"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

środa, 26 października 2011

Skrzypek na dachu w Zielonej Górze, wymiana w second handzie, oraz łup nad łupy, czyli z czego bede zajadac posiłki:)

Dzisiejszej nocy zostałam morderczynią stworzenia bożego, które to stworzenie przyjęło postać pająka. Oglądałam sobie spokojnie film na Zone Europie, mąż za ścianą z cichutka pochrapywał, a ja kątem lewego oka przyuważyłam dreptającego środkiem pokoju w stronę odbiornika telewizyjnego pająka. Zasadniczo się pająków nie bojam, ale takich co to mają już zauważalny odwłok i takie grubsze odnóża, to już owszem nie czuje się w ich towarzystwie zbyt dobrze. Te takie z małymi odwłokami, co to mają długie odnóża (nazywam je pajęczakami) mi nie przeszkadzają. Jaki któryś uwiję sobie domek w łazience zostaje mu nadane imię (ostatnio był to Zbigniew) i jakoś koegzystujemy. 
Jego żywot kończy się kiedy przekroczy granice i zasiądzie w miejscu znajdującym się na wysokości moich oczu. Wtedy nasza wspólna koegzystencja się kończy. Bo co innego jak sobie taki Zbigniew wisi wysoko pod sufitem, a co innego jak siedzi nad wanną. O nie! nie. Do widzenia się z panem!:)
Ten wczorajszy nie był pajęczakiem, był rasowym pająkiem z wielką za przeproszeniem dupą i kończynami. Tak więc on zamarł w połowie pokoju i ja zamarłam na łóżku. Przez chwilę chciałam udać, że go nie ma (to bez sensu, bo co jutro?), potem przebiegła mi myśl lekka jak piórko, że może męża obudzę (jeszcze bardziej bez sensu, w dodatku nieludzki to czyn budzić człowieka w środku nocy, bo pająk). Koniec końców na paluszkach wstałam w celu udania się po buta, byle większy! więc but małżonka stał się narzędziem zbrodni. I moi drodzy nie znalazłam w sobie tyle odwagi, żeby stanąć nad nim (nad pająkiem) nie nad butem, pochylić się łuup!. Nie!:(
 Za to wykonałam rzut butem na odległość. Wydawało mi się, że był to rzut wyjątkowo celny. Zostawiłam jeszcze liścik do męża obok tego buta, żeby się bardzo nie dziwił i poszłam spać. 
Rano spóźniony do pracy mąż wtłoczył mnie w rolę tej co to robi półprzytomne, główkowo-napieprzające  kanapki, a sam postanowił zapoznać się z treścią listu. Oczekiwałam z napięciem na werdykt. 
Jest trup, czy nie ma?
Werdykt padł: nie ma ciała! Corpus delicti w postaci buta jest, ale ciała nie ma:(
A więc mi zwiał dziadyga! A taka byłam dumna z rzutu do celu. Przynajmniej nie jestem morderczynią!:)

Noo to teraz padła seria pytań pt: 
-czy pająki wchodzą na łóżka? odpowiedź męża: tak od razu do ucha, 
-czy przechodzą przez drzwi? mąż: nie, przechodzą przez ściany. Bardzo śmieszne! szalenie zabawne!

Rozkręcający się ból głowy przerwał mi te rozważania na temat umiejętności pajęczych, bo albo umrę, albo ponownie zapadnę w sen, co z takim bólem nie będzie  łatwe. Jakoś mi się to udało, obudziłam się z nieco mniejszym bólem ogłowienia, jednak zauważalnym. Ciśnienie? Nie no dziś? Why?
Po mieszkaniu przemieszczam się w butach, w razie gdyby dziki lokator się ujawnił, jednak większość czasu spędzam na rozłożonej wersalce, która jako ta tratwa daję mi schronienie. No ale kiedyś trzeba będzie z niej zejść. Nieprawdaż? 
Ano zejść trzeba będzie niewątpliwie, bo to dziś już! Dziś musical "Skrzypek na dachu" Teatru Żydowskiego będzie mnie bawił i smucił i mam nadzieję zachwycał. Wierze, że co jak co, ale Żydowski Teatr chyba wie co robi?
Chociaż głosy nie są za. Liczne głosy niestety! No nic udam, że o tym nie wiem. W razie czego będę sobie wyobrażać sceny z filmu:)

od kilku godzin w użyciu:)


