"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci sprzedane! Wyprawa do miasta W, oraz koncertowe swietowanie:)

Sobota dwa dni temu była bardzo intensywną sobotą i trwała dłużej niż wcześniejsze soboty. Długość trwania tej ostatniej soboty roozciąąągnęęła się na wiele godzin. A rozciągnęła się tak nieprzyzwoicie bo rozpoczęła się o godzinie bagatela 4.30 rano. Zapytacie po co rozpoczynać dzień zwany sobotą o takiej barbarzyńskiej porze? Czekała nas podróż do miasta W. 


Wersja dla niecierpliwych w skrócie telegraficznym w pierwszej części mowa będzie o:
1)dom sprzedany, było trochę stresu,
2)czekają nas jeszcze dwie takie wyprawy,
3)kawa u nowych właścicieli zaliczona,
4)przejdź do fragmentu oznaczonej gwiazdką *

Pamiętacie, w którymś z postów marudzących wspominałam Wam, że odziedziczyłam w spadku dom po babci. Nie jestem jedyną spadkobierczynią i sprawa właśnie przez tą drugą stronę warszawską (tą drugą stronę będziemy nazywać warszawiakami) i przez nieudolność i ignorancję pana od nieruchomości ciągnęła się wiele miesięcy ( tak naprawdę to lat, ale to już z innych przyczyn).
Pamiętacie pisałam Wam rozżalona, że przez tą spadkową zwłokę przepadła nam wycieczka do znajomych na Gibraltar. To miała być nasza podróż życia. No ale nie o to, nie oto przecież!
Ostatnia sprawa sądowa odbyła się pod koniec listopada i właśnie w tą sobotę 10.12 wyprawiliśmy się do miasta W w celu podpisania umowy sprzedaży domu:)
Ale żeby nie było tak pięknie, to wyrok tej ostatniej sprawy uprawomocni się dopiero we wtorek. Młodzi (bo tak nazywamy małżeństwo kupców Ona lat 26, on lat 25-dlatego młodzi) nie mogli już dłużej czeka, a konkretnie bank się już bardzo niecierpliwił. Dlatego też musieliśmy pojechać już w ten weekend. Czekają nas jeszcze dwie wyprawy.Jest to nam bardzo nie na rękę, ale nie mamy na to wpływu. Możemy tylko „”podziękować” warszawiakom, że tak schrzanili sprawę robiąc ją po swojemu. Ehh. No ale miało być pozytywnie bo przecież dom sprzedany i do radości jest powód.

 Spotkaliśmy się wszyscy w wąskiej poczekalni kancelarii notarialnej w mieście T, spoglądając na siebie trwożnie nawzajem, nie wierząc, że to się dzieję naprawdę, że spawa znajduje swój pomyślny finał. Każde z nas z osobna miało przekonanie, że to się udać nie może, że zaraz coś... każde pojawienie się pani notariusz po dokumenty przyprawiał nas o małe palpitację serca, że zaraz coś wyjdzie, dokumentu braknie...no i tak się stało kochani. 
W stosie moich papierów pełnomocnictw, wyroków sądowych zabrakło jednego oryginału. Dwa wesołe ksera są, ale gdzie oryginał? Na szczęście pani notariusz okazała się mieć serce ksero dokumentu warunkowo przyjęła (oryginał jest pewnie u warszawiaków) wierząc nam na słowo, że zostanie jak najszybciej jej dosłany. Długi akt notarialny odczytany trzy podpisy pod nim złożone, dom jest własnością Młodych! HURRA!!!


*Wersja dla niecierpliwych część druga, w którym mowa będzie:
1) o toaletce z lat 50-tych,
2) o niezabraniu szafki nocnej i kwietniczka i smutku z tym związanym,
3) zdjęcie toaletki,
4) wyjaśnienie dlaczego kupcy zdecydowali się na dom,
5) zdjęcia mieszkańców domu w mieście W na ulicy Z.

