"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

środa, 18 kwietnia 2012

O tym jak mąż zadbał o mój czas wolny:))

Kochani moi:)
Dziś opowiem Wam jak to mój mąż zadbał o mój czas wolny, żebym się czasem zbytnio nie nudziła. 

Od wielu lat małżonek szanowny marzy o zrobieniu prawa jazdy na motor. O motorze rzecz jasna także sobie marzy, ale po ciuchutku. Brak funduszy na ów maszynę i jakiegokolwiek miejsca by ów rzecz przechowywać staram się przemilczywać (jest takie słowo?). Zawczasu uodparniam także serce, bo przecież jak już kiedyś zacznie tym motorem się przemieszczać, to ono (to serce) będzie miało czas niespokojny. Ale póki co chillout. 
Ja natomiast co jakiś czas coś tam przebąkuje o zrobieniu prawa jazdy na samochodek. Nie mam parcia specjalnie, bo i nie widzę potrzeby przemieszczania się tym środkiem lokomocji. Wystarczają mi dwa kółka, albo dwie kończyny dolne. Ta myśl i chęć zdobycia nowej umiejętności (dawno niczego nie zdobywałam) majaczy się gdzieś w odległych partiach mózgu. Jednak ostatnio (dwa dni temu) kiedy mój mąż po raz kolejny pokazał mi na drodze autko typu kombi, na które moglibyśmy zamienić naszą Fordzice także typu kombi (chcemy małe autko, co mniej żre, ale jak widać mojego małżona ciągnie do tych większych) ja w akcie desperacji zakrzyknęłam:
-no jak będziemy mieli taką wielką krowę, to ja nigdy nie zrobie prawa jazdy. Tym się nie da zaparkować!

Nooo i wczoraj mój mąż, w okolicy godziny 14.00 zakomunikował, że zapisał nas na kurs prawa jazdy!! Siebie na motórr, mnie na samochodek! Kurs zaczyna się dziś (czyli wczoraj) o 17.00!
I wiecie co? nawet mi powieka specjalnie nie drgnęła:)) Poszliśmy nic nie wiedząć ile trwa kurs, ile godzin i się okazało, że już były dwa zajęcia, że to taki kurs błyskawiczny. Codziennie po 3h (17-20) w następny wtorek egzamin wewnętrzny! Ała!



Pan wyrzucał z siebie słowa z szybkością karabinu, omawiał znak za znakiem, a ja dzielnie robiłam notatki (mąż miał ubaw). Mała grupa z tego tylko dwie osoby świeżynki, reszta to motory i ciężarówki.
W drugiej godzinie zaczął mi siadać kręgosłup, nogi  i głowa, ale trwałam dzielnie na posterunku w pierwszej ławce. 
Trzeba Wam wiedzieć, że gdyby nie mąż nie zdecydowałabym się na kurs jeszcze dłuuuugo, a już na pewno nie w tym tygodniu kiedy to w pracy przenosimy książki z półki na półki, i przez cały dzień biegam po drabinach i dźwigam ciężary  (i nie mam możliwości jak to bywało wcześniej posiedzieć i się zwyczajnie ze znakami zaznajomić) i wierzcie mi ostatnia rzecz o jakiej marzę po takim dniu pracy, to spędzić kolejne 3h w bezruchu, w zamknięciu!! A do tego to jest tydzień pt: "i sobota także w pracy". Jednak traf chciał, że akurat jest to tydzień, kiedy ja mam zmianę do 16, w przyszłym tygodniu nie byłoby takiej możliwości. Czyżby znak od opatrzności? Niespecjalnie to jest dobry czas, bo taki zamęt w pracy będzie trwał przez jakiś dłuższy, może nawet kilkumiesięczny okres. Zawirowania przeprowadzkowe. I tak jak wcześniej mogłabym siedzieć i uczyć do przyszłych egzaminów, tak teraz ni cholery się nie da. Dejm! 
Trudno. Nic mi się nie stanie jak przez chwilę będę kobietą faktycznie zapracowaną hihi

NO! TRZEBA IŚĆ ZA CIOSEM! wiem, że jeśli teraz nie podejmę próby, nie podejmę wyzwania, to już tego nie zrobię. Ja już znam siebie i jak widać mój ukochany także jest biegły w tej materii:)
Na koniec dodam jeszcze, że ja sobie siebie nie wyobrażam za kółkiem hihi. CIEMNOŚĆ! ciemność widzę!:)) A siebie w sytuacji egzaminacyjnej to już w ogóle nie widzę. Rany julek!:)

Wiecie co? Kocham mojego męża, fajny z niego chłop!:)) aaa dodatkowo dostaliśmy rabat, jako, że hurtowo się uczymy, a poza tym to dobry znajomy męża i już wiem, że na placu manewrowym mogę nawet zamieszkać jeśli zajdzie taka potrzeba (a czuję, że i owszem zajdzie hihi)

Jesteśmy po kolejnym 3h praniu mózgu. Dziś dalszy ciąg znaków i powtórka ze skrzyżowań,  o których już trochę było na pierwszych lekcjach. Krótkie przypomnienie zasad i ćwiczenia i zgaduj zgadula kto ma pierwszeństwo. I pan się mnie pyta! Ale wiecie co, skrzyżowania są fajne, bo logiczne:)
Mam już kilka ulubionych znaków drogowych hihi. Lubię znak zakaz postoju, na równi ze znakiem zatrzymywania i postoju, oraz ustąp pierwszeństwa i znak pierwszeństwa. AAA i taki jeszcze o lubię!




P.S chyba jest sprzyjająca faza księżyca i faza cyklu, bo w ogóle nie jest mi źle. Hihi zobaczymy jaka będzie moja kondycja psycho-fizyczna i podejście do "sprawy" w pełni i w czasookresie HA!
P.S 2. Muszę się kłaść, bo mi zaraz plecy strzelą!


Dorbanoc jak mawia mój chłop:))

14 komentarzy:

  1. Gratuluję i powodzenia życzę.
    Tak się tylko zastanawiam, czy taki kurs błyskawiczny to jest dobry dla początkującego totalnie... bo jak już ktoś ma "zwykłe" prawko, czyli kat. B i robi C czy inną literę na motory i inne potwory, to zupełnie inna sprawa, bo generalnie umie, tylko szczegóły dopracowuje...
    Tak czy siak, gratuluję odwagi, mnie by wołami nie zaciągnął na kurs, kategorycznie odmawiam.
    Pozdrawiam Was oboje, Kermita i Szczura też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja tak sobie właśnie myślę, że to jest lekki hardcore we wtorek pójść na pierwsze zajęcia i tydzień później zdawać egzamin wewnętrzny. Ale mam luz. Poczucie spokoju daję mi fakt, że ja się nie muszę nigdzie spieszyć z tym prawkiem, a przede wszystkim ja nie muszę robić, bo ktoś mi każe, albo bo muszę do pracy. Ja robię tak po prostu dla siebie. To jest faaajne!:)

      Usuń
  2. Ja też robię prawko, tylko mnie żona terroryzowała:) Na kursie pierwszy raz poczułem się staro, gdy instruktor zapytał mnie czy ostatnie 10 lat przeleżałem pod lodem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi a a propo czego tak do Ciebie powiedział? Ja mam bardzo małą grupkę. Właściwie świeżynki to tylko 3 osoby, w tym chłopak bardzo młody i my dwie panie w "starszym" wieku:) Na jakim etapie jesteś? bo ja dziś pierwszy raz zobaczyłam testy:))

      Usuń
    2. Nie często miał styczność z kursantami w moim wieku zazwyczaj to 18 - 20 latkowie:)Ja już jestem po egzaminie teoretycznym, a w przyszłym tygodniu czeka mnie praktyka.

      Usuń
  3. Życzę powodzenia! Też się zastanawiam czy kurs błyskawiczny jest dobry dla początkującego. Pamietam, że ja potrzebowałam trochę czasu by te wszystkie znaki i przepisy wbić sobie do głowy. Ale ja w ogóle mam tak, że wolę powoli, na spokojnie. Szybkość mnie przeraża;> Choć nie powiem, czasem mobilizuje do wzięcia się w garść. Np wolę mieć więcej roboty i to takiej "na wczoraj", wtedy mam zapał do pracy/bo muszę/;) A jak mam mniej roboty i to takiej 'może poczekać" to wyłazi ze mnie leń i robię się taka rozmemłana;)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zasadniczo też wolę na spokojnie na chilloucie, ale mam duży opór wewnętrzny przed zmianami, przed wysiłkiem i wiem, że jakbym miała dojrzewać pomału do tej decyzji, to zawsze coś stałoby na przeszkodzie. A to faza księżyca nie ta, a to pogoda...ja sobie nie nakładam stresów, bo po co! A tak decyzja zapadła poza mną, a mi z tym dobrze. A tym robieniem na ostatnią chwilę, bo mobilizacja i wyjścia już nie ma mam identycznie:)
      Pozdrówka od roślinki:)

      Usuń
  4. Powodzenia! :) Po stokroć! Mam nadzieję, że się uda za pierwszym razem. Ja miałam podejść 4, ale cieszę się, że byłam konsekwentna :) Warto, warto :)
    Chociaż dziś jak otrzymałam pierwszy mandat opiewający na 100 zł i 4 pkt. to trochę żałuję...;)

    serdeczności i jeszcze raz - wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj mandacik. No ładne rzeczy!:))
      Nie nastawiam się specjalnie na pierwszy raz:) Dookoła mnie dwie koleżanki zdały jedna za pierwszym, druga za drugim i staram się o tym nie myśleć żeby się nie porównywać. Pocieszają mnie więc Twoje cztery podejścia, i myślę o jeszcze innej koleżance co to podejść miała 9! Umiała jeździć, ale stres ją zjadał.
      Będzie dobrze!

      Usuń
  5. Nie bój nic! Jak ja dałam radę, to każdy da:) Zdałam za 6-tym razem, nie umiem jeździć, a gdybym miała samochód, to tylko citroena 2cv, którego ustroiłabym jak hinduską taksówkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubawiłaś mnie tą hinduską taksówką i bardzo mnie pociesza myśl, że gdzieś w odległej części naszego pięknego kraju jeździ sobie taka Agatka, co to jeździć nie umie:)) Twoje 6 razy także mnie trzymają w pionie hihi

      Usuń
    2. Na razie nikogo nie przejechałam;) W każdym razie jeżdżę jak ślimak i nie przekraczam przepisowej pięćdziesiątki.

      Usuń
  6. o przyjm me wyrazy podziwu! ja też nie mam prawka, ale ja naprawdę sobie siebie nie wyobrażam za kółkiem. jak w ogóle można ogarnąć taką maszyne? jak ja nie ogarniam suszarki do włosów,a co dopiero taką kolumbrynę! trzymam kciuki za Ciebie i Twój kręgosłup :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nice post. Ӏ wаs checking continuously this blog and
    I am imρresѕеd! Very useful info specially the last part :)
    I care for such іnformаtion much. I was seeκing this certain
    info for a very long time. Thank you аnd bеst of luсk.


    Visit my ѕite; GSA Captcha breaker trial

    OdpowiedzUsuń