"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Spózniony Liebster Blog i łyk Andrusa Artura:)

Już jakiś czas temu zostałam wyróżniona przez Beatę 
w zabawie Liebster Blog, w której to zabawie chodzi o to żeby wytypować 11 swoich ulubionych blogów i zadać 11 pytań. Wytypowana/wyróżniona osoba odpowiada na owe pytania i sama wymyśla kolejnych 11 pytań i typuje/wyróżnia 11 swoich ulubionych blogasków. 
Bardzo mi miło droga Beato, że moja Czarodziejska znalazła się wśród ulubieńców i przepraszam, że tak długo zwlekałam z odpowiedzią. Jak widzisz dopadł mnie kryzys niekończący się i w ogóle rzadko bywam, rzadko piszę, o ile przysłówek określający częstotliwość "rzadko" w przypadku jednego posta w miesiącu listopadzie  jest w ogóle zasadny! 
Ale dziś poczułam chęć i potrzebę. Tak więc do dzieła, teraz, zaraz, już póki to trwa:) 


Oto pytania od Beaty:

1). „Niektórzy ludzie sądzą, że można robić wszystko, bo żyje się tylko raz i dlatego trzeba łapać każdą okazję. Natomiast ja uważam, że właśnie dlatego, iż żyje się tylko raz, nie można robić wielu rzeczy, na przykład zawstydzających lub niegodnych, bo już nie będzie się miało drugiego życia, aby to naprawić” (Waldemar Łysiak).  Jakie jest Twoje credo życiowe?

Nic nie dzieję się bez przyczyny i wszystko dzieję się po coś, nawet jak się nam wydaję, że niekoniecznie. Ma to moje credo swoje plusy i minusy, bowiem wszystko można sobie przy jego pomocy wytłumaczyć. I to jest jednocześnie plusem i minusem właśnie:)
 
2.) Co Cię ostatnio bardzo ubawiło?

Gdybym grzecznie zasiadła do posta zaraz po wytypowaniu musiałabym napisać, że ostatnio po raz kolejny ubawił mnie seans "Sensu życia według Monty Pythona", ale od seansu minął już jakiś czas i w tak zwanym międzyczasie w moje ręce wpadła książka Andrusa "Osławiony blog między niewiastami" i do histerycznego śmiechu (kilka razy, gdyż musiałam się moją radością podzielić ze światem i z każdym odczytaniem turlałam się po podłodze). A powodem tej radości był tekścik pt: "Wesoła k. Radości, ulica Dowcip 12" , w którym to tekście pan Andrus zajmuje się adresami, pod którymi znajdują się różne urzędy. Szczególną atencją obdarzył ZUS i Urząd Skarbowy. Adresy te są dość mocno kompatybilne w swej wymowie. Już na dzień dobry się osmarkałam!

"Zaczęło się od od reklamy: Hotel Orka, ul. Na Ugorze 7"  

"...Urząd Skarbowy w Gdańsku mieści się przy Rzeźnickiej, a przy Rzeźnickiej w Krakowie znajduje się Centrum Krwiodawstwa. W Stalowej Woli przy ulicy Niezłomnych jest Wytwórnia Wódek, Izba Wytrzeźwień w Krakowie na Rozrywki 1..."

"W Zielonej Górze ta sympatyczna instytucja (US) znajduje się na ulicy Pieniężnego 24, ale najładniej dobrano miejsce dla Urzędu Skarbowego w Limanowej-ul. Matki Boskiej Bolesnej 9"

Oddziały terenowe:

"...ale już w Suwałkach-Utrata 4b. Przebojem jest dla mnie adres ZUS-u w Zabrzu-ulica Szczęść Boże 18. I to się akurat zgadza. Zazwyczaj tyle mają do powiedzenia, kiedy się tam przychodzi po emeryturę".  

3.) 21 listopada obchodzimy Światowy Dzień Życzliwości. Czy i jak zamierzasz ten dzień uczcić? 

Szczerze powiedziawszy zapomniałam o tym Dniu:(
 
 4.) Jaka jest Twoja ulubiona anegdotka?

Mam dwie faworytki. Nie jestem w stanie ich przytoczyć w takiej formie, w jakiej krążą. Ino swymi słowy, ale trudno, mieć wszak wszystkiego nie można.

Pierwsza związana jest z Szymborską naszą kochaną. Anegdotkę tą usłyszałam po raz pierwszy w wykonaniu Bronisława Maja, jakże on ją sprzedawał! No, ale do rzeczy przejdźmy:

W czwartki (wzorem czwartków z historii znanych) towarzystwo w zwyczaju miało spotykać się na pogwarkach i jedzonku i padło w któryś czwartek na Wisławę. To ona miała za zadanie przygotować  spotkanie. No i przygotowała je jak trza, a jako, że gotowanie było jej czynnością dość mocno obcą przygotowała gar zupy dla gości. A w garze tym zupek w proszku (typu Knorr) do wyboru do koloru. Obok wazy postawiła czajnik z gorącą wodą. Każdy mógł wybrać sobie jedną zupkę, ewentualnie się raz wymienić. Towarzystwo zasiadło do konsumpcji i nagle Szymborska z rozpaczą w głosie rzekła:
-ojej wysypałam sobie zupę na sukienkę!

Druga anegdotka związana jest z Himilsbachem:
Janek dzielił pokój ze znanym poetą i znawcą antyku Mieczysławem Jastrunem. Panowie po wejściu do pomieszczenia, rozejrzeli się i nagle Himilsbach wypalił z kluczowym pytaniem:
-ustalmy: szczamy do umywalki czy nie?     

5.) Książka, którą powinno znać, każde dziecko polskie….

Jakoś się tak intuicyjnie wzdrygam przed zbitkiem słów dziecko/książka/powinno. Nie wiem. Wydaję mi się, że jeśli każde znaczy się tak naprawdę żadne. Poza tym żaden tytuł mi tak szczerze nie przychodzi do głowy.

6.) Jakich słów nadużywasz? 

 Strasznie ostatnio dużo klnę. Lubię słowo na k. Jest takie soczyste:) Tak wiem, że to niefajne jest.

7.) Życie jest zbyt krótkie, żeby...

...czytać kiepskie książki i oglądać kiepskie filmy. Tyle dobrego jest w tej materii do wciągnięcia.

8.) Odpowiedz Woodemu Allenowi: „Co zro­bisz, gdy ktoś ci przys­ta­wi nóż do szyi, a ty aku­rat dos­ta­niesz czkawki? 

 Odpowiedziałabym takimi słowy. Allena Allenem bym wzięła:)
"To nie tak, że boję się um­rzeć. Po pros­tu nie chciałabym być w pob­liżu, kiedy to się stanie". Lub jeśli byłby to mężczyzna, to zastosowałabym się do zasady, że "mężczyznę można "wy­kas­tro­wać" jed­nym zda­niem: Wolę, abyś był moim przy­jacielem niż kochankiem". Temu komuś opadłyby z wrażenia ręce wraz z nożem, a mi ze strachu zapewne przeszłaby czkawka:)

 9.) Idealny czytelnik to taki, który...?

...czyta?:) Żartuje. Idealny czytelnik, to taki czytelnik, który nie tylko czyta, ale i jest w posiadaniu wielu książek (szczególnie nowości), którymi się chętnie (ze mną) dzieli:))


10.) Ulubione miejsce w Polsce?

Gdańsk. Ogólnie Trójmiasto, ale Gdańsk jest mi szczególnie bliski. A najbliższa jest mi gdańska Oliwa. Na drugim miejscu plasuje się Kraków. Mało oryginalnie wiem:)
 
11.) Jakie są Twoje najlepsze sposoby na jesienną chandrę?

To proste. Kołderka lub kocyk=ciepło, mąż u boku, książka lub dobry film i brak obowiązków.Mąż w tym zestawie jest najmniej konieczny:) Sprawdza się także basen, ostatnio po przepłynięciu 25-ciu basenów osiągnęłam stan Zen. Rzecz jasna baseny te pykałam na tzw. leniwca, czyli, że wolniej się już przemieszczać nie da. Taki Zen można jedynie osiągnąć przy pustych torach, bo nic mnie tak nie doprowadza do szału jak konieczność pływania gęsiego:) Czasem sprawdza się joga, ale nie zawsze.
Dziękuje za uwagę. Ja nie typuje bo nie mam weny na wymyślanie pytań. Ale mam swoją ulubioną jedenastkę. Mam:)
Buziaczki!   

P.S szlag mnie trafia z tym blogiem. Samo pisanie to przyjemność, gorzej z umieszczeniem posta w wersji finalnej. To ta czynność doprowadza mnie do szału. Co chwila pojawiają się zmiany w czcionce w środku tekstu, niektóre zdania są podkreślone i nic nie pomaga odklikiwanie na pasku u góry! 
 

6 komentarzy:

  1. Ej, to, że nic nie dzieje się bez przyczyny to moje motto! ;-P
    Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że nadajemy na podobnych falach.

    Nie wiem, co się dzieje z publikowaniem, że takie hece Ci wychodzą, nawet jak piszesz jednolicie też tak jest?
    Mi natomiast jakoś ciężko się czyta dzisiaj te żółte litery na czekoladowym tle.
    Ale i tak lubię poczytać, wracaj wracaj, nie kryzysuj się, nooooo....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe odpowiedzi. A co do publikowania postów ... nawet nadzwyczaj cierpliwy człowiek ma dość często krwawą mgłę przed oczyma przy tej czynności ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Papryczko, muszę się pochwalić, że w sobotę podeszłam do egzaminu na prawko i zdałam!!! Czego i Tobie, wraz z poprawą nastroju, życzę :-) Szczęść Boże ;-))))) (WORDy też mogłyby być na takiej ulicy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło się pouśmiechać, gdy po pracy tyłek zmarznięty, łepetyna przewietrzona, aż pusta;) Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za odpowiedzi:) Pośmiałam się:) Anegdotki o obiadach czwartkowych Szymborskiej z zupkami z proszku nie znałam dotąd.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby ci się częściej wysypywała zawartość worka z anegdotkami, moja ryża ;)
    Pozdrawiam (i pisz częściej ;*)

    OdpowiedzUsuń