Nadal jestem chora i z dnia na dzień coraz bardziej:( Jeszcze tylko jutro do pracy i dwa dni wolnego. Uff. Chyba jak wlize do wyra w sobotę o 15.30 to nie wylezę z niego do wtorku do 9 rano. Chyba, że nagle ozdrowieje. To ja poproszę opcję drugą:)
Nie ma siły pisać więcej dlatego będzie muzycznie:)
Jak zwykle wieczór spędzam z Trójką i z książką.
Smaczki trójkowe listowo-przebojowe niekoniecznie oczywiste:
Magia.
Właśnie mi Karolinka w telewizorku się ukazuje w "Bożej podszewce" na Kino Polska. O i już są odcinki z Andrzejem Zielińskim. Kreacja perełka!
A na miejsce pierwsze wrócił pan Gotye z panią Kimbrą. Pozwolicie, że umieszczę nieco inną wersję tego numeru:)
Dziękuje za uwagę i pozdrawiam:)
"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann
piątek, 13 stycznia 2012
środa, 11 stycznia 2012
A w Przekroju...
Grzechem zaniechania byłoby nie skorzystać z dobrodziejstw mojej obecnej pracy. Tyle tam starych czasopism z najwyższej półki, dlatego też co jakiś czas będę się z Wami tymi cudami dzielić.
Głównym bohaterem będzie magazyn "Przekrój", rok 1967, strona ostatnia, której czytanie sprawia mi najwięcej uciechy:
:))))
I niezapomniany Filutek spod pióra pana Lengrena:)
Na następny odcinek zapraszam wkrótce:)
wtorek, 10 stycznia 2012
Post, który miał zaistnieć w niedziele.
Pierwotnie ten post miał zostać zamieszczony w niedzielę 8 stycznia. W tym dniu minęła kolejna rocznica tragicznej śmierci Zbigniewa Cybulskiego. Pamiętałam o tym, ale chciałam poczekać z zamieszczeniem postu do poniedziałku. W pracy przegrzebałam stare gazety w poszukiwaniu wiadomości na świeżo z roku 1967.
Pogrzebałam i co nieco znalazłam:
wewnętrzna okładka czasopisma KINO styczeń 1967
Marzec 1967 KINO
Czasopismo FILM z tegoż roku się gdzieś niestety zapodziało:(
Styczeń 1967 POLITYKA
LUTY 1967 TYGODNIK POWSZECHNY
Byłam ciekawa co o tym wydarzeniu pisano w Trybunie Ludu na przykład, ale tam się czegokolwiek dogrzebać jest niemożliwością.
Dobrze mi było z tymi brudnymi paluchami:)
Post nie został także zamieszczony wczoraj (choć plan był taki), gdyż ponieważ mnie jakieś choróbsko z nagła dopadło. W dwie godziny mnie zmiotło zupełnie. Najpierw lekkie osłabienie, potem dreszcze, a w domu (na szczęście) dreszczuchy totalne. Siedziałam pod dwoma kołdrami i szczękałam zębami. Nie pomogło nic ani imbir, ani nóg moczenie w gorącej wodzie z musztardą. Za to potem rozpływałam się z gorąca i było mi niedobrze. Rany jak było fuuuj!
I na to wszystko nadszedł czas upragnionego Teatru Tv "Księżyc i magnolie".
A ja?
...A ja leżałam bez życia zupełnie, co rusz zapadając w nagłą drzemkę, mdliło mnie okrutnie i ogólnie marzyłam o tym żeby się już skończyło żebym mogła iść bez wyrzutów sumienia spać. Zdarzało mi się na czas jakiś łapać wątek nawet się pod noskiem od czasu do czasu podśmiechywałam, ale w ostatecznym rozrachunku nie było to doświadczanie teatralnego misterium:(( Jakże było mi źle i przykro! WHY??
A ja?
...A ja leżałam bez życia zupełnie, co rusz zapadając w nagłą drzemkę, mdliło mnie okrutnie i ogólnie marzyłam o tym żeby się już skończyło żebym mogła iść bez wyrzutów sumienia spać. Zdarzało mi się na czas jakiś łapać wątek nawet się pod noskiem od czasu do czasu podśmiechywałam, ale w ostatecznym rozrachunku nie było to doświadczanie teatralnego misterium:(( Jakże było mi źle i przykro! WHY??
Poczułam się lepiej na sam koniec, po czym udałam się na spoczynek.
A nie mówiłam!? Wprawdzie globalnie nic nie nastąpiło coby przeszkodziło po raz trzeci w emisji teatru, ale lokalnie? Lokalnie jak najbardziej:( Mam nadzieję, że uda mi się Teatrzyk jeszcze raz obejrzeć już będąc w pełni świadomą!
A nie mówiłam!? Wprawdzie globalnie nic nie nastąpiło coby przeszkodziło po raz trzeci w emisji teatru, ale lokalnie? Lokalnie jak najbardziej:( Mam nadzieję, że uda mi się Teatrzyk jeszcze raz obejrzeć już będąc w pełni świadomą!
Dzięki mężowskiej akcji pt: nafaszerujmy żonę czym się da dziś poszłam do pracy. Nie czuje się dobrze, ale w porównaniu z wczorajszą masakrą (nic tego nie zapowiadało) to świetnie się czuje! Świeeetnie normalnie. Gdyby nie gardło, ucho, zbliżający się katar i kaszel:)
niedziela, 8 stycznia 2012
Jutro premiera:)
O ile odejście jakieś ważnej persony nie pokrzyżuje znów planów, tak jak zdarzyło się to już dwukrotnie jutro w poniedziałkowym Teatrze tv będziemy mieli zaszczyt obcowania z premierowym spektaklem "Księżyc i magnolie" w reżyserii Macieja Wojtyszki:)
Miejmy tylko nadzieje, że nikt do tego czasu nie umrze. Wystarczy już Hanuszkiewicz i Havel. Tym razem nic nie może przeszkodzić w emisji spektaklu...bo trafi mnie szlag!:)
Jogi babu!
Jestem, jestem melduje sie:)
Jestem, jestem się melduje:) Będzie pierwszy stosik książek bibliotecznych jeszcze ze starego roku. Stosik upolowany jeszcze zanim powzięłam postanowienie, żeby biblioteki szerokim łukiem póki co omijać, detoks bibliotekowy uskutecznić w celu w książkach własnych się zaczytywania:)
Oto i on w zamierzeniu ostatni stosik (przecież wiem, że się prędzej czy później złamie)
plus książka Jandy w ramach książki za złotówkę-mlask:)
Czy mi ta sztuka wychodzi? Byłam zmuszona odwiedzić bibliotekę, ktoś czekał na zamówioną książkę. Nie mogłam pozwolić by czekanie tego kogoś trwało zbyt długo. Weszłam ze stosem do oddania i pomimo tego, że miałam czyste konto wyszłam z jedną książeczką tylko. Za Pilcha co to z boczku bloga jego buziuchna wyziera chwyciłam i czem prędzej czmychnęłam z biblioteki, bo już inne książki nawoływały żeby je wybrać i zabrać do domu. O nie! O rychłym czmychnięciu zadecydowała zapewne świadomość, że mąż czeka w autku, a był to mąż głodny niemożliwie...:) Dziękuje mężu, bo dzięki temu nie wyszłam z kolejnym stosem:) Szlaban dałam sobie na bibliotekę, ale czy dałam sobie zakaz pożyczania książek w ogóle również od znajomych? Teoretycznie embargo powinno dotyczyć wszystkich książek z obcych źródeł pochodzących, ale kto to powiedział? hihi
No i nie dałam rady. Pożyczyłam! I znów moje książeczki z własnej półeczki muszą poczekać na swoją kolej. Słyszę jak popłakują cichutko, chlipią po kątach. Biedactwa moje!
