NIKT NIE SŁYSZAŁ" MAŁGORZATA WARDA 

Czyta się to tak, że się oderwać zwyczajnie nie można.

 Już nie kryminał, ale zaskoczenie. Bardzo przyjemne zaskoczenie:

"URBANATOR. AWANTURY MUZYKA JAZZOWEGO" ANDRZEJ MAKOWIECKI

Zaskakująco dobra pozycja książkowa. Urbaniak oddał pisarskie pole Andrzejowi Makowieckiemu i wyszło to wszystkim na zdrowie. Idealny podział ról. Urbaniak rozwiązuje worek z anegdotami, historiami mniej lub bardziej wiarygodnymi, prywatnymi lub nie, a Makowiecki je spisuje. I powstaję spójna, równa, ciekawa, dobrze napisana i czytająca się w tempie ekspresowym książka.

A na zakończenie te nieprzyjemnostki, czyli ROZCZAROWANIA. Na szczęście nie ma w tym roku tych książkowych rozczarowań zbyt wiele:

Na pierwszy ogień największe rozczarowanie, bo i największe oczekiwania były. Książka rozczarowująca ma trochę wspólnego z książką, która zaskoczyła miło. Dwie strony medalu, dwie strony monety. Orzeł i reszka. Urbaniak i: 

"WYŚPIEWAM WAM WSZYSTKO" URSZULA DUDZIAK



Miało być ciekawie, a było męcząco. To znaczy ciekawie było, ale z rzadka. Jeśli historia sama w sobie była ciekawa, to jakoś się to czytało, gorzej jeśli sama przytaczana anegdotka była z tych nudnawych, pełna obcych nazwisk,dat i miejsc, wtedy czytanie przypominało raczej brnięcie, byle do końca, bo może dalej będzie bardziej interesująco. Moje serduszko biło szybciej kiedy pani Dudziak wspominała swoje rodzinne miasto-moje miasto. Może gdyby za opisanie tych wszystkich historii zabrał się ktoś kto oprócz tego, że ma wiele ciekawego do opowiedzenia umie jeszcze dobrze pisać, to można by tą książkową pozycję nazwać literaturą...w takim wydaniu niestety stanowi tylko zbiór bardziej lub mniej ciekawych historyjek z życia wziętych.

Reszta rozczarowań to:


czyżby się przejadło?
KLAPA była tylko jedna. Szczęśliwym rokiem książkowym można nazwać rok, w którym było pół na pół książek dobrych i bardzo dobrych (po 15), około dwa razy tyle książek takich po prostu czasem lepszych, czasem gorszych,  których przeczytania nie żałuje i tylko jedna klapa. A ten zaszczytny tytuł przyznaję pani MANUELI GRETKOWSKIEJ za wybitnie kiepską książkę o pewnym "AGENCIE"!
Wzięłam chyba przez zaskoczenie, bo mi w łapki wpadła w bibliotece. Przeczytałam bez wielkich nadziei, bo za panią G specjalnie nie przepadam, ale jednak liczyłam na w miarę dobre czytadło. Niestety zgadzało się tylko czytadło. Kiepskie czytadło z jednym mocnym plusem. Książkę się szybko i bezproblemowo czytało. Można było zabrać się za następną książeczkę.
DZIĘKUJE ZA UWAGĘ!
HIHI jak nie pisała, to nie pisała i naglę jak zaczęła!:)