"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

piątek, 24 sierpnia 2012

Odliczanie zakończone. Urlop uważam za rozpoczęty, ale...

Obrazek ten z Przekroju bodajże z 67 roku dedykuje wszystkim tym, którzy spędzali, bądź spędzać będą urlop/wakacje nad naszym polskim morzem:) Pierwszy raz od lat nie interesuje mnie pogoda na najbliższe dwa tygodnie. Nie ma nerwowego śledzenia prognoz długoterminowych i tych krótkoterminowych. Cóż za komfort nie przejmować się pogodą.
Od dwóch miesięcy żyłam tym wyjazdem. Każdy dzień w pracy rozpoczynałam rytualnie od przesuwania małego kwadracika w kalendarzu. Najpierw były dwa miesiące do urlopu, potem miesiąc, dwa tygodnie, tydzień i już! Lubiłam ten mój pracowy kalendarz, lubiłam odliczać dni do naszej podróży, mijający czas działał na moją korzyść. Od dziś czas będzie leciał dużo szybciej. Każdego dnia wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał ten dzień ostatni w pracy. Nie to, żeby mi było źle w pracy. O nie, nie. To bardzo miły czas był. Powodem takiej ekscytacji jest nasz wyjazd za granicę. To pierwsza taka daleka dla nas podróż, pierwszy lot samolotem. Pierwszy urlop od trzech lat. Wielka radość, oczekiwania i nadzieję. 
Od tygodnia czułam, że coś się wydarzy, że wydarzy się coś  takiego, co zaburzy naszą błogość. Nieswoja jakaś taka byłam. Im bliżej wyjazdu, tym mniejsza radość. Myślałam, że to może zwykły stres, ale nie to moje trzecie oko widziało czarne chmury nad nami. No tak też się stało. Dziś po godzinie 15 zadzwonił mąż z informacją, że właśnie przed chwilą dostał do ręki z pracy wypowiedzenie. No czujecie! Dzień przed urlopem. To nieludzkie jest przecież!:( Bez ostrzeżenia, nic. 
Wiedzieliśmy wprawdzie, że to się stanie prędzej czy później. Wiedzieliśmy jaka jest sytuacja firmy, wiedzieliśmy, że mąż nie jest tam niezastąpiony. Mieliśmy jednak nadzieję, że może do końca roku uda się utrzymać posadę. To nie była fajna praca, ani specjalnie dobrze płatna, ale co miesiąc wpływały pieniążki, to był etat, umowa na stałe. Dawało to nam, szczególnie mi złudne poczucie bezpieczeństwa. Przynajmniej jedno z nas miało z definicji w miarę jasną sytuację w pracy. A teraz ja na zastępstwo, a mąż bez pracy. Wiem, że to nie będzie trwało długo. Znam mojego męża i jestem pewna, że szybko znajdzie pracę, albo inaczej rozwiąże kwestie finansowe. Jednak to, co się dzieje teraz na rynku pracy przeraża mnie i powoduje paraliż. Znam męża i wiem też, że będzie mu ciężko się wyluzować i cieszyć wakacjami mając w głowie myśl, że powinien działać, szukać. A ja? A ja to już w ogóle mam mętlik we łbie i kiełbie. 
Ehh. Plan był inny. Po powrocie chcieliśmy zakręcić kurek z pieniędzmi, bo widok cyferek coraz mniejszych zaczął powodować u mnie stres większy niż radość z ich wydawania. Chcieliśmy wyjmować piniądz ze skarpety raz na jakiś czas. Już w tym miesiącu zrezygnowałam z książek wypłatek. Wydatków sierpniowych wystarczy. A teraz? Za miesiąc będziemy mieli tylko moją wypłatę (kwotę dyplomatycznie przemilczę), a kaska, która dotychczas wyciągana była na przyjemności, teraz będzie szła na zwykłe, szare życie. Tak, wiem, wiem prawdziwy dramat byłby wtedy gdyby nie było skarpety. Nie chcę nawet myśleć jak by nasze życie wyglądało z jedną wypłatą na wynajętej chacie! O jery! Dość! Ja już chyba nie chce niczego planować, ani zakładać, bo plany mogą się zmienić w przeciągu trzech minut. Tak, tak mogłoby się wydarzyć coś, co zupełnie by na plany pokrzyżowało, ale MOGŁO SIĘ DO CHOLERY NIE WYDARZAĆ NIC ZŁEGO! No, ale się wydarzyło i trza się z tym jakoś oswoić:)

No to taki wesoły dzień jest za nami. Trochę popłakałam, trochę poudawałam roślinkę i trzeba było zabrać się za pakowanie. Miało być inaczej. Mieliśmy się z radości unosić nad ziemią, krzątać się po domu pośród stosu ubrań, potykać o walizki. Z wizji pozostały jedynie te walizki i stosy ubrań. Tylko jakoś radości brak. To upadek z wysokiej kobyłki, dość bolesny. Jak to powiadają; chcesz rozbawić pana Boga? Opowiedz mu o swoich planach!
Nie chce mi się nawet myśleć, co to będzie za trzy tygodnie. Sam powrót do kraju będzie już szokiem, powrót do pracy i Bogumiła także, ponowne jazdy i do tego jeszcze mąż nie ma gdzie już wracać. Kiepska perspektywa. Brrr, tfu, tfu!

Ale póki co będziemy się bardzo starać cieszyć każdą chwilą, cieszyć się napotkanymi ludźmi, zwłaszcza, że jutro jedziemy już do Wrocławia. Będziemy gościć się u  blogowej koleżanki MAG.
Już się nie mogę doczekać żeby ją wyściskać i poznać jej ledwo co wyklutą miłość. Mogło się stać jeszcze gorzej, zwłaszcza, że od kilku miesięcy dyskutowaliśmy o odejściu męża z pracy, ale wiecie jak to jest. W takim kryzysie i przy tych prognozach na przyszłość,  nierozsądnie jest rezygnować z etatowej pracy. Tak więc praca zrezygnowała z męża. Kto wie może zrobili mu tym zwolnieniem przysługę? Tej wersji się trzymajmy, a Wam durni szefowie, co to ludzi zwalniacie znienacka, w przeddzień urlopu pokazuje soczyste FUCK YOU i powiadam: pocałujcie nas pod ogony, my lecimy oglądać małpy:) 
 Patrz jaki mamy widok-rzekły małpy gibraltarskie:)

Miało być wesoło, miał to być radosny post. Myślałam o tym co Wam optymistycznego napiszę. Wybaczcie to moje marudzenie. Może coś jeszcze zamieszczę z komputera Mag, a potem to nie wiem czy będę miała dostęp do internetu. W  razie jakby co, to do zobaczenia 10.09. Będę za Wami tęsknić pomiędzy tymi wąskimi uliczkami białych miasteczek Andaluzji. Chyba, że wcześniej padniemy na udar słoneczny:)
P.S Dziś skończyłam czytać Tomasza Manna "Buddenbrookowie-dzieje upadku rodziny". Mistrz!:) Smakowałam książkę bite dwa miesiące. Po troszeczku wspierając się innymi lekturami. Rozkosz! Będę tęsknić za Tonią, Christianem, Eryką, małym Janem, Idą i Tomaszem:) Spędziłam w ich towarzystwie trochę czasu.

Pa pa! czas spać. Jutro wprawdzie wolne, ale bez przesadyzmu! Ałć boli mnie od kilku godzin żołądek. Dejm-fak-szit by to!

24 komentarze:

  1. Smutno mi razem z tobą:..(
    Pewnie gdzieś tam w Andaluzji błyśnie wam myśl, żeby zostać w raju i nie wracać do tych naszych polskich smutków. Jednak odpoczywaj, łap chwile:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pierwsza myśl nasza taka właśnie była, że pieprzyć system za przeproszeniem! nie wracamy:) Staram się nie myśleć co będzie potem. Przychodzi falami albo nagły luz i radość, a po chwili nagły skurcz w brzuchu. Źle mi jest ze sobą. Nie tak miało być. Najgorzej jest jak się człowiek nakręci i siedzi w okowach swoich wyobrażeń na jakiś temat, a potem nagle okazuje się, że nie jest tak fantastycznie, że coś zaburza błogość i ciężko jest pogodzić się z tym co przyniosło akurat teraz życie.
      Wiadomo lepiej być zdrowym i bogatym, niż chorym i biednym:)
      Dzięki za wsparcie:)

      Usuń
  2. Nooo Papryczki, Wrocławiem zaczynając urlop, mam nadzieję, ze nastroicie się jednak luzacko. Już się Was doczekać nie mogę. Ułoży się wszystko- zobaczysz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tyż się kochana doczekać nie mogę. Po rozmowie z Tobą na fejsie jakoś mi się lżej zrobiło na sercu:)

      Usuń
  3. będzie dobrze, odpocznijcie i niech dobre anioły otoczą Was opieką w trakcie urlopu i po powrocie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy się starać jakoś wyluzować, jednak znając siebie wiem, że nie będzie to łatwe. Mam nadzieję, że słońce, piękne widoki pozwolą nam się oderwać na te 2 tygodnie od rzeczywistości. Ale jak sobie pomyślę, że jeszcze wczoraj o tej porze byłam beztroska (odliczając moje przeczucia), a teraz co jakiś czas zamiast radosnego bólu brzucha pojawia się ból brzucha stresowy, to mam ochotę zadzwonić do tych byłych szefów i powiedzieć im co o nich myślę! Mąż już miał pomysł żeby zabrać ze sobą laptopa, bo może będzie coś tam rzeźbił pracowego!! Na szczęście to była krótka myśl:)
      Dzięki za dobre słowo:)

      Usuń
  4. No to miłego urlopu!
    A obrazek z Przekroju - cudny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że urlop będzie miły jednak. Mimo wszystko!:)

      Usuń
  5. Jakże to przykre... Ech, nie będę tu politykować...
    Mimo to warto postarać się nacieszyć się w pełni tym wyjazdem w wymarzone miejsce! Życzę miłego wypoczynku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy się starać, zwłaszcza, że w obliczu takiego obrotu spraw kaską, która w założeniu miała być zamrożona przez nas na ewentualne wakacje w przyszłym roku pójdzie na życie. No nic to nie ma co. Nogi nikomu nie urwało! Kiepskie ze mnie wsparcie dla męża. To ja potrzebuje od niego wsparcia...ehhh życie.
      No nic to trzy głębokie wdechy i do przodu:)

      Usuń
  6. To najmarniejsze z możliwych pocieszeń, ale inne mi nie przychodzi na myśl - dobrze,że macie siebie, że możecie wspólnie stawiać czoła problemom i dzielić radości... Wielu może Wam tego, tylko zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak masz 100% rację:)) Dzięki za przypomnienie mi tej prawdy:)

      Usuń
  7. Bardzo mi przykro i smutno, że tak się stało... Mimo wszystko starajcie się korzystać z wakacji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziemy się starać, i już teraz poza naszym miejscem zamieszkania jest już dobrze:)

      Usuń
  8. Przykre, zwłaszcza że na chwilę przed wyjazdem, który miał cieszyć. Mimo wszystko życzę Wam jak najlepszego wypoczynku i wiary, że po powrocie może być tylko lepiej. Trzymajcie się i korzystajcie z uroków Andaluzji. A praca znajdzie się na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest już dobrze i mam nadzieję, że uda nam się stan błogości utrzymać:) Byle nie myśleć, byle nie myśleć:)

      Usuń
  9. Zasmuciła mnie bardzo ta wiadomość. Nie dość, że zła, to jeszcze dzień przed urlopem, żeby go kompletnie zepsuć. Nie najlepsze to szefostwo męża było.
    Jestem jednak dobrej myśli co do Waszych dalszych losów! Na pewno uda się znaleźć coś innego, może i lepszego. A jeśli przyjdzie miesiąc-dwa poszukać - to całe szczęście, że skarpeta jest. Będzie dobrze, nie martw się.
    Ściskam i życzę - mimo wszystko - udanego wypoczynku... chwil zapomnienia :)
    Stała Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ten termin jaki sobie wybrali na oświadczenie tej wieści jest najgorszym z możliwych, no ale trudno stało się. Jesteśmy poza domem, gościmy się cudnie i nie jest źle. Byle tylko nie myśleć o tym co będzie za dwa tygodnie:)

      Usuń
  10. Przykro mi bardzo Papryczko. Mam nadzieję, że mimo wszystko urlop będziecie mieli udany i że mąż szybko znajdzie dużo lepszą pracę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, życie pisze różne scenariusze, że zapodam trywialną do bólu frazą. Wystarczyło wyjechać z ZG i już jest dobrze:)

      Usuń
  11. kij im w oko-ściskam Was oboje!na pohybel
    pozdrów Andaluzje ode mnie
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Halo Anecior!!
      Buziakuje Cię serdecznie póki co z Wrocławia:)

      Usuń
  12. ja już sama nie wiem, czy lepiej przed, czy lepiej zaraz po, tak jak ja, bo mnie wręczyli wypowiedzenie nagle, niespodziewanie, zaraz po przyjeździe z urlopu. Ale chyba jednak po.
    Nie mam dla Ciebie słów pocieszenia, bo szok musi minąć. Jeszcze nigdy nie było tak, żeby jakoś nie było, mąż na pewno znajdzie pracę, ale szkoda mi Was, że wymarzone wakacje będą naznaczone tym smutkiem. Naprawdę czuję Wasz ból i bardzo Wam życzę, żebyście znaleźli sposób na oddzielenie go od tego czasu odpoczynku. Nic Wam nie pomorze, że sobie ten czas zepsujecie, więc postarajcie się wysegregować od tego na jakiś czas.
    Ile on ma wypowiedzenia? Tak zaraz po urlopie koniec? Dziwne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu moja droga;)
      Dzięki Mag zapomnieliśmy o smutkach wszelakich. Myślę, że przez pierwszy tydzień pobytu w Hiszpanii będzie dobrze. Boje się tego drugiego, bo zbliżający się koniec będzie bolesny. Mi w poprzedniej pracy po dwóch latach właśnie wręczyli wypowiedzenie zaraz po urlopie. Nooo bolało!!
      Damy radę. Byle tylko zbyt dużo nie myśleć:)
      Buziaki i dzięki za wsparcie.

      Usuń