"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

niedziela, 20 listopada 2011

Wróciłam, czyli o tym jak nie okazałam sie twardzielka i o moim nieudanym doswiadczeniu z praca...i garsc przyjemnosci z Tvp Kultura:)


Chwile mnie nie było, a nie było mnie, bo miałam mały wstręt do komputera i na samą myśl, że mam go odpalić, mam w jego świetlisty ekran spoglądać przyprawiał mnie o odruch wymiotny. Poważnie. 
Zadacie pewnie pytanie cóż takiego się musiało zadziać żeby nie mieć absolutnie ochoty na kontakt z narzędziem, które tak naprawdę sprawia mi wiele radości. Niby nic, a jednak.
Już wyjaśniam:

Otóż we wtorek (już prawie tydzień temu) dowiedziałam się, że w ten sam wtorek szwagier zaplanował dla mnie rozmowę o pracę. Domyślacie się, że on sam w miejscu tym pracuje i zrobił mi tak zwaną przysługę.
 Ładnie się ubrałam i pojechałam. Rozmowa przebiegła pozytywnie (pewnie ze względu na szwagra, nie oszukujmy się!) i w czwartek udałam się do pracy na tzw. dzień próbny (darmowy), nie jeden zresztą, bo miało ich być kilka. Nie frunęłam na skrzydłach radości, bo już po rozmowie wiedziałam, że cieszyć się za bardzo nie ma z czego. No, ale cóż bezrobotny nie marudzi i nie wybrzydza. Bezrobotny wybrzydzający jest społecznie nieakceptowalny.

Kilka słów o firmie. Otóż firma ta zajmuje się sprzedażą ubrań przez allegro i drogą telefoniczną i zadaniem moim (i jak się okazało pięciu innych ludzi) miała być obsługa maili, odpowiadanie na pytania, zamykanie aukcji itp, itd. Ci, którzy wystawiają coś na allegro, a potem sprzedają wiedzą jakie działania należy wykonać. Praca umiarkowanie fascynująca, ale mało uciążliwa. Praca jaką przez czas jakiś mogłabym spokojnie wykonywać.
Ale, ale żeby nie było tak pięknie to jest to praca, która wymaga ciągłego siedzenia przed komputerem i śledzenia tysięcy malutkich czarnych literek. I nawet ja z moimi zepsutymi oczami jestem w stanie przez 8 godzin dziennie oczy do takiego wysiłku zmobilizować, ale problem w tym, że 8 godzinny dzień pracy, to nie tam.
 W firmie, która miała być moim drugim domem:

a) dzień pracy trwa 10/11 godzin (od poniedziałku do piątku) 7-17, ale ja wynegocjowałam 8-18, bądź 9-19 (im wszystko jedno),

b) dniem pracującym jest także każda sobota (9-14), przy czym nie jest ona liczona jako nadgodziny, tylko mieści się w podstawowej płacy,

c) podstawowa płaca wynosi wesołe 1100 złotych, do tego przy 2 godzinach nadgodzin dziennie (tyle dobrego!) można sobie dorobić (obowiązkowo) jakieś 400 złotych. Więc WOW szał! Cieszmy się, że zarobić można 1500 złociszy.
W niektórych kręgach każda wypłata wyższa od tej najniższej krajowej jest już powodem do radości. No koń by się uśmiał, bo przy 220h godzinach w miesiącu wychodzi zawrotna kwota uwaga! 6,80 za godzinę. To zaledwie 50 groszy więcej od godzinowej stawki przy najniższej krajowej.
 A szef był taki z siebie dumny, że pozwala swoim pracownikom zarobić więcej!
NO CHORY KRAJ! Witamy w małych Chinach:(