U tej właśnie koleżanki zaliczyłam mały odlocik na legalu. Rzeczona koleżanka ćwiczy od jakiegoś czasu jogę, podchodzi do tego poważnie mnie od czasu do czasu nieskutecznie indagując w tej kwestii. Ma w domu specjalną poduszkę i wałek i taki śmieszny specjalny pas co to rozciąga cię na lewo i prawo. I jak się tak ległam na tym wałku, plecki mi się wyprostowały, a ja się relaksowałam (do jogi mi dość daleko, bo to wbrew pozorom wysiłku nie małego wymaga, ale akurat ta pozycja była wybitnie wypoczynkowa). Podczas tego leżakowania mego dźwięki mi cudne towarzyszyły. Pink Floyd mi grało. Shine On you Crazy Diamond do uszek mych złaknionych dolatywało. Ale jakże to grało! Z winylowej płyty to grało, cudownymi trzaskami co czas jakiś urozmaicone. Jedno jest pewne, ja muszę mieć w domu adapter i własne płyty! Ja to wiem od dawna, tylko teraz mi się przypomniało jak ja bardzo tego chcę! Mąż się średnio cieszy, bo on mnie zna i wie, że to będzie jakiś szał kupowania płyt. Ajajaj
Stary rok zakończyłam bardzo przyjemnie zakupiłam sobie pierwszy raz od nie wiem jak dawna nowe dwie książeczki bez żadnej okazji pt. urodziny, imieniny czy Gwiazdka. Jakaż to jest radość móc bez żadnych wyrzutów sumienia wrzucić do koszyczka aż dwie wyczekane książeczki i swobodnym krokiem udać się do kasy i bez trzepotania narządów wewnętrznych kwotę należną za dobra zapłacić. Jakież to jest poczucie wolności! Ale zaraz, zaraz czy ja aby o tym nie wspominałam? :))
Dwie nowe książeczki: "Po Syberii" i "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" plus wygrany Mann i Materna, oraz książka z księgarni za 5 złoty:)
Kilka dni wcześniej z koleżanką udałyśmy się na polowanie wszelakie. Ja z bilionem w portfelu z bijącym sercem, że w końcu nie muszę się nad każdą wydaną złotówką zastanawiać udałam się najpierw do mojego ulubionego antykwariatu, w którym jak wiecie zawsze było mnóstwo książek, w którym katusze niemożliwe przechodziłam nie mogąc zakupić wszystkich upatrzonych pozycji. A tam? A tam kochani moi półki zionęły pustką! Nie znalazłam ani jednej książki, którą chciałabym ze sobą zabrać! Jakże smutno mi było.
Myślę sobie: no dobrze zdarza się, ale jak sytuacja powtórzyła się we wszystkich second handach na trasie stwierdziłam, że widocznie już takie moje szczęście parchate, że łupy zdarzają mi się tylko wtedy kiedy akurat nie mam pieniędzy. Ot taka wesoła prawidłowość:))Chociaż słowo "akurat" nie oddaje w pełni sytuacji, w której jeszcze do niedawna się znajdowałam. Na szczęście gazetownik na zdjęciu powyższym pozostał na upatrzonej wcześniej pozycji. Czekał na mnie cierpliwie aż w końcu go zabiorę ze sobą. Czekał a cena jego malała, aż w końcu w dniu, w którym przyszłam go zabrać zmalała do 35 złotych. Pierwotnie gazetownik był biały. To mój honorowy tego dnia łup:))
A co w pracy? W pracy moi drodzy dobrze. Tylko za bardzo nie lubię momentów kiedy na drugiej zmianie zostaję tam na dole zupełnie sama a wiatr tak świszczy nieprzyjemnie. Wyobraźnia podsuwa mi różne fabularne ciekawe rozwiązania:) brrr
No i Trójeczki słuchać nie mogę jednak. Internet nie jest w stanie temu podołać a radyjko z telefonu trzeszczy i słuchanie staję się po dłuższej chwili męczące. Jakże ja tęsknie za Trójeczką. Odżałuje nawet poranne i popołudniowe audycje, ale piątkowej Muzycznej Poczty UKF i późniejszej audycji Margańskiego będę żałować w każdy piątek:( Łzy rozpaczy lać będę!:((
Na szczęście dzięki trzem królom piątkowy dzień w całości spędziłam z radyjkiem. I jakie to szczęście, że akurat w ten dzień trafiła się audycja popołudniowa poprowadzona brawurowo przez pana Strzyczkowskiego, Andrusa i Wałkuskiego. Audycja "Album rodzinny" to był majstersztyk. Rechotałam przez cały czas:)Zaiste uroczy to pomysł pokazywać zdjęcia redaktorów trójkowych dzieciakom.
Z całego serca polecam!! Dobrze wiedzieć, który z redaktorów trójkowych wygląda na księdza pączkarza, a który ma oczodoły hihihihi. Cudowne!!
Uciekam spać, umęczona nieco po dość mocno intensywno-imprezowych trzech dniach:)
Dorbanoc:)
poniedziałek, 2 stycznia 2012
Podsumowujac rok 2011:)
Jak zwykle jam spóźniona z tym podsumowaniem. Miało być wczoraj ale nie wyszło:)
Jaki to był rok czytelniczy? hmm raczej dobry.
Od kilku lat nie zdarzają mi się odkrycia literackie na miarę "Lolity" Nabokova (2000) "Widnokręgu" Myśliwskiego i "Nieznośnej lekkości bytu" Kundery (2001), Remarque'a, Pilcha i Dygata, (2002)czy "Czarodziejskiej góry" (2003). Być może wzrosły moje wymagania wobec literatury.
Przejdźmy jednak do meritum wszak kilka naprawdę wyjątkowych tytułów wpadło w me łapki w tym roku. Przeczytałam 63 książki. Od 10 lat zapisuje tytuły książek, które czytam i ten wynik nazwałabym normą. Szału nie ma, ale bywało gorzej:) Te moje sześćdziesiąt książeczek są małym ziarenkiem w porównaniu z liczbą przeczytanych książek przez innych blogerów. Cyfry od 100 w górę wywołują u mnie opad szczęki w dół, a dwóch setek nawet sobie nie mogę wyobrazić. Ja się pytam jakim sposobem?:)). Nie ma co się jednak porównywać, porównania nigdy nie wychodzą na zdrowie:)
A więc startujemy (nie są to książki wydane w roku 2011. Nie jestem na bieżąco:)
TAK ZWANA PEŁNIA:
1).
Bezapelacyjnym odkryciem literackim roku 2011 jest dla mnie pani Majgull Axelsson. Przeczytałam cztery książki tej autorki. Jako pierwszą już w styczniu "Lód woda, woda i lód"
i to ta książka walczy o palmę pierwszeństwa z "Domem Augusty"
Ostatecznie nie jestem w stanie wybrać, która jest najlepsza. Jeśli chodzi o fabułę to bliżej mi do "Domu Augusty", ale to od tej pierwszej rozpoczęła się moja przygoda z panią Majgull.I to ten tytuł darzę większym sentymentem.
2.)
Pan Stefan Chwin i jego "Hanemann"
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/11/hanemann-stefana-chwina-czyli-jak-na.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/11/hanemann-stefana-chwina-czyli-jak-na.html
To pełnia rozkoszy czytelniczej zarówno w warstwie fabularnej jak stylistycznej. Perełka!
KSIĄŻKI WAŻNE Z RÓŻNYCH WZGLĘDÓW:
KATEGORIA:
Obśmiać się jak norka
W kolejności czytania:
-Anthony Bourdain i jego "Kill grill restauracja od kuchni"
Uwielbiam faceta. Sięgając po książkę wiedziałam czego się spodziewać, bowiem wcześniej jak jeszcze miałam program kuchnia tv (od roku nie mam- WHYYYY?) namiętnie, pasjami wciągałam jego kulinarno-podróżniczy program "No reservations". Jeśli lubisz dyskretny żart, subtelność i delikatne poczucie humoru odpuść sobie. To mocna rzecz, mocna i jakże dla mnie zabawna!:) Na swoją kolej czeka już "Kill grill 2".
-"Gringo wśród dzikich plemion" Wojciech Cejrowski
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/04/gringo-wsrod-dzikich-wojciech-cejrowski.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/04/gringo-wsrod-dzikich-wojciech-cejrowski.html
Ten tytuł właściwie może także wystąpić w kategorii największe pozytywne zaskoczenie (jeśli taką utworzę), bo ja się naprawdę nie spodziewałam tyle dobrego po tej lekturze. Dawno się tyle nie nachichrałam co podczas czytania przygód pana Wojtka.
Na wspomnienie w kategorii "Obśmiać się jak norka" zasługują jeszcze trzy tytuły:
-"Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa" Eduardo Mendoza
Bezwzględnie inteligentna i diablo zabawna książka! Myślałam, że będzie to moje tegoroczne odkrycie autora, ale póki co po przeczytaniu "Oliwkowego labiryntu" jest odkryciem jednej książki. Wierze, że w kwestii prozy Mendozy najlepsze jeszcze przede mną:)
Na blogu wspominałam jeszcze o książce pana Tomasza Jachimka "Handlarze czasem" także polecam. Przesympatyczna rzecz!
KATEGORIA
Zaglądamy przez okienko, czyli biografie i inne takie.
Wyjątkowo rzadko w tym roku zaglądałam do czyjegoś życia, ale jak już zaglądnęłam to trafny był to wybór o obu książkach wspominałam na blogu. A są to:
-"Ja jako wykopalisko" Jacek Fedorowicz
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/10/dwie-ze-swiata-ksiazki-chichotki.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/10/dwie-ze-swiata-ksiazki-chichotki.html
Cudne, lekkie i przyjemne i zabawne:)
-"Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej" Joanna Szczęsna, Anna Bikont
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/10/o-tym-kto-nie-dosta-literackiej-nagrody.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/10/o-tym-kto-nie-dosta-literackiej-nagrody.html
Wiecie przecież, że to pyszny kąsek:)
I ostatnia książka w tej kategorii, która zasługuje na wyróżnienie to:
-"Między wschodem i zachodem" Anna Applebaum
To moje drugie spotkanie z panią Applebaum (prywatnie żoną Radka Sikorskiego) po genialnym, rewelacyjnym "Gułagu".
"Między wschodem a zachodem" to wędrówka poprzez pogranicza Europy Białorusi, Ukrainy, Litwy aż do Kalinigradu i Odessy. To wiele szczerych rozmów z ludźmi, którym przyszło żyć tak tych terenach. To szukanie tożsamości kim jestem Polakiem, Litwinem a może Białorusinem? Bardzo ważna dla mnie pozycja:)
KATEGORIA:
Zatapiam się w słowa, zdania, akapity, a fabuła idzie, albo nie idzie sobie swoim torem:)
-"Ludwig" David Albahari
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/proza-gesta-jak-gaszcz-w-ktory-warto.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/proza-gesta-jak-gaszcz-w-ktory-warto.html
Napisałam rozwlekłą, niemiłosiernie długą i mało konkretną notkę na temat tej książki. Niosła mnie widocznie fala, biegunka werbalna mnie dopadła niewątpliwie:) "Ludwig" to najwyższej próby literatura!
-"Pióropusz" Marian Pilot
Ta książka mogłaby także wystąpić w kategorii, której nie utworze, bowiem nie ma konkurencji, mianowicie: najdłużej czytana książka roku. Dwa razy przedłużana w bibliotece, czytana ponad miesiąc, ale warto było! Nie jest to książka łatwa, powiem więcej jest to książka ciężka, książka specyficzna, książka długo przeze mnie oswajana. Miałam do niej właściwie kilka podejść. Za każdym razem czytałam po kilkadziesiąt stron i na długo odkładałam. Samo czytanie jak już się przyzwyczaiłam do częstej gwary, do łamańców językowych sprawiało mi ogromną radość i SATYSFAKCJĘ, wiedziałam bowiem, że obcuje z literaturą przez DUŻE EL. Gorzej, że jak już odłożyłam, to ciężko było mi do niej wrócić. Jednak dwa dni przed końcem roku kiedy zostało mi trochę ponad 100 stron przysiadłam do pana Mariana Pilota, wyłączyłam się dla świata i w absolutnej ciszy za dwoma podejściami skończyłam czytać "Pióropusz". I nie żałuje kochani nie żałuje!
Obie książki z tej kategorii łączą zdania długie na pół strony, w które jak już się wlizie to wyleźć nie można:)
KATEGORIA:
Sięgnę jeszcze na pewno.
-Po przeczytaniu "Obwodu głowy" Włodzimierza Nowaka
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/obwod-gowy-wodzimierz-nowak-i-ja-z-ziem.html
sięgnę po inne jego pozycje,
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/obwod-gowy-wodzimierz-nowak-i-ja-z-ziem.html
sięgnę po inne jego pozycje,
-Po przeczytaniu "Rzeczy pierwszych" Huberta Klimko-Dobrzanieckiego sięgnę także po inne książki pana Huberta.
-Po przeczytaniu "Kolonii Knellera" Edgara Kereta...
KATEGORIA
Czytadło z ambicjami- czytadło z ambicjami od samego czytadła różni się tym, że jest rewelacyjne:)
-"Chmurdalia" Joanna Bator,
-"Cukiernia pod Amorem-Zajezierscy" Małgorzata Gutowska-Adamczyk
KATEGORIA
KSIĄŻKI WAŻNE Z RÓŻNYCH PRZYCZYN:
-"Miłość na marginesie" Yoko Ogawa,
-"Reporterzy bez fikcji" Agnieszka Wójcicka,
-"Domek dla trzech kotów" Marek Nowakowski,
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/09/domek-trzech-kotow-marka-nowakowskiego.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/09/domek-trzech-kotow-marka-nowakowskiego.html
-"Marilyn ostatnie seanse" Michel Schneider
ROZCZAROWANIA
-"Płaskuda" Grażyna Jagielska,
-"Czerwony rower" Antonina Kozłowska,
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/dwukoowy-nieco-skrzypiacy-wehiku-czasu.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/08/dwukoowy-nieco-skrzypiacy-wehiku-czasu.html
-"Białe zeszyty" Sonia Raduńska (najboleśniejsze rozczarowanie). Jeszcze kilka niestety wtop by się znalazło.
KLAPA ROKU
"Bibliotekarki" Teresa Monika Rudzka,
I klapa absolutna, zupełna, niewyobrażalna!!
"Klara" Iza Kuna!! STRZEŻCIE SIĘ!!
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/03/klara-iza-kuna.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/03/klara-iza-kuna.html
Oj rany miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Cholera jasna! No, ale mój cyrk moje małpy, jak to powiadają:)
FILMY
Podsumowanie filmowe będzie dużo krótsze. Niestety ostatnimi czasy oglądam coraz mniej dobrych filmów i coraz rzadziej bywam w kinie. Przestałam nawet zapisywać tytuły filmów, w ogóle przestałam zapisywać cokolwiek w kalendarzu, a wszystkiemu winny jest blog.
KINO:
"Rozstanie" Asghar Farhadi
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/11/o-filmie-rozstanie-i-pewnych-tesknotach.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/11/o-filmie-rozstanie-i-pewnych-tesknotach.html
"O północy w Paryżu" Woody Allen
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/09/imieninowy-allen-o-ponocy-w-paryzu-i.html
http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/09/imieninowy-allen-o-ponocy-w-paryzu-i.html
"W lepszym świecie" Susanne Bier
FILMY Z INNYCH ŹRÓDEŁ:
"Co wiesz o Elly" Asghar Fahradi (Ale kino)
"Ajami" reż: Scandar Copti, Yaron Shani
"Jej droga" reż: Jasmila Zbanic (Ale kino)
"To właśnie Anglia" reż: Shane Meadows (Tvp Kultura"
"Pożegnania" reż: Joyiro Takita (Ale kino)
Aktorskim odkryciem (ponownym)roku jest dla mnie
Ryan Gosling i filmy z jego udziałem m.in "Blue Valentine", "Drive"
Największą frajdą było dla mnie oglądanie dokumentów na Tvp Kultura i Planete:)
BAJKA:
"Rango"
Świetne!
MUZYCZNE ODKRYCIE:
i płyta "8" Katarzyny Nosowskiej
SERIAL:
Mój faworyt "Bez tajemnic"
Moim sercem zawładnęli ponownie "Chirurdzy".
WYDARZENIE KULTURALNE-
Orange Warsaw Festival i koncert Moby i Jamiroqai
Najlepszy koncert w Zielonej Górze
Katarzyna Groniec Pin-Up Princess
W tym roku jak i w poprzednich latach nie kupowałam nowych książek, ale to wcale nie oznacza, że nowe tytuły nie przybyły w moje włości. Odkryłam w tym roku urok antykwariatów (szczególnie jednego). Udało mi się upolować parę naprawdę niezłych łupów:)
Najważniejszy dla mnie łup to "Mój diabeł stróż" za 12zł!! To moja największa radość, bowiem to jest jedna z lepszych książek jakie przeczytałam w mojej karierze czytelniczej. Najtańsza kosztowała mnie całe 3 złote i to była "Błękitna krew" Magdaleny Samozwaniec:)
Życzę sobie (i Wam) jak najwięcej takich perełek w cenie pęczka marcheweczki:)
Postanowień na nowy rok specjalnie nie czynie, nigdy tego nie robię, po co mam się stresować.
Jednak mam w planie czytać więcej książek własnych i oglądać więcej dobrego kina:)
Działalności bloga nie podsumowuję, na to przyjdzie czas w rocznicę w lutym:)
Dziękuje Wam, że jesteście i że do mnie zaglądacie. Mam nadzieję, że w roku 2012 będziemy się spotykać równie często, albo i jeszcze częściej:)
Buziaki
P.S
Rok filmowy rozpoczynam od filmu "Mileczenie Lorny" braci Dardenne. Myślę, że to dobry początek:)
niedziela, 1 stycznia 2012
Trójkowy Top Wszech Czasów osiągnał pełnoletnosc:)
Witajcie w roku 2012!
Miałam w planie na dziś podsumowanie roku 2011, ale moja kondycja psycho-fizyczna jest w stanie nie najlepszym. A wiadomo do czynienia podsumowań głowa musi być sprawna:) Zwyczajnie kochani moi, co tu ukrywać mam nie planowanego kaca, nie planowanego bo i sam Sylwester był nie planowany, a okazał się zupełnie niespodziewanie Sylwestrem wyśmienitym, tańcem i alkoholem płynącym:)) Tańców było dużo, alkoholu nie dużo, tylko ja taka mameja jestem, że na drugi dzień mocno odchorowuje każde tete-a-tete z procentami:)
Tak więc dziś chillout noworoczny. Dzień spędzony z Trójką jak zwykle w Nowy Rok. Cała niedziela pt: Trójkowy Top Wszech Czasów. 11 godzin Muzyki! I to jakiej Muzyki! Najlepszej!
Pierwsze trzy godziny Topu słodko przespałam, potem słuchałam z dwoma przerwami na ozdrowieńcze (troszkę) spacery i na ostatnie 3 godziny zasiadłam, oddając się błogim dźwiękom w całości.
