"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Urlop mały czas zacząć, czyli do Gdańska przez Warszawę:)

No i masz ci los Mag (dzięki za mobilizację) mnie do tablicy wywołała, żem Was zaniedbuje (nie można jej odmówić racji. Oj nie można!). Tak więc zamiast czytać i kłaść się spać zasiadam do posta. Od jutra rozpoczynam urlop numer jeden. Zadacie pewnie pytanie (do wewnątrz rzecz jasna) dlaczegóż ja mam się kłaść spać jeśli jutro nie idę do pracy? To słuszne pytanie i mnie się wydaje konieczność przyjmowania pozycji horyzontalnej o wczesnej porze zupełnie bez sensu. No, ale niestety siła wyższa. Moja fryzjerka (raczej mój salon) mnie zawiódł i okazało się, że na dzisiejszą wizytę owszem zostałam zapisana, ale tylko na jedną usługę, czyli farbowanie (ktoś źle odnotował) i moja pani (to nawet nie jest moja pani fryzjerka tylko jakaś obca kobieta-moja sprawdzona od dziś na urlopie) nie mogła mnie dziś ostrzyc. W zamian zaproponowano mi jakąś młódkę. O przepraszam bardzo, ale moje włosy są tak wy-ją-tkowe! (czytaj upierdliwe, trudne, beznadziejne), że wymagają ręki doświadczonej fryzjerki, a nie  z całym szacunkiem żółtodzioba. Dałam się ino farbnąć (szału też nie ma, bo jednak MOJA pani kombinowała super z kolorami, miała intuicję i dryg) żółtodziób po prostu położyła mi jeden kolor (rudy) na włosy i tyle. Ładnie, równo, ale bez charakteru. No trudno. Pani, do której wydawało mi się, że jestem zapisana (ta z 23 letnim doświadczeniem) na całą usługę (strzyżenie i golenie tfuu farbowanie) mogła mi jedynie zaproponować jutro godzinę ÓSMĄ. Godzinę ÓSMĄ w pierwszy dzień urlopu, w dzień podróży. Świetnie! Jestem przeszczęśliwa po prostu. Marzę o tym, żeby się strzyc o godzinie ósmej! Gdyby nie sytuacja podbramkowa (nie pojadę z taką głową przecież) to grzecznie podziękowałabym, że tak się świetnie "zajmują" wieloletnią klientką, że nawet zapisać porządnie nie potrafią co i jak i u kogo.  Na 10.00 pazury do malowania u kosmetyczki i będę zrobiona:)
Na co zrobiona zapytacie (jeśli w ogóle to czytacie oczywiście). Ano na ślub znajomych, do których się właśnie wybieramy jutro do Warszawy. Ślub 15.08 ale chcemy tak troszkę nacieszyć się wcześniej stolicą. Bo potem to jedna impra, druga impra, znaczy się poprawiny to czasu już nie będzie. 
Cieszymy się na ten wyjazd bardzo. Spotkamy się z dawno nie widzianymi ludziskami, a i poznamy nowych. Suuper! No i fajnie, że wyjazd (dla portfela niekoniecznie), ale tłumaczę sobie, że moje mistrzostwo kreacyjne na tą okoliczność nie przewidziało wydania kwoty większej niż kilkadziesiąt złotych. Kooocham second handy. Kooocham!
W skrócie (zdjęcia przy następnym poście)
-sukienka 10zł
-buty 4zł
-sweterek 3zł
-torebka 12zł (no drogość!)
-najdroższy element nie z second, pewnie dlatego to biżuteria: kolczyki, zawieszka i pierścionek całe 37zł! Sześćdziesiąt pięć złotych polskich. Lubię to!
Noo to chyba można zaszaleć tam na miejscu no nie? Wyskoczymy jednorazowo z kilku ładnych stówek, bo wiadomo koperta, benzyna. No, ale nic to. Cieszyć się trza i już. 
W ramach okoliczności ślubnej jeszcze jedna korzyść się mnie zdarzyła, a raczej dwie. Państwo młodzi zażyczyli sobie na prezent zamiast kwiatków książkę (albo wino-wybór oczywisty). Sprytnie w specjalnym programie zrobili listę tytułów i można było sobie zaklepywać. Więc ja niewiele się zastanawiając (a pierwsza chyba byłam) zaklepałam dwa tytuły i szybciutko zamówiłam w księgarni AROS (polecam!!) owe książeczki. Pana Twardocha z jego Morfinką i pana Miłoszewskiego z Bezcennym. Pierwszą wciągłam bez opamiętania (nooo świetna!), a drugą kończę właśnie (się czyta rewelacyjnie, ale spodziewałam się naprawdę dzieła, a nie czytadła). Zamiast więc pisać do Was powinnam w tej oto chwili czytać, bo potem już może nie być czasu. I co taką niedoczytaną bezczelnie oddam? No nieee.
Tak więc po pierwsze stolica. Od jutra do soboty. 
Ale moi drodzy to jeszcze nie koniec naszego pierwszego (nazwijmy go na potrzeby posta roboczo urlopem małym) urlopu (tak przed nami jeszcze urlop drugi, zwany dużym-no, ale cóż nie będę tych, którzy już po drażnić hihi). Wracając do małego. Po pierwsze stolica, a po drugie nasze kochane Trójmiasto:)
Tak sobie umyśliłam z nagła jakiś czas temu. Geniusz na mnie spłynął i wykoncypowałam, że jeżeli mamy i tak przeznaczoną kwotę pieniężną na podróż samochodkiem na linii Zielona Góra-Warszawa, Warszawa-Zielona Góra (nie małą. Trochę boli), to dlaczegóż by nie pojechać przez Gdańsk? To tylko o 30 km więcej z Trójmiasta do domu. Pozostaje jeszcze kwestia drogi z Warszawy do Gdańska, ale przy tych kosztach podróży te dodatkowe 300km w jedną stronę już nie robi jakiejś zbytniej różnicy (i tak za dużo). Nooo. Pomysł został zaakceptowany przez drugą połóweczkę (fajny on!) i zaczęło się planowanie. Jaka kolejność. Przed stolicą czy po. Jaka pogoda? Kiedy pewniejsza. Plan wstępny przed. Teraz mieliśmy być już w Gdańsku. Aleee plany zmianom uległy (jak to plany) i jedziemy w sobotę 17.08. A cóż takiego się stało, że plany zmianom jak na plany przystało uległy? Ano festiwal w Gdańsku Solidarity of Arts i gość specjalny tegorocznej edycji. Panie panowie! BOBBY McFERRIN! McFerrin i milion gości. 

no przecież buzia się sama uśmiecha:)

  Zobaczyłam zajawkę w tv, weszłam na stronę tak z ciekawości kiedy dokładnie koncert, bez wiary na to, że nawet jeżeli termin podpasuje (sierpień/wrzesień trwa impreza) nas po tych szaleństwach, kopertach, podróżach będzie stać na bilety. 
Weszłam na stronę i oczom nie wierzę! Wstęp WOLNY! a na płytę pod sceną (golden circle) bilet całe 5zł. PIĘĆ ZŁOTYCH!
O jery! Szybki bieg do sklepu muzycznego i bach za 10zł dwa bilety. Jeszcze dwóm kuleżankom wymyśliłam plan (jadą na obóz jogowy, który zaczyna się 18.08,  a obóz jest w Jastrzębiej Górze, a Jastrzębia Góra tylko 62km od Gdańska-taki ze mnie spryciul). Nooo!


Plan wymyślony. Śpimy pod namiotami w ramach próby generalnej przed urlopem dużym. Kupiliśmy namiot, krzesełka rozkładane, kuchenkę taką na jeden śmieszny palniczek (już widzę jak gotujemy!) i mnóstwo innych pierdół. Nie mamy jeszcze  kilku jakby  kluczowych przedmiotów (na przykład porządnych materacy), ale to szczegół. Mamy za to wycieraczkę przed namiot. O taka wycieraczka to dopiero ważna jest:)
Mam nadzieje, że materace kupimy w Warszawie. Pogoda ma być wstrętna przez prawie cały nasz pobyt, no ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Życie:) Toczę walkę z mężem o pawilon ogrodowy, który stanowiłby wspaniałą ochronę przed deszczem, słońcem, sąsiadami, ale ciężko mi idzie. Argumenty choćby najbardziej logiczne przegrywają z wielkością samochodu. Nasza foczka fokusikowa jest malutka i nie zmieści takiego olbrzyma jak pawilon. No może i pomieści, ale co z resztą:)) O Jeżu byleby tylko nie było BURZY i wiatru. Bo ja to się bojam burzy będąc w domu (ostatnio trzymałam kurczowo męża za śpiącą rękę), a cóż dopiero pod namiotem!!
 
Decyzję jeszcze nie zapadły. Jakiś kolega ma pożyczyć. Ech nasza Fordzica Kombi pomieściłaby wszystko, ale nigdzie byśmy nią dalej nie pojechali, bo by nas nie było stać na jedzenie dla niej. Stąd mniejsze stworzenie na kółkach. Coś za coś.
Hmmm co tu jeszcze? AAA już mam. Jeszcze jedna atrakcja czeka mnie w Trójmieście przy okazji naszego pobytu (no chyba, że nas deszcz przegoni). Tak się akurat składa, że w dniach 16-20.08 ma miejsce Literacki Sopot a na nim targi książki i spotkania autorskie. Między innymi z panem Twardochem Szczepanem (19.08) i z panią Bator Joanną (20.08). No co ja Wam mówić będę. Wiecie, rozumiecie towarzysze!:) Hmmm co by tu jeszcze?
Chcieliśmy zabrać ze sobą rowery, wszak Trójmiasto jest stworzone dla rowerów (zresztą mamy to już przetestowane), ale niestety foczka nie ma haka (a nasz trzymak na rowery z fordzicy co hak bestia miała), a nawet gdyby miała (albo byśmy kupili taki na dach), to nie będziemy się przecież tarabanić na ślub z dwoma rowerami na dachu. Auto będzie stało przez cały czas na parkingu więc niestety:( A Pinki by chciała!! Widzę jak kołami przebiera i kierownicą trąca. Nic z tego mała.

No to chyba tyle odmeldowuje się pakować (brrr) i czytać i spać:)
Buuuziaczki!   
Ach ten mój beztroski słowotok:)

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twój słowotok!
    Udanego wyjazdu! Bawcie się dobrze!
    Uściski!
    Agnesto

    OdpowiedzUsuń
  2. Papryczko, Wam by się przydał jakiś van a nie focus, chociaż widzę, że focus na dobry odpoczynek i do tego ukulturalniony macie niezły. Bawcie się wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  3. No, się rozumie teraz, post napisany, Mag zaspokojona :) Bawcie się dobrze na weselu i na koncercie, a pogoda będzie spoko, jak to w fusach wypatrzyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że czytasz "Morfinę". Byłam nią zachwycona i serdecznie Ci ją polecam!

    http://basiapelc.blogspot.com/2013/07/morfina-szczepan-twardoch.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.: cudny szablon i nagłówek!

      Usuń
    2. Morfinę już dawno przeczytałam tylko przez wyjazd nie zdążyłam zmienić tego co czytam aktualnie. Też jestem zachwycona. A w Sopocie byłam na spotkaniu autorskim z Twardochem:) Piszę nową rzecz. Miała nie być w żaden sposób historyczna, ale nie wyszło i jednak jest:)
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń