"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Pierwsze podsumowanie. Książki 2013 roku:)

Czas na coroczne podsumowanie. Na pierwszy strzał książki. Tu jest mi najprościej się określić, bowiem książki przeczytane odnotowuje w zakładce i oceniam na bieżąco. Nie ma co się rozpisywać. Przejdźmy do meritum.

Książek w roku 2013 przeczytałam sporo. Kilka nowości, ale większość to nie są świeżynki wydawnicze roku 2013. Nie jestem na bieżąco. Czasem bywam, ale rzadko i nie ma to dla mnie żadnego znaczenia:)
Cieszy mnie również fakt, że spełniłam mało postanowionko przeczytania przynajmniej jednej, własnej książki w miesiącu. Bywało różnie. W jednym miesiącu nie przeczytałam żadnej, za to w następnym więcej niż jedną. Dość, że zaliczyłam założoną liczbę 12 książek własnych.  Z małą nawiązką, bowiem było ich 15 sztuk. Radość na regale:)


Dużo książek przeczytanych (dużo to pojęcie względne) to i większe szansę na perełki i odkrycia literackie. Niektórych pisarzy spotkałam na swej drodze po raz pierwszy do innych wróciłam zachwyciwszy się nimi na nowo, niejako odkrywając ponownie. Ten rok był rokiem powieści. W zeszłych latach królował reportaż i biografia. W tym roku z radością wielką powróciłam na łono fikcji.
Zastanawiając się nad najważniejszymi tytułami najpierw postanowiłam, że postawię na pamięć, na pierwsze skojarzenie . W myśl zasady, że warte uwagi tytuły wyłonią się tak czy siak. I zapisałam ledwie kilka. Jak to? pomyślałam. Tylko tyle. Nie, nie, nie trzeba zajrzeć w zakładkowy kajet. Nie zapisałam kilku tytułów, pomimo tego, że kołatały mi się bezwładnie po szarych przypisane błędnie do poprzedniego roku. Jakież było moje zadziwienie, że jak to: to ja to czytałam już w 2013? Widać nie mogę ufać mej jak się okazało zawodnej pamięci. Skrzywdziłabym przynajmniej trzy bardzo ważne książki nie uwzględniając ich na wysokim miejscu w rankingu tych najlepszych i najbliższych sercu memu. Spisałam więc tytuły posiłkując się "kajetem" i jak to zwykle u mnie bywa kłopot z syntezą się uaktywnił. Wynotowałam aż 30 tytułów. No nie no bez przesady! Trzeba jakoś to ugryźć, zmielić jęzorem, posmakować i wypluć co trzeba. Nie żeby niesmaczne ale rozumiecie?:)
Obfitość- cieszyć się trzeba. Nie będę ograniczać się do konkretnej liczby, że najlepsza trójka złoto, srebro brąz, czy że szalejąc dziesiątka. Boleć będzie i uwierać, a ja jak boli i uwiera nie lubię.
A więc podział nastąpi na kategorie a kto wie może jak mnie ułańska fantazja poniesie i podkategorie. A co jak szaleć to szaleć (kto bogatemu zabroni jak mawiają chłopcy z Happysad hihi). Na pierwszy ogień pójdzie najliczniej odnotowana powieść.

POWIEŚĆ 

*podkategoria słowa, słowa, słowa

Jedno jest pewne za odkrycie literackie roku uznaję pana WITA SZOSTAKA i jego książkę "FUGA"


Na Szostaka trafiłam dzięki Pauli z Zasiedziska. Tak sugestywnie o książkach jego napisała, że nie mogłam nie posmakować. Zwłaszcza, że już kilka razy podążając tropem Pauli trafiłam pysznie. Na magazynowej półce znalazłam tylko ten tytuł. Wystarczyło sięgnąć i zacząć czytać (siedząc w magazynie nawet wypożyczać nie muszę-prawda, że raj?). Przeczytałam i wpadłam w świat tak cudnie wykreowany przez autora absolutnie. Nie jest to łatwa proza, nie fabuła stanowi o wartości książki a przede wszystkim niemożliwe bogaty i plastyczny język opowieści. Rany boskie jak ten facet piszę, jakie zdania buduje, jakże się po nich płynie (czasem i podtapia dyskretnie). W tekst się wsiąka powoli, nie że od razu. Trzeba się przestawić na dość skomplikowaną wielowątkową i wieloosobową opowieść. Ale warto! Po stokroć warto.
p.s w poniedziałek wybrałam się pierwszy raz po wielu miesiącach do obcej biblioteki (koledzy z pracy się głowy pukali), a ja poczułam, że bardzo już znowu pragnę przekroczyć progi biblioteki głównej). I upolowałam "Chochoły" Szostaka pierwszą część trylogii, której "Fuga" stanowi zakończenie. Radocha!:)

Podążając tropem ODKRYĆ muszę w tym roku odnotować ponowne odkrycie i ponowny zachwyt. Konsekwentnie kroczę ścieżką polską. Mowa o HUBERCIE KLIMKO-DOBRZANIECKIM. Jego "Rzeczy pierwsze" uwiodły mnie wcześniej. W tym roku zakochałam się w dwóch tytułach. Nie tych najnowszych. Bliżej mi do starszego Dobrzanieckiego.

"DOM RÓŻY/ KRYSUVIK" i "KOŁYSANKA DLA WISIELCA".


W obu niewielkich rozmiarów powieściach urzekł mnie podobnie jak u Szostaka język. Skondensowany, wciągający i uwodzący pięknem i bogactwem. Jasne, że fabuła także świetnie została poprowadzona, ale jeśli miałabym określić haczyk, na który się znów dałam (z radością złapać) to będzie to właśnie język powieści. Obie książki przeczytałam pod koniec roku. Grudzień sponsorowała proza Klimko-Dobrzanieckiego. Zakończyłam nowszą powieścią "Bornholm Bornholm", która rewelacyjna jest i owszem. ale jeśli miałabym wymienić te najważniejsze tytuły to byłyby to te z  początku twórczości autora. Za najsłabszy tytuł uznaję najnowsze dokonanie pana Huberta "Grecy umierają w domu.". Co by nie było będę śledzić jego poczynania.

O książce "MIĘDZY NAMI" CHRISA CLEAVE 


 Pisałam o niej u siebie (widać zrobiła na mnie ogromne wrażenie jeśli uruchomiłam się do napisania recenzji na moim dogorywającym blogu). To doświadczenie czytelnicze z początku roku. I już wtedy wiedziałam, że cokolwiek się zdarzy literacko w następnych miesiącach "Między nami" ma już zaklepane miejsce w pierwszej piątce przynajmniej. Wagi odkrycia nadawała także przypadkowość wyboru. Po prostu ją sobie wybrałam z półki bibliotecznej. Przyciągnęła mnie pomarańczowa, soczysta okładka. Zawartość okazała się nie mniej soczysta. Lubię takie przypadkowe i trzymając się jedzeniowej terminologii owocne (owocujące?) spotkania.

Wspomniałam o języku powieści, który potrafi uwieść, i który czasem staję się ważniejszy od samej fabuły. Nie mogę w tym kontekście nie wspomnieć o książce, która zawładnęła mną do szczętu. To także spotkanie z początku roku. Niełatwa to przeprawa, nieco pokręcona, unosząca się w odmętach lekkiego absurdu powieść (czasem traktowana jako kilkuodcinkowe opowiadanie). Mowa o fantastycznym "OCALENIU ATLANTYDY" ZYTY ORYSZN 


Nominowana do Nike, zdobyła Nagrodę Literacką Gdynia (yupi!) Po ten tytuł musiałam sięgnąć. Jak tylko pojawiła się w nowościach (śledziłam czy już jest) pobiegłam do biblioteki i rzuciłam się zachłannie. Tematyka najbliższa sercu. Ziemie Odzyskane, tułaczka, budowanie życia od nowa. Trudny czas powojenny. Spodziewałam się lekkiej, potoczystej obyczajówki umiejscowionej gdzieś w poniemieckiej kamienicy, w poniemieckim mieście...a tu taka niespodziewajka. Nie było lekko, ale to proza najwyższych lotów! Ciekawe spojrzenia na tamten czas.

Podobną tematykę wojenną i tuż powojenną. Trudne relację polsko-niemieckie porusza EWA KUJAWSKA w "DOMU MAŁGORZATY".


 Skusiło mnie najpierw wydawnictwo (Czarne), następnie temat. Zatopiłam się w historii dwóch kobiet w jednym domu z zadziwieniem, że oto znowu zupełnie przypadkiem trafiłam na perełkę. Niemka zasiedziała w domu z dziada pradziada i Polka, która przybyła na tereny przypadające po wojnie Polsce. Jeden dom, wspólny los, cały wachlarz emocji. Czasem wzajemnie się wykluczających. Przepiękna opowieść zarówno pod kątem fabularnym jak i językowym. Nie oczywista, nie dla każdego (koleżanka z pracy, której w zachwycie poleciłam ani trochę nie dała uwieść ani historii ani językowi-może jestem przez tematykę tak mi bliską nieobiektywna?). Nie ważne! Ja pozostaję w zachwycie i zaskoczeniu.

Muszę jeszcze wspomnieć o "SZOPCE" ZOŚKI PAPUŻANKI.


 O tym tytule było swego głośno na różnych blogach. Rozpisywać się nie będę (bo też gdzieś musi być koniec tej notki przecież, a my w polu!). Jeśli miałabym wskazać jakiś trop niezdecydowanym czy sięgnąć po ów tytuł czy nie to Bator. Oczywiście Papużanka to pisarka osobna, ale jakiś rys podobieństwa odnajduje w gęstości prozy i trudnej tematyce rodzinnej.

No i rzecz jasna "MORFINA" SZCZEPANA TWARDOCHA


No tu szał totalny nastąpił wszędzie. Na blogach, w mediach i w głowach czytelników. "Morfina" zdaję się być połączeniem języka z fabułą. Na równi stawiam te dwie wartości splatające się w powieść. Twardoch bawi się językiem i bawi się fabułą jak puzzlami. Mocno wciągająca jak narkotyk proza. Czytelnicza morfina uodparniająca na świat dookoła, jednocześnie boleśnie koncentrująca się na trudnym czasie powieści i perypetiach nieoczywistego bohatera. Słowem klasa!

Twardoch niechaj będzie pomostem prowadzącym do tytułów pociągających bardziej fabularnie niż językowo. Sprawnie napisanych rzecz jasna, ale tu złapałam się na wędkę dobrze poprowadzonej opowieści.

*Podkategoria: fabuła. 

Na pierwszym miejscu książka, która mną zawładnęła zupełnie. Nie mogłam przestać czytać! Czytałam siedząc, leżąc i idąc (a potem płacz, że to już!). Mowa o ZYGMUNCIE MIŁOSZEWSKIM i jego pierwszej powieści "DOMOFON"


W Miłoszewskiego uwikłałam się w zeszłym roku. Jam daleka od kryminałów, ale po pierwszym nader udanym spotkaniu zapragnęłam kolejnego.  Najnowszy "Bezcenny" Miłoszewskiego okazał się dużym rozczarowaniem więc z lekką obawą podeszłam do "Domofonu" zadzwoniłam i otworzyli (dopóki jeszcze mogli) mi mieszkańcy bloku, w którym rozgrywa się akcja uwaga horroru. Ostatni horror przeczytałam chyba w siódmej klasie-po bardzo intensywnym wciąganiu wszystkich wtedy dostępnych Kingów, Mastertonów i Smithów. I wow! zakrzyknęłam. To świetne, to rewelacyjne, ach czemuż się skończyło. Może jakoś specjalnie straszna to proza nie jest, elementy układanki charakterystyczne dla horroru rozpisane poprawnie acz można by się przyczepić za to cała warstwa obyczajowa rozpisana jest mistrzowsko!

Idąc dalej tropem zagadki i tajemnicy na wielką uwagę zasługuje (podobnie jak w zeszłym roku) MAŁGORZATA WARDA i jej "DZIEWCZYNKA, KTÓRA WIDZIAŁA ZBYT WIELE".


Mocne, rewelacyjnie napisane i wciągające. Wszystko to czego oczekuje od dobrej (niekoniecznie bardzo ambitnej prozy z rodziny Tomasza Manna) literatury.

Czystą przyjemność z czytania czerpałam również podczas obcowania "KONIEC PUNKA W HELSINKACH" JAROSLAVA RUDISA. 


Czeskie to czeskie. Co tu dużo mówić:) W ogóle pozostaje w zachwycie nad wydawnictwem Czeskie klimaty. Dobór tytułów i dbałość o estetyczną stronę książek jest niesamowity. Mam już na swojej półce 5 tytułów:)

Zaskoczyło mnie odkrycie zupełnie przypadkiem na półkach w magazynie (podczas realizacji zamówień) książki MARKA ŁAWRYNOWICZA i jego "ANIOŁA NA DZWONNICY".


Ucieszyłam się niezmiernie, bo byłam pewna, że już wszystko przeczytałam. Och jakże to było miłe, urocze spotkanie. To taka książka, z którą obcując ciągle się uśmiechasz.

Muszę jeszcze wspomnieć o trzech tytułach, które pomimo upływu czasu nadal kołaczą mi się w głowie.
"MELANCHOLIA SPRZECIWU" LASZLO KRASZNAHORKAI jest tak gęsta, duszna i bagnista, że nie można wyjść z narracji choćby się nawet bardzo chciało. Określić prozę autora o nazwisku nie do wymówienia (a cóż tu mówić o zapamiętaniu!) jednym słowem? Intensywna. Wraca do mnie co jakiś czas.  


Dwa następne tytuły pochodzą z tej samej serii WAB Nowy kanon i łączy je fakt, że nie jest to nowa proza. Raczej klasyki ale nie takie oczywiste. Takie wehikuły czasu zarówno w warstwie fabularnej jak i w nieco archaicznym języku. Uwodzi i trzyma mocno w garści.

"PTASZYNA" DEZO KOSZTOLANYI (ach te Węgry!) 

 
 

 "DZIEWCZYNA Z POCZTY" STEFAN ZWEIG







OPOWIADANIA:

ODKRYCIE:

JANUSZ RUDNICKI "ŚMIERĆ CZESKIEGO PSA"


Książka swoje odleżała. Dostałam ją kiedyś od taty i zapomniałam o niej. Co jakiś czas tytułowy pies (człowieko-pies gwoli ścisłości) na mnie zerkał groźnie i przymilnie mówił ahjo chyba po to by mnie do siebie zwabić. Aż w końcu przyszedł i na Rudnickiego czas. Zazwyczaj sięgam po opowiadania wtedy kiedy chcę coś poczytać na szybko przed snem na przykład i nie chcę zaczynać kolejnej powieści. No i tak też się stało w przypadku Rudnickiego. Chciałam tylko jedno opowiadanko, ale nie wyszło. Nie mogło się udać to oczywiste, bowiem na mojej drodze stanęły opowiadania trzymające za pysk. Już pierwsze tytułowe opowiadanie mnie powaliło. Dawno nie doświadczyłam takiej radości z odkrywania nieznanego mi autora. "Na wyciągu", które mnie dodatkowo ubawiło utwierdziło mnie w przekonaniu, że mamy do czynienia z najwyższą półką.  
 
"UCIEKINIERKA" ALICE MUNRO

  
Zanim sięgnęłam po starszy tom opowiadań jeszcze wtedy nie noblistki zapoznałam się z nowszą książką "Za kogo ty się uważasz" i nie wzbudziła ona mojego zachwytu. Może dlatego, że to nie były opowiadania. Na szczęście dałam Munro kolejną szansę i pochyliłam się nad tomem opowiadań "Uciekinierka" i zaskoczyło. Tak Munro jest mistrzynią krótkiej formy. Jej proza jest skondensowana, pełna i intrygująca. Potrafi z prostej fabuły o prostych ludziach stworzyć narracyjną perełkę.

"TĘSKNIĄC ZA KESSINGEREM" ETGAR KERET

  
Dużo w roku 2013 było Kereta. Kilka tomów opowiadań, ale to "Tęskniąc za Kessingerem" zrobił na mnie największe wrażenie. Opowiadania Kereta bywają często nierówne. Jeden tom opowiadań jest ciekawszy a w innym znajdą się góra dwa opowiadania godne uwagi. Zwycięski tom mieści w sobie kilka naprawdę genialnych opowieści. Takich co to łapią za gardło i puścić nie chcą, a obrazy się przewijają w głowie. To z "Tęskniąc za Kessingerem" pochodzi opowiadanie "Stłuc świnkę", które dla mnie jest majstersztykiem krótkiej formy. Już kiedyś na nie trafiłam i zachwyciłam. Teraz też. A "Sztuczka z kapelusza" to już jest totalny odlot. Dałam się zaskoczyć. Przeczytałam i nie wierzyłam, że takie opowiadanie istnieję.  Mam wrażenie, że proza Kereta jest tak specyficzna, że albo się ją kupuje albo nie. Ja jestem kupiona. Nie bezkrytyczna bo zdarzyło mi się czytać niektóre opowiadania z poczuciem lekkiego zażenowania niskim poziomem, ale lubię faceta. Lubię i tak:)

"KIESZONKOWY ATLAS KOBIET" SYLWIA CHUTNIK


To wprawdzie jest całość. Ale można Atlas potraktować jako zbiór kilku opowiadań oddzielnych. Nie wszystkie są dla mnie równie bliskie i równie dobre. Rozdział "ŁĄCZNICZKI"  natomiast to perełka! Musiałam przeczytać dwa razy. Dotychczas nie do końca byłam przekonana do Chutnik, ale po Łączniczkach chylę z zachwytem czoło nad talentem i wrażliwością pisarki.


REPORTAŻ

Reportażu w tym roku było najmniej, ale trafiło mi się parę perełek. Na podium zasługują trzy. W kolejności czytania to:

"IZRAEL JUŻ NIE FRUNIE" PAWŁA SMOLEŃSKIEGO


"MIEDZIANKA. HISTORIA ZNIKANIA" FILIPA SPRINGERA 


"CZARNOBYLSKA MODLITWA" SWIETŁANA ALEKSIEJEWICZ

  
Cała trójka jest rewelacyjna zarówno tematycznie jak pisarsko. Krótko mówiąc pierwsza reporterska liga. Ale to "Czarnobylska modlitwa" to dla mnie najważniejszy reportaż roku. Dawno słowo pisane nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia. Nie każdy udźwignie ten ciężar. Trzeba się przygotować na strzał między oczy. I nie należy ich zamykać.

HISTORIA 

Z książką "ZA ŻELAZNĄ KURTYNĄ. UJARZMIENIE EUROPY WSCHODNIEJ 1944-1956" ANNIE APPLEBAUM 


 jestem mocno związana emocjonalnie. Spędziłam z nią najwięcej czasu czytając wieczorami przed snem po jednym rozdziale. Wiedziałam, że autorka prześwietnego "Gułagu" wymaga powolnego smakowania. Pewnie "Za żelazną kurtyną" zrobiłaby na mnie jeszcze większe wrażenie gdybym nie przeczytała wcześniej kilku ważnych tytułów o podobnej tematyce ("Skrwawione ziemie" i "Wielka Trwoga"). Tak czy siak czas spędzony z tą książką to czas nie tylko przyjemny (czasem bolesny), ale przede wszystkim ważny. 

Poza kategorią! Bo Pilch to Pilch i niczego więcej mówić nie trzeba:)

"WIELE DEMONÓW" JERZEGO PILCHA. 

 
 I trafiło się kilka rozczarowań, ale po cóż o nich mówić kiedy można mówić o odkryciach i zachwytach:)

Dziękuje za uwagę i do zobaczenia przy okazji kolejnych podsumowań. Och jak ja to lubię!
 

9 komentarzy:

  1. Rudish-mniam, Papużanka-mniam, mniam, Twardoch-mniam, mniam, mniam. No to sobie pomlaskałam :)
    Aleksijewicz bardziej mnie poruszyła "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety". "miedziankę" też czytałam, podobała mi się, ale bez szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojny jeszcze nie czytałam, więc Czarnobylska jest moim pierwszym spotkaniem z Aleksijewicz i z pewnością nie ostatnim. Springer ma coś takiego w sposobie pisania co mnie porusza i rozczula. Przeczytałam przedwczoraj jego "Źle urodzone" i coraz bardziej go lubię.

      Usuń
    2. zapomniałam o mlasku dla mego ukochanego Rudnickiego-MLASK!!!!

      Usuń
  2. Polecam się na przyszłość :) A ja w końcu muszę przeczytać coś Klimko - Dobrzanieckiego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam Klimko-Dobrzanieckiego. Myślę, że przypasuje Tobie jego pisanie.

      Usuń
  3. Możemy przybić piątkę! ;-)
    Pilch górą!
    Niewiele z Twojego topu czytałam, ale pod "Domem Małgorzaty" i "Szopką' podpisuję się obiema rękami i jedną nogą ;-) ( drugą nie, bo bym się przewróciła, hihih), Ławrynowicza też chwalę, ale póki co tylko "Korytarz" czytałam.
    Kereta i Munro muszę spróbować coś.
    Dam jeszcze szansę Miłoszewskiemu, ale poczekać musi on trochę.
    Dezo Kosztolanyi jest dla mnie ważny z powodu pewnego wiersza, chętnie też kiedyś sięgnę po jego prozę.
    Jesteśmy podobne w tym, że lubimy książki, gdzie język, narracja, klimat są szczególne, nieraz ważniejsze od fabuły ;-)
    W muzycznych podsumowaniach pewnie będzie o Domowych Melodiach, prawda? Posłuchałam co nieco, niestety, nie przypadło mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Pilch jest naszym słoneczkiem:) O ile o "Szopce" slyszałam dużo zanim przeczytałam i wiedziałam czego się mniej więcej spodziewać, to Dom Małgorzaty był dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Bardzo polecam resztę Ławrynowicza. Jest niesamowity. Powieści mam wrażenie są nieco lżejsze od Korytarza. Kereta póki co przeczytałam wszystko (oprócz powieści), ale Munro jeszcze przede mną. Miłoszewskiemu trzeba dać szansę! Mam nadzieję, że wróci do wcześniejszej formy. Dwa dni temu wciągnęłam jego "Ziarno prawdy" i też jest to dobra książka (choć bliżej mi nieco do Uwikłania). Tak język jest dla mnie bardzo ważny, ale jestem też wyczulona na przerost formy nad treścią. Musi być mniej więcej równowaga w języku opowieści jak i w fabule.
      W muzycznych podsumowaniach muzycznych na pewno zagoszczą Domowe. Widziałam na fejsie notkę, że Ci nie podeszli. Oni są mocno specyficzni. Może to nie ten czas, a może nie i już:)
      Aa i na Ptaszynę Dezo Kosztolanyi (te ich nazwiska!) trafiłam dzięki naszemu słoneczku Pilchowi (bardzo polecał), że tak zamknę klamrą wypowiedź:)

      Usuń
    2. Możliwe, że nie ten czas z tymi Domowymi, możliwe, że spróbuję kiedy indziej.
      Tymczasem:
      Zawsze niech będzie słońce! ;-)
      Agnesto

      Usuń
  4. Czyli rok czytelniczo bardzo udany. Obszerne podsumowanie, widać, że to lubisz ;-).

    OdpowiedzUsuń