No, ale co z tego? Nie ma pracy, nie ma kasy jest szansa na załapanie się, więc idę w ten czwartek. Rozumiecie już dlaczego nie lecę tam jak na skrzydłach, a raczej unoszę się ledwo co na obu przetrąconych. Wiem, że nie będzie mi łatwo, nawet jestem przekonana, że będzie mi bardzo ciężko, bo nigdy nie spędziłam przed komputerem aż tylu godzin. Jestem zaopatrzona w Ibuprom (w razie czego) i idę, podążam, jadę autobusem by znów chwilę po podążać.
W pokoju 5 osób wszyscy młodsi ode mnie, żadnej osoby w okularach (dość symptomatyczne). Ale za to czysto, ciepło i wygodne siedzisko. Po  moim wcześniejszym doświadczeniu zimnej hali fabrycznej jest to już szalenie pozytywny obrót spraw:)
 Po 2h szkolenia pracuje już sama.
Oczy mnie zaczynają zwyczajowo pobolewać po 3 godzinach (normalka myślę). W 5 godzinie, czyli w połowie dnia pracy
zaczynają mnie boleć oczy mocniej, zaczynam je mrużyć, wyszukanie dwóch kluczowych informacji z pośród innych wymaga ode mnie większego skupienia niż wcześniej. Słowem przestaje być fajnie, ale daję radę.  Nie pomagają przerwy, odwracanie głowy od kompa, w 7 godzinie, dokładnie o 16.17 w obliczu czekających mnie kolejnych 3 godzin zażywam 2 Ibupromy, ponieważ naturalną konsekwencją bólu oczu jest w moim wypadku zawsze ból głowy. Przy 8 godzinnym dniu pracy obeszłoby się bez tabletek. Jakoś bym te ostatnie 40 minut wytrzymała!
Tabletki rzecz jasna nie mają prawa zadziałać, bo i jak jeśli źródło bólu znajduje się nadal na wysokości moich oczu. W okolicy 17.00 jestem bliska omdlenia i zwrócenia herbaty na klawiaturę, jest mi na zmianę zimno i gorąco. Co rusz wychodzę na dwór. Już wiem, że nie dam rady! Nie dam rady choćbym nie wiem jak bardzo się starała, bo nie jest to kwestią mojej silnej woli. Niesamowity ból głowy i świdrujący ból prawego (tego słabszego) oka wyłącza mnie skutecznie z wyścigu o pracę. To była potyczka z góry przegrana. Ja to wiedziałam przecież, ale jednak jest mi przykro, bo chciałam być twardzielką!

 Twardzielką nie zostaję i idę do szefa zakomunikować mu, że muszę wyjść, że dłużej nie dam rady. Nie wiem jeszcze (tak mu mówię), czy to tylko tak w pierwszy dzień. Szefów jest dwóch rozmawiam z tym sympatycznym, sam nosi okulary. Mówi, że mnie rozumie. Dowiaduje się także, że poprzedniczka moja została zwolniona bo wiecznie wysyłała smsy, a oni to wiedzą bo mają wgląd w prace na wielkim telewizorze, który rejestruje każdy ruch pracownika. Faktycznie wszystko widać. Teraz już rozumiem dlaczego moi koledzy i koleżanki z pokoju tak rzadko, albo na tak krótko wstają z siedzisk, nie tylko dlatego, że są wygodne. Do tego w pokoju jest szpieg, który o wszystkim szefów informuje.
No dobra. Ostatecznie o 17.30 wychodzę.Reszta zostaję. Dziś pykają 11 godzinny dzień pracy.
 Drogę do domu muszę pokonać na nogach, ponieważ z tego końca świata dość trudno się autobusem wydostać. Ale jestem szczęśliwa, że nie muszę już patrzeć w monitor. Oddycham.
Ból męczy mnie cały wieczór, w nocy śpię z mokrym ręcznikiem na głowie. Jest fun!

W piątek jestem w pracy o 8 rano snując fantazję, że może jednak pozwolą mi pracować krócej, za tą najniższą stawkę, bo abstrahując od tych tych 10h jest nawet nieźle.
Moje fantazyje zostają rozwiane w południe. Szefostwo zaprasza mnie na rozmowę i dziękuje za współprace. 
Oni nie potrzebują pracownika na 8h, oni potrzebują małego robocika, z którego będą mogli wyciskać nawet 12h jeśli zajdzie taka potrzeba. Mam im ochotę powiedzieć, że praca za 6,80 za godzinę nie jest czymś wyjątkowo fantastycznym, że wykorzystują swoich pracowników, ale nie mogę, bo nie jestem tam anonimowa. Jestem szwagierką ich pracownika. Tak więc wychodzę. Smutno mi bo pękłam mój imbryczek ukochany, który wzięłam ze sobą żeby mnie jego zawartość (mate) ratowała. Pęknięta jak imbryczek, rozgoryczona (głównie dlatego, że nie mogę ich nazwać chińczykami) idę w cholerę.

Myślę sobie o tych ludziach, którzy tam zostali, którzy godzą się na wykorzystywanie, myślę sobie o tych wszystkich ludziach, którzy godzą się pracować ponad miarę, bo nie mają innego wyjścia. Przeraża mnie fakt, że to co kiedyś było jednak jakimś przegięciem (10h pracy codziennie i niepłatne soboty) teraz staje się po prostu normą. Boję się, że będzie jeszcze gorzej!
 I nikt mnie nie przekona, że takie ślęczenie po tyle godzin przed komputerem nawet jak się ma zdrowe oczy nie ma wpływu na ich kondycję, jest dla nich nieszkodliwe! Ludzie litości!

No i tak się skończyła moja przygoda z pracą przy komputerze. Na dłużej pierwszy raz weszłam na kompa wczoraj, ale po godzinie miałam już dość. Dziś też się długo zbierałam, ale postanowiłam się przełamać, bo tęsknie za Wami, tęsknie za blogowaniem:)
Miało być krótko, ale się musiałam pożalić:)

POZYTYWNIE:

Piszę do Was a na Tvp Kultura mi "Niedziela z Wojciechem Waglewskim" dzień umila. Mam już za sobą dwie rozmowy z panem Wojtkiem i koncert Bez prądu z 1993 roku. Przede mną spektakl muzyczno-teatralny wyreżyserowany przez Piotra Cieplaka "Muzyka ze słowami". Ten spektakl z 2002 jest złożony z piosenek i wierszy, do których teksty napisały osoby z porażeniem mózgowym, wychowankowie Ośrodka Adopcyjno-Rehabilitacyjnego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Krakowie. Muzyka VOO VOO, wykonanie (śpiew, recytacje) Jan Peszek i Marysia Peszek- ODLOT!


A o 22.40 też na Kulturze najświeższy dokument Marcela Łozińskiego "Tonia i jej dzieci"


11 komentarzy:

  1. Co tu komentować. Straszne:(
    Może jakieś nowe związki zawodowe by założyć? Gdy widzę, co się dzieje wkoło, że podwyżki, że brakuje mimo niewolniczej pracy, że dawniej strajkowali, gdy parę groszy droższa kiełbasa miała być... Co się z ludźmi porobiło, że godzą się na tak nieludzkie warunki? i cicho siedzą? Przedwczoraj powiesił się w sąsiedniej szkole pracownik, bo placówka do likwidacji, a on ma siedmioro dzieci. Kogo to dziś obchodzi?
    Oj, nie powinnam Cię dosmucać, ale takie mam smutne obserwacje.
    Z nadzieją na lepszy los - pozdrawiam cichutko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam !
    Przykro, że z pracą nie wyszło. Jestem krótkowidzem i mając doświadczenie w pracy ( nie przed komputerem ), ale w hali pełnej testowanych telewizorów lcd - wiem jedno, z pewnością miało to wpływ na mój wzrok. Co sądzę o sytuacji kobiet szukających pracy, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, nie będę pisać, bo to nie byłby przyjemny komentarz. Ale BARDZO SIĘ CIESZĘ, że trafiłam na Twojego bloga.
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. KSIAZKOWIEC-
    Tak coś się złego dzieje. Ludzie muszą pracować, muszą mieć na chleb. Ja to jeszcze mam w miarę luz, bo nie mamy dzieci, ale ci dzieciaci nie mają innego wyjścia i często się godzą na takie warunki pracy, że aż się nie chce wierzyć. W ogóle najniższa krajowa w kwocie 1000zł to jest kpina z ludzkiej pracy. Ehh smutno.
    Na moim osiedlu niedawno kobieta rzuciła się z wieżowca, ale dlaczego nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć:( No ale nic to. Nie można się poddawać.

    Jeśli wierzyć, że życie ludzkie to sinusoida, to kiedyś się odmieni:)
    W Światowym Dniu Życzliwości pozdrawiam cieplutko:)

    RONJA-
    Dziękuje za odwiedziny i także bardzo się cieszę, że tu trafiłaś. I niechaj pozostanie tylko pozytywnie:)
    W Światowym Dniu Życzliwości pozdrawiam ciepło:)

    PISANY INACZEJ vel PIOTR
    Zdecydowanie uciekłam stamtąd, przy pomocy szefów, którzy się mnie szybciutko pozbyli. Gdyby to było 8h to dałabym radę przez czas jakiś. Każda godzina więcej to dla mnie zabójstwo:(
    Żyjemy w chorym kraju:(
    W Światowym Dniu Życzliwości pozdrawiam życzliwie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak się zaczyna dziać w całej Europie, tutaj też, bo recesja wszystko tłumaczy. Najgorsze jest psychiczne nękanie ze strony pracodawców, czego też doświadczyłam i do tej pory się nie mogę pozbierać. Oczywiście obwiniam siebie, bo podejrzewam się o nadwrażliwość.
    Ostatni przeczytałam na blogu u dublinii, że ludzie mają pracę, a ci, co jej nie mają, to tacy, którzy nie chcą, albo niewykwalifikowani. Upadłam na duchu.
    Nie poddawaj się, znajdziesz swoje miejsce na ziemi, spróbuj pomyśleć innym torem, szukaj tam, gdzie nigdy nie szukałaś. Ja na przykład nigy nie aplikowałam do żadnej kancelarii, a tu się przekonałam, że byłabym świetną asystentką w takim miejscu. Pomyśl, gdzie szukać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię te twoje sentymentalno-refleksyjne wpisy o przeszłości... o kulturze, o książkach.
    Ale dziś...trochę przerażająco ;(
    Chciałabym, zebyś nie musiała pisać takich postów.

    I gdzie tam do takiej pracy z Ibupromem, Tramadol raczej ;)

    podpisano:życzliwa

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam mocno kciuki abyś znalazła coś tysiąc razy lepszego niż to! I żebyś rozwinęła skrzydła! Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ostatnio tez zostalam wywalona - ze sie tak wyraze. Tak mnie to zaskoczylo, ze w ogole nie zrozumialam o czym kobieta do mnie mowi. Moj wniosek: nie przejmuj sie rolą, bo i tak cie wypierdziola.

    OdpowiedzUsuń
  8. KASIA.EIRE-
    Przerażające jest to życie, praca ze świadomością, że za dzień pracy się zarabia 50zł (a są gdzieś ludzie, którzy dostają tyle za godzinę) naprawdę nie buduje. Myślę sobie o tym co napisałaś żeby szukać w innym miejscu niż zwykle. Ja już w różnych miejscach szukałam i widzę, że sama wobec siebie zmniejszyłam oczekiwania i wobec pracy też.
    Mam kryzys, ale to minie, to minie:)

    OMNIPOTENCJA-
    Tak ten wpis nie jest wesoły, następny już jest taki o książce i o przeszłości:) ufff

    EVA SCRIBA-
    Dzięki za dobre słowo. Póki co szukam gdziekolwiek i skrzydła leżą sobie zwinięte już tak długo, że nie pamiętam jak wyglądają. Ale ja się jeszcze podźwignę!:)

    ANN-
    Tak ten wniosek jest słuszny. Niestety. Nie ma co się naginać i dawać siebie zbyt obficie, bo i tak nic z tego dobrego nie wynika. Taki kraj.
    Ale co tak bez żadnego ostrzeżenia Cię wywalili? A co ja się głupio pytam, z pracy gdzie miałam umowę na stałe, w zawodzie, z którą wiązałam swoją przyszłość też mnie przecież wywalili bez ostrzeżenia:) To było dwa lata temu. Od tego momentu moje życie zawodowe się rypło jak domek z kart.
    Przed chwilą zadzwoniła koleżanka z tamtej pracy. Od czasu do czasu się w kilka bab spotykamy (to strasznie miłe, bo minęły już dwa lata, a one dbają o kontakt ze mną). I za każdym razem jak dzwoni ja słyszę odgłosy tamtego miejsca, słucham co tam robią, słucham o szkoleniach jakie prowadzą, o tym, że same się doszkalają w Warszawie i mi serce pęka. Tamta praca miała wiele minusów, ale dawała szansę na rozwój. Wtedy tego nie wykorzystałam. Teraz się mogę cmoknąć pod ogon.
    Ech coś się musi zmienić!
    P.S dobrze, że mam bloga. Od razu mi lepiej!
    Pozdrawiam ciepło i głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  9. Post smutny i przykry, ale dobrze, że go napisałaś, bo to zawsze jakiś kolejny sygnał, że w Polsce zaczynają się drugie Chiny, które należy powstrzymać zanim się taka postawa pracodawców ugruntuje i będą czuli się bezkarni. Straszne jest, że niektórzy muszą pracować u takiego sadysty, bo nie mają innej opcji i nie mogą bojkotować takich strasznych praktyk :( Życzyłabym Polsce i Polakom, żeby Ci wszyscy, którzy oferują teraz 6,50 zł za godzinę i oczekują jeszcze wdzięczności za swą łaskawość, musieli wkrótce stać się takimi wyrobnikami, bo nie będą mieli kogo na takich warunkach zatrudniać. To by było sprawiedliwe bardziej niż cokolwiek innego. Życzę powodzenia w szukaniu zatrudnienia - znam osobę, do której zadzwoniono po długim czasie od rozmowy kwalifikacyjnej i teraz pracuje na stanowisku, na które nawet nie usiłowała aplikować, a sprawdza się tam i czuje doskonale :) Trzymam kciuki za Cienbie.

    OdpowiedzUsuń
  10. MONIKO-
    Musiałam się wyżalić. Źle się dzieje w kraju naszym. I nie sądzę żeby ludzie znaleźli w sobie odwagę żeby się zbuntować. Młodzi to może jeszcze, ale to troszkę starsze pokolenie ma w głowie taki kod, że tak być musi i że lepiej się nie wychylać, bo przecież zawsze może być gorzej:(
    Liczę, że coś się zmieni, zmienić się musi:)

    OdpowiedzUsuń