"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

wtorek, 22 listopada 2011

"Hanemann" Stefana Chwina, czyli jak na kartach ksiazki oddac pamiec ludziom, miejscom i przedmiotom...



Moi drodzy jestem w kłopocie czytelniczym. Jestem w kłopocie czytelniczym, ponieważ po odkryciu prozy Stefana Chwina i po przeczytaniu jego "Hanemanna" każda następna książka po którą sięgnęłam i którą przeczytałam (a kilka poległo jeszcze zanim się zaczęło) nie jest w stanie mnie zadowolić. Wszystko co czytam wydaje mi się nie tak dobrze napisane, nie tak ciekawie opowiedziane, bez magii w jaką obfitują odkrycia czytelnicze. A Stefan Chwin takim odkryciem literackim jest! NIEZAPRZECZALNIE:)


Ty, który wchodzisz żegnaj się z nadzieją, że to będzie klasyczna recenzja książki, wszak ja takich pisać nie umiem:)


Tytułowy Hanemann to Niemiec, który jako jeden z niewielu Niemców pozostał po zakończeniu II wojny światowej w swoim domu. On się nigdzie nie przeniósł, jego dom się nie przeniósł w żadne inne miejsce, a jednak Hanemannowi, który nie ruszył się ani na krok przyszło żyć w innym mieście niż przed rokiem 1945. Niby w tym samym, a jednak obcym. Zmienił się nieco krajobraz na bardziej zniszczony i smutny, zmienili się zupełnie sąsiedzi ci dalsi i ci bliżsi, zmienił się język jakim nowi przybyli z tobołami ludzie się posługiwali, nazwa ulicy, na której mieszkał Hanemann z Lessingstarsse zmieniła się na Grottgera. No i zmieniła się nazwa miasta z Danzig na Gdańsk.
Większość mieszkańców Danzig uciekła, w Gdańsku pozostało niewielu.
 Niechaj rodzinna Grimmerów będzie reprezentantem dawnych mieszkańców miasta:


Dom rodziny Grimmer. Oliwa, ul. Wita Stwosza 1 (Oliva Kronprinzenalle 1)

Na plaży w Jelitkowie.

 Między tymi nielicznymi, którzy nie uciekli znalazł się właśnie Hanemann. Co go powstrzymało przed ucieczką? Dramat, który stał się jego udziałem niedługi czas wcześniej? 
Dość, że zdecydował się pozostać, dość, że zamieszkał z obcymi, nowo przybyłymi zza Buga, z Polski Centralnej ludźmi. Wielokrotnie dawano mu do zrozumienia, że jest zbędny, że Niemiec nie jest potrzebny Polakom na ich ziemiach. On jednak niezrażony pozostaje. To jego dom, ziemia przodków.
Jego nowymi sąsiadami na Grottgera 17 została między innymi rodzina narratora, który po latach szuka informacji o samym Hanemannie. Mama, tato z chłopcem w wieku szkolnym Piotrem. Nie ma między nowymi mieszkańcami, a głównym bohaterem wielkiej zażyłości, ale nie ma też wrogości. Żyją sobie dwie nacje na jednej przestrzeni w zgodzie. Hanemann jest może i samotny, ale nie sam. Bardzo się wbrew pozorom Polakom przydaje. Jego odmienność i jego znajomość języka niemieckiego pozwala mu na zarabianie pieniążków. Odgrywa także niebagatelną rolę w rodzinie małego Piotra. Pojawiają się kolejne postaci, które zaludniają dom przy Grottgera 17. Hanka i chłopiec niemowa Adam...Nie ma sensu opisywać dalszej akcji, bo jakaś tam akcja się i owszem zarysowuje, ale magia tej książki leży w tym co niedopowiedziane, w nastroju, w chwili ulotnej...