Wczoraj natomiast nastąpił ciąg dalszy przygody z butami. Poszłam i te felerne buty oddałam. Pieniędzy nie dostałam, ale pani akurat dostała nowy towar i mogłam sobie pechowe kozaki wymienić na wybrane przez siebie towary. Dil uważam za udany. Sami popatrzcie:

Tak naprawdę to poszukiwałam krótkich botków (do kiecki), na zimę to one nie są, ale nie można mieć wszystkiego. Do tego torebka w identycznym kolorze!

plus


Uważam zakup za świetny!:) 
Ale to co zakupiłam chwilę wcześniej w sklepie za starociami (najchętniej wyniosłabym połowę sklepu!), to dopiero moim zdaniem ZAKUP! 
Weszłam tam tylko popatrzeć. Było bezpiecznie, bo na nic mnie tam nie było stać, ani na przecudnej urody gazetownik za 50zł (i tak tanio), ani na okrągły żyrandol, ani na stare radio za 100zł (cudne!). I już miałam wyjść zadowolona, że nic mnie tu nie korci (ten gazetownik!), bo korcić nie ma prawa, aż tu nagle już wychodząc kątem oka (znowu, tak bo ja mam jak mawia Kołaczkowska kąt oka) przyuważyłam talerze malowane. Więc je oglądam i...

pierwszy:

drugi:
coś mi świta, ale jeszcze nie łapie

trzeci:
ajajaj

czwarty:
noooo!

Przechodzę więc na tryb: targowanie i po chwili wychodzę z kompletem zapłaciwszy uprzednio całe 20zł!:)

Całość już w domku:)

Mogę sobie z tych talerzy zjeść kanapkę drżącą ręką, albo sobie powiesić na ścianie, bo one te talerze z malowidłami pana Spitzwega do tego są zdaję się stworzone:)

to chyba nie podróba:)

próba naścienna:)

Bardzo zadowolone z zakupów ze mnie dziewcze jest:) W ogóle nie powinnam wchodzić do miejsc, w których mój biedny portfel byłby zagrożony. Ale powiedzcie odpuścilibyście taki łup?

Z ostatniej chwili:
Od jutra znowu kilka dni fabriken, fabriken! Tym razem pudełka w kształcie kości (w ogóle co za makabryczny pomysł!) Tylko 4 tysiące, więc to tylko na kilka dni. Kasa potrzebna więc idę. Ale tym razem wszystkie nauczone doświadczeniem ustalimy wszystko zanim zasiądziemy do pracy:)
Cieszę się na spotkanie z dziewczętami. Poważnie!
Choć małżon mówi, że to będzie już inna ekipa:( Czyżby moje koleżanki nie poszły w ten układ?
Się jutro zobaczy. No nic uciekam papa

14 komentarzy:

  1. Zakupy jak zawsze świetne, szczególnie buty - jestem butocholiczką ;) A co do pająków ... na widok tego czegoś jestem histeryczko-sadystką, z krzykiem na ustach tak długo uderzam w miejsce gdzie było wielonożne coś, że nawet mokrej plamy nie ma :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śledzę Twoje perypetie obuwnicze i dobrze, że się udało z wymianą, ale talerze są przepiękne! Kocham starocie. Że u mnie takich sklepów nie ma! Może to i dobrze. Wrrrr...

    OdpowiedzUsuń
  3. papryczko, jako iż z tegoż samego miasta jesteśmy chyba, to polecam zajść na jedności do Saskiego;) Tam to dopiero skarby książkowe znaleźć można:) A koło Wenusa, w małej uliczce koło rektoratu jest prawdziwa skarbnica ciekawych ciuszków:)

    OdpowiedzUsuń
  4. a gdzież ten pchli targ się znajduje btw.

    OdpowiedzUsuń
  5. Papryczko, jak zaczęłam czytać o batalii z pająkiem to od razu automatycznie podniosłam stopy do góry... Brrr, jak ja nie cierpię pająków. Mam arachnofobię. Na Twoim miejscu narobiłabym takiego alarmu, że mąż by się zerwał w te pędy i ubił potwora, inaczej bym tam tkwiła przerażona trzęsąc się i krzycząc.
    Wymiana świetna, bluzeczka raczej nie w moim stylu tak na oko, ale botki i torebunia rewelacyjne. Jednak nic nie przebije zastawy stołowej. Byłoby niewybaczalne, gdybyś nie kupiła tych talerzy, zwłaszcza czwartego.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. TAKI JEST ŚWIAT-
    ja na widok takiego stwora idę bardziej w opcję: zamieram:) Buty fajne, wygodne i co najważniejsze oba w tym samym rozmiarze:)
    Pozdrawiam:)

    KSIAZKOWIEC-
    Też się cieszę niezmiernie. Teraz mogę nosić spódniczkę do tych kozaczków, bo jak się ma niby łydkę to takie dłuższe wyglądają źle:)A sklepy ze starociami uwielbiam, dlatego staram się je omijać jak najszerszym łukiem, jak widać nie zawsze skutecznie:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    ALEX-
    Witaj!!
    Jaki ten świat mały:)
    W saskim kiedyś bywałam częściej, ale teraz nie mogę tam wytrzymać dłużej niż minutę. Cóż z tego, że może i pośród półek się kryją prawdziwe perły, jeśli nie jestem w stanie się tam przedrzeć. Dostaję tam ataku klaustrofobii. Chyba, że się tam zmieniło, dawno bardzo nie byłam. Do antykwariatu chadzam na Chrobrego (pod filarami), gdzie nota znajduje się także ten sklep ze starociami (dokładnie zaraz obok salonu fryzjerskiego Viva. Mają go zlikwidować:(
    A ten second koło Wenusa czasem odwiedzam. Jednak moje ulubione są na Bankowej, oraz na Chopina (taki duży obok Duala).
    No to pogadali my o ciuszkach hihi.
    Pozdrawiam mocno!

    AGNESTO-
    Ja bym właśnie się tak zachowała na widok osy, pszczoły, bądź szerszenia. Pająki mnie tak nie przerażają, chyba, że takie naprawdę wielkie.
    Tak zastawa stołowa genialna. Gdybym jej nie kupiła wczoraj, to na pewno zrobiłabym to dzisiaj:)
    Pozdróweczka:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A jakie to są "półprzytomne, główkowo-napieprzające kanapki"? Bo ja też czasem robię i zastanawiam się czy takie ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że udało się wymienić buty, no bo jak jeden przeciez był zbyt duży to lipa, a tu taka udana wymiana :) I te talerze, ach cudnej urody i przecież toz to prawie za darmo. Udane zakupy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. OLEŃKA-
    No są:) Nie zaprzeczę.

    EVA SCRIBA-
    Mam nadzieję, że takie kanapki robisz z rzadka, bo to nie są fajne kanapki. To są kanapki pt: róbcie się cholery jedne szybciej, bo mi głowa zaraz odpadnie, a że oczy się także zamykają, to to nie są jakieś specjalnie wyszukane kanapeczki:)
    Pozdrawiam:)

    ANETA-
    Cieszę się także z zakupów. Wszystkich:)
    Pozdróweczka!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nooo moja droga, Ty się teraz miej na baczności, bo to bydlę gdzieś się czai...A widziałaś Ty tę reklamę z pająkiem, co to chłopakiem wywija na wszystkie strony? Nie, no ja Cię nie chcę straszyć...
    Aleś Babo miała szczęście! Te buciki są boooskie, mam podobne, też w tym kolorze, tylko nie są tak marszczone z przodu. Torebeczka też piękna.
    A te talerze....no zmiotło mnie- uwielbiam takie rzeczy. Też nie mogę wchodzić do takich sklepów. Ale czasami jeżdżę na targ staroci, zawsze z mocnym postanowieniem, że ja tylko idę pooglądać, oko nacieszyć...Tiaaaa
    A zrobisz zdjęcie tych makabrycznych pudełek?

    OdpowiedzUsuń
  11. MAG-
    Dziadyga gdzieś pewnie siedzi i ślepiami błyska. Mój mąż się bardzo ucieszył, że go nie obudziłam, bo właśnie przypuszczał, że skończyłby jak ten facet z reklamy. A jakby tak rypnął o ścianę to mogłoby to grozić zawaleniem bloku:)
    No buciki boskie, zadebiutowały wczoraj do kiecki. Ja tylko takie botki mogę nosić do spódnicy, bo w dłuższych kozakach to nie bardzo, nie bardzo:)
    A starocie też uwielbiam, ale bardziej takie dizajnerskie niż faktyczne sprzed wieków:)
    Zrobię zdjęcia pudełkom, zrobię:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Toż to pomioty diabelskie a nie stworzenia boskie. Tępienie pająków to moja specjalność.

    OdpowiedzUsuń