Wracamy z miasta T do miejsca docelowego miasta W obejrzeć jeszcze sprzedany dom, no i zabrać stamtąd toaletkę. Nie pamiętam czy wspominałam o toaletce? 
Takiej z lat 50-tych co jest razem w komplecie sypialnianym. Wielkie łoże małżeńskie, trzydrzwiowa szafa, okrągły stół i szafki nocne. Klasyk tamtych lat. Najchętniej zabrałabym całość, a już na pewno szafę. Taka szafa pomieści świat cały. Problem w tym, że moja sypialnia nie zmieści szafy. Na takie cuda trzeba mieć sypialnie wielkości mieszkania. Zabrałam więc tylko toaletkę. Czekała na mnie od marca, wtedy też spotkaliśmy się z Młodymi po raz pierwszy w celu podpisania umowy przedwstępnej.
 Mąż mój zaparł się, że toaletkę zabierzemy następnym razem za 2-3 tygodnie. Taki był plan! I nikomu z nas nie przyszło do głowy, że przez czyjeś niedopatrzenie data majowa ustalona jako data podpisania ostatecznej umowy (dokładnie rocznica śmierci babci) zamieni się w datę grudniową. Prawie dwie pory roku minęły w tak zwanym międzyczasie.

Wtedy w marcu pozwoliłam cioci opiekującej się domem oddać wszystkie meble oprócz toaletki. Kto pomyślał, że między pobytami minie 9 miesięcy i że jeszcze tych słów pożałuje. Zapomniałam o tym co kiedyś powiedziałam i w głowie urodził mi się pomysł na sypialnie. Chciałam zabrać jedną nocną szafkę, wyszlifować ją i pomalować np. na kolor czerwony i taki kwietnik na wysokich nogach zabrać chciałam. Po odnowieniu stanowiłby ciekawy element dekoratorski sypialni.
 Nie zabrałam ani szafeczki ani kwietniczka. Dom okazał idealnie ogołocony z mebli:( Ale mi się jest przykro!! Jestem teraz niewolnikiem wizji pokoju bez możliwości realizacji:( Może ktoś ma na stanie na strychu taką szafkę nocną z lat 50-tych.
 Na pewno wiecie o jaką mi chodzi:) Tak mi się wkręciła wizja takiej a nie innej sypialni, że jestem skłonna nawet gdzieś kupić taką szafkę (kwietniczka nie znajdę, to był unikat), ale już widzę minę męża. Przytargać za darmo, to jeszcze, ale płacić za stare graty? Odpowiedź jest jedna: WYKLUCZONE! I ot problem hihi.

Ale nie ma co opowiadać o rzeczach, których nie ma. Przedstawiam Wam mój nowy mebel. Oto toaletka. Lustro zostało przez nas wyłamane.

na goło:)


toaletka lekko udomowiona:)

 Mebel ma 50 lat i prawie w ogóle nie jest zniszczony. Nigdzie nie ma żadnych braków, tylko blat troszkę zużyty. I jest prawie zdrowa. Z tyłu mieszka tylko kilka korników. Dosłownie dziurki od nich można policzyć na palcach u rąk i nóg. Wyobrażacie sobie współczesne meble za 50 lat?

Jak na mój gust toaletka jest trochę za ciemna. Sprawia wrażenie ciężkiej i smutnej. Mogę ją zostawić taką jaka jest (tylko wytłuc korniki), mogę ją lekko zeszlifować żeby się stała o ton jaśniejsza, albo ją w ogóle przemalować. Póki co stoi w pokoju, docelowe miejsce musi się dopiero zrobić.
Wcześniej wtedy w marcu zabrałam jednak jedną rzecz. Kuchenny mebel piękny.


wystarczyło tylko ją pomalować:) Talerzyk nosi datę 1926.

Zdjęcia sprzedanego domu nie mam, zapomniałam cyknąć fotę. Będzie jeszcze okazja w końcu czekają nas jeszcze dwie wyprawy. Cieszę się, że mieszkać będą w nim właśnie Młodzi. Przez te kilka miesięcy kontaktów telefonicznych i wspólnej niedoli się bardzo polubiliśmy. A po podpisaniu papierów siedząc u nich na kawie nie mogliśmy się nagadać. Już jesteśmy zaproszeni w lipcu do nowego domu na parapetówkę:) Czekali tyle miesięcy! Młoda już była bliska rezygnacji, ale Młody wiedział co robi. Nikt inny by nie połasił się na taki dom do tak dużego remontu, ale Młody jest budowlańcem, ma własną firmę i tym samym pieniędzy trzeba tylko na materiały i wcale nie ma tam tak dużo do roboty. Wbrew pozorom nie jest tam aż tak źle. Więc Młodzi kupili dom niemalże w cenie gruntu. Tym sposobem 120 metrowy, dwupiętrowy dom ze strychem, piwnicą, werandą podwórzem i przylegającą dodatkową działką, postawiony na przedwojennych, mocnych fundamentach mają prawie za darmo! Ile on ma lat ten dom? Na pewno w 1945 roku kiedy mój dziadek w nim zamieszkał już stał. Mocne poniemieckie mury.
Dom po śmierci babci stał kilka lat. Sprawy się ciągnęły i ciągnęły. A i ja jakoś specjalnie nie chciałam tam jeździć. Dom niszczał, cena malała. Staram się nie myśleć ile miałabym pieniędzy na koncie gdybym się wcześniej za to zabrała, musiałabym pluć sobie ciągle w brodę, a to niewygodne tak chodzić po świecie oplutym:) Staram się cieszyć z tego co mam. Dużo tego po podziale nie ma , ale zawsze coś!
Kończąc historię pewnej soboty dodam tylko, że o 22.30 byliśmy już w domku. Przepodróżowaliśmy w obie strony prawie 600km:)

Nie mam zdjęć domu, ale mam zdjęcia jej mieszkańców. Proszę bardzo. Wewnętrznie pogodziłam się z babcią, do której byłam przez lata wysyłana na wakacje. Dla mnie był to koszmar, przykry obowiązek. To nie była ciepła babcia opowiadająca bajki, ale teraz jak już jestem dorosła ją rozumiem i tymi zdjęciami chcę jej oddać pamięć:)


Babcia Wandzia to ta pani siedząca na murku. Brak daty niestety:(
Babcia Wandzia w objęciach. Czyich nie wiem, bo to nie jest mój dziadek. To już pozostanie tajemnicą.
Podwieczorek. Gdzie, z kim? nie wiem. Babcia sobie stoi:)
Obrazek rodzinny: od góry babcia, dziadek, mój wujek, niżej ten sam zestaw plus moja mama malutka, niżej nieco starsi wszyscy. Z boku znów trochę więksi:)
Rodzeństwo plus miś:)
Na dole po lewej w roli głównej moja mama:) To zdjęcie jest troszkę przerażające. Nie wiem czemu ale wieje grozą:)
I na koniec zdjęcie w świątecznym klimacie. Mama wujek i GWIAZDOR! koszmarny Gwiazdor. Mama wygląda na lekko przestraszoną. Ja się wcale nie dziwie!!
Zdjęcia aktualnego nie mam, ale proszę bardzo zdjęcie sierpień 82. Z babcią na podwórzu.


*************************************************************************
A teraz nagła zmiana tematu:)
Wczoraj w ramach uczczenia sukcesu udaliśmy się wraz z małżonkiem na koncert z cyklu Punky Reggae Live. Zielonogórski "Jakoś to będzie" z Irkiem Wereńskim z Kultu na basie, Ga-Ga, Zielone Żabki, Raggafaya i Farben Lehre:)
Ja poszłam tam szczególnie na Ga Ga i Zielone Żabki powspominać stare czasy punkowe. Wzruszeń było kilka, choć jak na mój gust to w tych nowych numerach za mało punk rocka w punk rocku. Stałam sobie bezpiecznie na balkonie i przy tych starych numerach z 93 czy 94 roku wymachiwałam piąstką i darłam się wniebogłosy (szkoda, że tak mało było tych naprawdę starych piosenek). Wyglądało to dość śmiesznie. Ja w sukience-szmizjerce, fioletowych kozaczkach, w sweterku i z małą także fioletową torebunią śpiewam i macham piąstkami. Kilka par oczu mi się przyglądało, widać proces sklejania tych dwóch obrazków trwał, ale już po chwili byłam w bandzie hihi. Jest w sukience i w kozaczkach, ale to swój człowiek jest!:) A jakże! Już od lat słucham zupełnie innych dźwięków, spotykam się z innymi ludźmi, ale nigdzie nie czuję się tak adekwatnie jak na koncercie punkowym. Co korzenie,to korzenie!:))
Po Zielonych na scenie pojawił się świeży zespół, znany co poniektórym z telewizorka. Mowa o Raggafaya.