Książka Chwina to nie tylko obraz przemian w mieście, które przestaje być Wolnym Miastem Gdańsk, zamieszkałym w dużej mierze przez Niemców, staje się miastem polskim, z którego nowe władze próbują zatrzeć ślady byłych mieszkańców. Chwin oddaje sprawiedliwość także przedmiotom, które zostały w opuszczonych w pośpiechu przez Niemców domach.
 Z ogromną czułością i sentymentem maluje ich obraz w dwóch rozdziałach "Rzeczy" (z którego cytaty zamieściłam we wcześniejszym poście) http://czarodziejskagoraksiazek.blogspot.com/2011/11/o-dwoch-spotkaniach-o-tym-przelotnym-co.html, oraz w rozdziale "Arystokracje i upadki"


"A rzeczy? Rzeczy zajmowały się tym co zawsze.Przypatrywały się wszystkiemu z półek, etażerek, blatów, parapetów i nic sobie nie robiły z naszych spraw. Nie były po żadnej stronie. Cierpliwie oddawały się w nasze ręce. Pasowały do dłoni jak ulał albo wyślizgiwały się z palców, spadając z krzykiem na betonową posadzkę. Dopiero wtedy w błysku pękającej porcelany, w brzęku srebra, w trzasku szkła, budziły nas ze snu. Bo przecież naprawdę były niewidzialne. Któż pamiętał barwę powietrza , światło szkliwa, śpiew wysuwanych szuflad, wysokie brzmienie mahoniowych szaf."



"A potem przypomnienia. Jałowe polowania. Łowienie dotknięć i połysków zagubionych przez pamięć. I żal, że nie dość uwagi i serca. Że tylko przepływanie między, machinalne przestawianie, odstawianie, przecieranie-nic nadto. Żałosna niechęć? Niemądra pretensja? Że nie licząc się z naszym zmęczeniem domagały się czułej obecności naszych rąk. Zawsze nienasycone, gasnące pod warstwą sadzy i śniedzi?"


Przedmioty ulegające zapomnieniu, przedmioty nagle odżywające w pamięci umierającego człowieka, który próbuje sobie przypomnieć jak wyglądał ten mały świat zwany mieszkaniem w chwili przybycia nowego mieszkańca, w stare progi niemieckiego domu. Przebudzenia pamięci- nigdy na czas...


"Rzeczy, które kiedyś miały ciężar, porowatość, dotykalną gładkość, chłodną szklistość, zmieniały się w obłoki bez barwy. Miały tylko jedną stronę-jak księżyc. Rzadko bywały w pełni."


Wielu przedmiotom zostało dane nowe życie, kiedy z poniemieckiego domu zapomniane, odrzucone trafiają do starych antykwariatów, a potem do domu kolekcjonerów, ludzi ocalających stare przedmioty, którzy nadają znalezionym częściom czyjegoś życia nowe znaczenie.


I te zmiany statusu przedmiotów z tych bardzo potrzebnych, tych pięknie ozdabiających przestrzeń na zupełnie zbędne. To takie swoiste upadki, kiedy piękna makatka z gotyckim niemieckim napisem, niegdyś dumnie wisząca w kuchni po latach spadając z gwoździa pieczętuje swój smutny los zamieniając się w zwykła szmatę do podłogi.


"I upadki zawstydzające upokorzenia płótna i drewna, blachy i emalii"


"A cierpienia glazury? Martyrologie pękających kafelków? Dogasanie niklu na poręczach łóżek...Nocne spadanie dachówek, które dogorywały potem w sadzawce pod fontanną?"