Tegoroczny Top był 18 edycją, osiągnął zatem pełnoletność. Prowadzących było czterech Marek Niedźwiecki i trzech Piotrków Baron, Metz i Stelmach. Podczas trwania audycji Facebookowicze założyli stronkę Topu. Przy 5 tysiącach "lubiących to" facebook przestał współpracować, zawiesił się i kolejni chętni nie mogli już dołączyć do grona topowiczów. Ostatecznie liczba osiągnęła prawie 10 tysięcy! Numer pierwszy Topu Wszech Czasów został zadedykowany Piotrowi Kaczkowskiemu i jak się okazało była to incjatywa jednego z facebookowiczów. Stelmach kończący audycję spełnił prośbę:)) Teraz pan Piotr musi szybciutko wrócić do zdrowia i do Trójki.
Oto pierwsza trójka Topu Wszech Czasów:
Miejsce pierwsze:
LED ZEPPELIN "Stairway to heaven"
Miejsce drugie:
DIRE STRAITS "Brothers in Arms"
Miejsce trzecie:
PINK FLOYD "Wish you were here"
4."Child in time" DEEP PURPLE
5."Again" ARCHIVE
6."Epitaph" KING CRIMSON
7."Bohemian Rhapsody" QEEN
8."Riders on the storm" THE DOORS
9."Nothing else matters" METALLICA
10."Smells like teen spirit" NIRVANA
Więcej na stronie:
Większość tych utworów na liście od pierwszego notowania. Zeppelini i Dire Straits tłuką się ze sobą o palmę pierwszeństwa od lat osiemnastu:)
Mój ukochany Shine On you Crazy Diamond Pink Floydów dopiero na miejscu czternastym. Dla mnie JEDYNKA! I Marillion nisko, bo dopiero na dwudziestym siódmym. Za to Floydzi usadowili się na miejscu kolejno 28, 29 i 30-stym:)
Polskiej muzyki malutko, ale to pewnie dlatego, że święto muzyki polskiej ma swoje miejsce w Polskim Topie Wszech Czasów:) Najwyżej w dzisiejszym Topie uplasował się Czesław Niemen i jego "Dziwny jest ten świat".
Pięknie spędzone godziny, choć z bólem głowy przychodzącym i odchodzącym falami.
Czyż można sobie wyobrazić większą błogość od dźwięków Wish you were here i masażu plecków, karku i obolałej, cierpiącej główki czynionego przez troskliwego męża?
Pewnie można, ale po co ja mam sobie wyobrażać większą błogość, skoro już mam taką?:)
Sweeet!
To jeszcze nie koniec wieczoru z Trójeczką, bowiem teraz zasłuchuje się w koncercie na żywo ze studia A. Osieckiej "Męskie granie". Właśnie skończyło grać Voo Voo, za chwilę kolejni artyści Fisz, Pink Freud i Janerka.
A potem udam się objęcia Morfeusza, chyba dziś w tę noc ponoworoczną jego ramiona wygrają z tymi mężowskimi.
Trójkowy Top Wszech Czasów w Nowy Rok jest moim pierwszym rytuałem, mam jeszcze drugi, dzięki Teatrowi Telewizji, który rok w rok, od ponad dziesięciu lat raczy mnie w pierwszy poniedziałek stycznia spektaklem "Od czasu do czasu" w reżyserii pana Juliusza Machulskiego, w wykonaniu zacnym taty reżysera pana Jana Machulskiego, Krystyny Jandy, Edyty Jungowskiej i Jana Englerta:)
Uwielbiam ten Teatrzyk. Bawi mnie on niezmiernie od wielu wielu lat:) Kto nie widział polecam, kto widział ten bawił się będzie dobrze po raz kolejny:)
"Od czasu do czasu" poniedziałek 2.01, godz.20.25:)
KOCHANI!
Życzę Wam w roku 2012 wszystkiego najpiękniejszego, by w nowym roczku spełniało się samo dobro krok po kroczku. Mnóstwa przeczytanych książek, obejrzanych filmów i samych godnych uwagi wydarzeń kulturalnych:)
STO LAAT I WESOŁOŚCI WSZELAKIEJ!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