Tak się akurat składa, że to zdjęcie z wczoraj. Klub 4 Róże dla Lucienne:)

 Się tłumek uwijał na scenie. Dobra energia, profesjonalni młodzi muzycy, do tego przesympatyczni! Mieszanka reggae, ska i niestety wynalazków typu ragga czy dancehal. Kiedy wokalista krzyczał, że mamy zrobić hałas i machać razem rękami targetem się nie czułam, ale jak dla wszystkich starszych roczników zagrali (rewelacyjnie!) numer Manu Chao pokochałam ich z miejsca.


Tutaj oryginał Manu Chao. Wykonanie chłopaków z Raggafaya się nie różniło bardzo od Manu:)

 Najbardziej zaskoczył mnie drugi ciemnoskóry wokalista. Cóż za energia, zwierze sceniczne! Perkusista Mikołaj równie dobrze jak z grą na bębnach radził sobie z prowadzeniem przez cały koncert trwający ponad 4 godziny konferansjerki. No i śpiewający (świetnie) klawiszowiec. Dobry koncert. Brakuje tam jeszcze dęciaków. Trąbka i puzon i byłby dźwiękowy komplet. No i trochę więcej czystego Reggae a mniej tych muzycznych wynalazków chłopaki:)
Koncert Farben Lehre, który obchodził 25-lecie istnienia spędziłam już na zapleczu razem z zespołem Raggafaya. Zdziwicie się jeśli Wam powiem, że prywatnie to też są fajne chłopaki? No chyba nie:)
Ten koncert przekładano 2 razy. Za pierwszym razem robiłam w pudełkowni i nie uśmiechało mi się w niedziele iść na koncert. Drugi raz to samo. Do tego doskwierał nam bardzo brak pieniędzy. I tak się właśnie miało stać, że miał się ten koncert odbyć właśnie wczoraj. Mogliśmy iść na niego razem i świętować:)

Uciekam oglądać Wielki Test z Historii. Póki co rozłożyłam się na Poziomkach:)

4 komentarze:

  1. też mam taki kwietnik po babci, którego będę żałować całe życie. Został w Siedlcach, a wszystkie meble pojechały nad morze, czekać na transport do Irlandii. Kwietnik już nie dojechał do mebli, meble wyjechały i jużnigdy nie będę miała szansy go tu przetransportować. Pocieszam się, że jest u przyjaciół. Mam nadzieję, że go nie wyrzucili. Był piękny, stary, poniemiecki, bo babcia mieszkała w kamienicy na ziemiach odzyskanych w Koszalinie w takim mieszkaniu właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie tej toaletce z książkami. Dokładnie przeczytam jutro, bo duuuzo tego :-)
    Zapomniałam o teście, buuuuu ;-(

    OdpowiedzUsuń
  3. KASIA. EIRE-
    No nie mogę odżałować tych mebli. Pocieszam się tylko (choć to kiepskie pocieszenie), że ten kwietnik to bardzo zniszczony był. Wtedy w marcu mu się nie przyglądałam. Być może i tak bym go nie mogła zabrać. Ale on miał takie wysokie trzy nogi! Ja już to widzę jak odmalowany (na niebiesko, bo sypialnia ma być niebiesko-czerwona)stoi w rogu pokoju, a na blacie wielki okrągły wazon aaa. Wizjo a kysz!:)

    AGNESTO-
    No trochę tego dużo, ale wiesz jak to ze mną jest jak już dostane słowotoku hihi.
    Test z Historii dziś będzie powtarzany na Polonii o 20.25 także jeszcze możesz zaległości nadrobić:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rychło w czas przeczytałam o tej powtórce ;-/

    OdpowiedzUsuń