"Hanemann" Chwina to książka idealna, to książka odkrycie, to książka, która łączy w sobie wszystko czego oczekuje od dobrej literatury. Tu każde słowo ma swój smak, w zdania się wchodzi i wyjść trudno, każdy akapit się trawi, czuje na języku. A jednocześnie czytanie nie sprawia trudności, jest to czysta przyjemność obcowania z tekstem. Akcja snuje się powolnością dawnych czasów, postaci zapadają głęboko w pamięć...no właśnie kluczowym  słowem określającym "Hanemanna" jest właśnie PAMIĘĆ! Pamięć ludzi, których wnuki i prawnuki żyją w innych miejscach na ziemi niż ich dziadowie, pamięć miejsc, których już nie ma...właśnie ta pamięć jest mi najbliższa, bo ja chcę pamiętać. Bez zbędnej histerii i martyrologii chcę pamiętać, bo dla każdego człowieka przymus opuszczenia miejsca, które traktował on jako swój dom, czy jest to Niemiec na zachodzie, czy jest to Polak na wschodzie jest każdorazowo wielkim dramatem. Jest częścią historii miasta.

Dlatego chcę pamiętać, że kuracjusze i wakacyjni bywalcy przybywali do miasta Zoppot


miastem zamykającym Trójmiasto była kiedyś Gdingen, a Gdańsk kiedyś był miastem Danzig. 


dawny Gdańsk
Gdańsk 1945
czy to ci, którzy odchodzą, czy przychodzą?

 Wrzeszcz nosił nazwę Langfur
 Jelitkowo to Glettkau
 Brzeźno-Brossen, nazwa dzielnicy Gdańska Oliwa brzmiała prawie tak samo, bo Oliva, i ta część miasta jest miejscem głównych wydarzeń w książce "Hanemann".




Park Oliwski-wyczytałam, że z domów z ulicy Grottgera jest widok na ten właśnie Park. Ciekawe jaki widok rozciągał się z nieistniejącej kamienicy na Grottgera 17, w której mieszkali bohaterowie książki? Jak zwykle przy czytaniu książek, których akcja dzieje się w dawnych czasach uruchomił się we mnie, w środku mały ludek, który z uporem maniaka przekopywał zdjęcia, fora w poszukiwaniu tego miejsca. Zarówno ja, jak i ten mały upierdliwy ludek wiedzieliśmy już, że ta konkretnie kamienica nie istnieje. Ale jak to nie istnieje kiedy widok na Google Earth po wpisaniu adresu przedstawia jakąś kamienicę! Jak bardzo starą nie wiem, bo widok jest z góry i nieco spłaszczony, dość nie wyraźny. Po tym spadzistym dachu doprawdy trudno mi cokolwiek określić. Więc co szukamy dalej! Zagadka nie daje mi spokoju, aż w końcu, na którymś z forów doczytuje się, że kamienica na Grottgera 17 faktycznie istnieje, pod tym adresem stoi budynek mieszkalny, ale wybudowany długi czas po wojnie.
Ale dlaczego nie mogę znaleźć starych zdjęć ulicy Grottgera? Bardzo mnie to smuci, bowiem mój nos detektywa nie daje mi spokoju. Bardzo chciałabym zobaczyć przynajmniej najbliższą okolicę, po której przemieszczali się bohaterowie książki:(
 Ja już tak mam. Każdy ma jakiejś swoje dziwactwa. Ja lubię umieszczać akcje książki w konkretnych miejscach. Taki mój fiś. Często gęsto przy czytaniu zagranicznych książek w zlokalizowaniu miejsca akcji pomaga stronka Google maps:) czasem nawet można znaleźć ulicę, na której dzieje się akcja, a czasem nawet i dom:)


Usprawiedliwieniem długości i dość mocno emocjonalnego charakteru wpisu jest fakt, że zakochałam się w pisaniu pana Chwina i zakochana jestem w Gdańsku, w ogóle w Trójmieście, ale w mieście Gdańsk szczególnie mocno. Uwielbiam starą architekturę domów w Oliwie, uwielbiam tą odmienność dzielnic miasta. To takie miasta w mieście. No i morze! Świadomość, że od morza dzieli mnie kilka przystanków tramwajem jest zaiste fascynująca!
 Pech chcę, że mieszkam 400km od tych miejsc, dlatego mogę bywać tam rzadko. Ale już dwa wakacyjne pobyty utwierdziły mnie w przekonaniu, że mój tato, który od ponad 30 lat rok w rok bywa w Gdańsku ma zupełną rację. Ja już rozumiem jego fisia. On też śledzi tropy literackie, a to Chwina ścieżkami Oliwy podrepczę, a to Huellego, czy Grassa po Wrzeszczu. 
Czyżbym słabość do Trójmiasta wyssała z mlekiem ojca?


I na zakończenie jeszcze jeden cytat:

"Przed laty wieczorami, gdy matka odkładała na półkę gruby tom, z którego odczytała właśnie kolejną baśń Grimmówa potem zgasiwszy światło wychodziła z pokoju, zawsze mu się zdawało, że litery zniecierpliwione wiecznym trwaniem w tych samych rzędach, złaknione przygody, tylko czekają by korzystając z ciemności, rozbiec się w głębi odłożonej książki, umknąć z akapitów, złączyć się w wesołe wieńce i czarne girlandy, spleść w nową opowieść, jakiej nigdy nie słyszało ludzkie ucho- więc rano jak najszybciej tylko mógł zdejmował książkę z półki i natychmiast ją otwierał, by przyłapać czarne znaczki na chwili nieobecności. Och gdyby choć raz, po nocnych odysejach nie zdążyły wrócić na puste stronę."


Ja bym nie chciała żeby z "Hanemanna" uciekł mi choć jeden akapit, choć jedno zdanie, jedno słowo...tam każda literka jest na swoim miejscu:)



Strony o Gdańsku:
http://www.dawnygdansk.pl/
http://sabaoth.infoserve.pl/danzig-online/
http://www.staraoliwa.pl/index.php?option=com_content&view=frontpage&Itemid=3


18 komentarzy:

  1. Muszę przeczytać. Z prostej przyczyny. jakiś czas temu napisałem monodram teatralny dotyczący wspomnień powojennych. Tego typu książki są z pewnością kopalnią informacji. A ten język? Zaraz dodam do listy.Dziękuję za piękną recenzję

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię takie książki. Napewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak cudnie, jak cudnie, że mam "Esther" Chwina na półce! To właśnie tą książką mam zamiar zacząć moją przygodę z tym autorem:) Twoja tak bardzo pozytywna recenzja tylko mnie upewnia w moim wyborze autora! Jak dobrze, o jak dobrze:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Papryczko, po przeczytaniu Twojego posta zrobiłam szybki wskok do katalogu naszej biblioteki i ... fanfary ... jest! Zarówno Hanemann, jak i inne tytuły Chwina. Cieszę się, ponieważ Twój opis i fragmenty książki bardzo zachęcają - to takie moje klimaty.
    W Gdańsku nigdy nie byłam, marzę o tym, tyle tylko, że jakoś mi się nie składa - po pierwsze mieszkam na drugim końcu Polski, a po drugie - nie mam z kim zostawić swojego kociego inwentarza ;-)
    Twoje refleksje co do wysiedleń są mi bardzo bliskie, wysiedlenia dotknęły większą część mojej najbliższej rodziny - która pochodziła ze Lwowa, Tarnopola i okolic.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne niezwykłe wpisy :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Chwina. Moją lekturą obowiązkową na studiach był "Złoty pelikan" no i się zakochałam w autorze. "Hanemann" oczywiście czytałam i także jestem oczarowana. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiesz jak bardzo cenię Twoje obszerne notki zawsze bogate w tyle faktów historycznych, że aż głowa boli! Chwin przede mną i nie mogę się doczekać spotkania z nim, bo Twoje słowa brzmią bardzo, bardzo obiecująco!

    OdpowiedzUsuń
  7. "Hanemann" daje radę - pisałem o nim magisterkę. Ale "Ester"...hmmm... gorsza, dużo gorsza sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mi się spodobał twój... oryginalny sposób pisania. A książkę już zapisuję do przeczytania w najbliższym czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaczęłam od "Złotego pelikana" Chwina i przepadałam. To moim zdaniem jeden z najlepszych polskich pisarzy. Jestem pod wrażeniem Twojego posta! Z przyjemnością oglądnęłam zdjęcia i przypomniałam sobie tę książkę. Aż się chce wrócić na jej strony. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też zaczynałam swoją przygodę z Chwinem od "Hanemanna"- piękna książka. A jeżeli nie wiesz w co wsadzić noska, to polecam Myśliwskiego np. "Traktat o łuskaniu fasoli"

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja jeszcze Chwina nie znam, ale już go miałam w planach od jakiegoś czasu i na pewno nadrobię. Teraz mi wstyd, że jeszcze nie.
    A Twoja recenzja pewnie by autora zachwyciła.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale fajnie tak wejść na bloga i zobaczyć tyle komentarzy pod postem. Nawet nie wiecie jak mi to dzisiaj potrzebne jest!! Tyle dobrych słów:)

    PISANYINACZEJ-
    Jestem bardzo ciekawa Twojego monodramu. Nie wiem czy Chwin okaże się przydatny (że tak to brzydko ujmę), bo nie ma tam aż tak dużo informacji faktograficznych, bardziej chodzi o nastrój. Ale tak czy siak książka warta przeczytania.
    A w jakim miejscu jest umiejscowiona akcja monodramu?
    Dzięki za dobre słowo:)

    STAYRUDE-
    Bardzo polecam. Jeśli lubisz książki nostalgiczne, klimatyczne to polecam jeszcze Pawła Huelle:)

    PAULA-
    Ja też od razu wypożyczyłam Esther, ale specjalnie ją sobie zostawiam na potem:) Mam nadzieję, że również mnie zachwyci.

    WILDDZIK-
    Chwin także stoi sobie spokojnie również w mojej bibliotece. No i dobrze:)
    Gdańsk jest miejscem magicznym. Bardzo tęsknie za tym miejscem. Póki co szans na wyjazd nie ma:( A koci inwentarz można przecież zostawić zaprzyjaźnionej koleżance by przychodziła karmić. Ja tak pilnowałam przez kilka dni kotów koleżanki:)
    Nie wiem dlaczego temat wysiedleń, temat Holocaustu tak we mnie siedzi. Z tego co wiem nikt w rodzinie nie doświadczył jakoś dramatycznie takich zmian. Krwi żydowskiej także we mnie nie ma (a tak bardzo chciałam!)
    Po prostu taka specyficzna wrażliwość.
    Dziękuje za dobre słowo:)

    KTOSIA-
    Cieszę się, że właśnie go odkryłam. Dziwie się, że tak późno! Widocznie czekał na swój czas:)

    KASIA-
    Cieszę się, że dobrze Ci się bywa w moich postach, ale nie chcę żeby bolała Cię głowa!:))
    Mam nadzieje, że jak już wejdziesz w świat Chwina, to nie będzie to rozczarowaniem.

    BOSY ANTEK-
    Uhm magisterka na temat Chwina, to musiało być miłe. Ja pisałam o kinie i miło wspominam pisanie pracy. Bardzo, zwłaszcza, że musiałam się mocno spiąć, bo zaspałam z jej pisaniem:)
    Nie chce wiedzieć, że Esther to dużo gorsza sprawa. Nie chcę tego wiedzieć!!:))

    DEANA-
    Witaj w moich progach.
    Dziękuje za te słowa. Dla takich komentarzy warto pisać!:)

    VIRGINIA-
    Złoty pelikan jeszcze przede mną cieszę się bardzo:)
    Miło mi, że podoba Ci się mój post, który tak naprawdę nie jest do końca recenzją. Dla takich słów uznania warto pisać, nawet jeśli się samemu uważa, że nie jest to takie pisanie jakie by się chciało żeby było. Ale to moje pisanie jest!:)

    MAG-
    Cukiernią pod Amorem, a wcześniej niezobowiązująca Kosmowską przełamałam niechęć do książek tzn: krytyczne do nich podejście. Teraz już czytam następną, także lekką. Szykuje się na Pióropusz Mariana Pilota:)
    Traktat już mam za sobą, ale tak Myśliwski byłby dobrym tropem. Jednego geniusza zastąp drugim geniuszem:)

    KASIA.EIRE-
    Ja też przecież Chwina teraz dopiero poznaje, a mam już Grassa za sobą i Huellego. Widocznie pan Stefan czekał na swoją kolej. Miał się pojawić na mojej drodze czytelniczej właśnie teraz.
    Dziękuje za miłe słowa:)

    Kochani uciekam oglądać na Ale kino japońskie Pożegnania:) Jakiś plus bycia bezrobotnym być musi:)

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  13. No i czy po TAKIEJ recenzji można nie sięgnąć po Stefana Chwina ? Nie można. Przy następnej wizycie w bibliotece będę jego książek poszukiwać. Twój post kazał mi się zastanowić nad tym, które książki ( przeczytane w ostatnich tygodniach ) sprawiły mi najwięcej literackiej przyjemności. Były to z pewnością książki Mariusza Szczygła i ( niektórych pewnie zaskoczę ) "Sekrety włoskiej kuchni " Eleny Kostioukovitch.Ta ostatnia książka napisana jest tak "smacznym" językiem, że czytałam ją z wielką przyjemnością, nawet jeśli kulinaria interesują mnie średnio. Oby takich książek było więcej !

    OdpowiedzUsuń
  14. RONJA-
    Dziękuje za TAKIE dobre słowo:)
    Tak czytanie książek pana Szczygła to jest przyjemność granicząca z ekstazą:) Nie wiem czy już czytałaś jego "Kaprysik", ale jeśli nie to bardzo mocno polecam-urocza rzecz.
    Z niektórymi książkami jest, że jeśli są dobrze, ciekawie napisane i ich czytanie sprawia czystą przyjemność, to tematyka takich książek jest mniej ważna:)
    Pozdróweczka.

    OdpowiedzUsuń
  15. A propos pamięci...skojarzył mi się "Pensjonat" Pazińskiego. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  16. AGNESTO-
    Pensjonat także czytałam i było to dla mnie rozczarowaniem. Może nie wielkim, ale jednak. Niby wszystkie części składowe książki takiej właśnie dla mnie były. I tematyka żydowska, klimat, nastrój, stary dom, wspomnienia. To wszystko tam niby było, a książka była zbyt wydumana, zbyt wykoncypowana, zbyt wysilona. Nie umiem tego określić. To tak jakby słuchać czyjegoś śpiewania, gdzie słychać, że ten ktoś ma głos, ma umiejętności, ma wiele wartościowego do powiedzenia, ale masz wrażenie, że ten śpiew jest wymuszony, przychodzi z wielkim wysiłkiem, nie jest naturalny. Doceniasz wysiłek, ale nie porywa:) No takie mniej więcej miałam odczucia czytając Pensjonat.Miałam wielkie oczekiwania wobec autora może zbyt wygórowane?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Hanemann to rzeczywiście książka doskonała. Zapada w duszę i aż chce się szukać tych miejsc.

    A przy okazji polecam dzwiękowy spacer z Grassem. http://www.staraoliwa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=64:qspacer-z-grassemq-cz-3-oliwa&catid=4:historia&Itemid=7

    OdpowiedzUsuń
  18. Hanneman jest świetny, podobnie jak inne książki Pana Stefana, ale bardziej uwielbiam Huellego, Castorpa czytam po raz kolejny, a za niedługo pokaże się jego nowa książka - śpiewaj ogrody. Z Gdańskiem w tle rzecz jasna.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń