"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Koncert "Panna Legenda Tych Lat" Opole 2011:)


Z czym Wam się kojarzy Festiwal w Opolu? Ten "współczesny" rzecz jasna? Bo mi niestety kojarzy się z imprezą na bardzo niskim poziomie, z kiczem i tandetą. Z dawnego blasku Festiwalu nie pozostało nic. Taka była moja niezachwiana ocena i nad tegoroczną edycją myśl moja nie zawisła ani na chwilę. Wyparłam to i już:)
A tu taka niespodziewajka. Nie żebym śledziła to wydarzenie w TV, nie było mnie w domu nawet. Ale dzięki relacji koleżanki, która dla odmiany była w domu (dlatego nie było jej poza domem- ze mną) wiem, że w na Opolskim Festiwalu odbył się koncert magiczny, poświęcony ów koncert był:

Powód? 70 urodziny artystki:) Koncert poprowadził Marcin Kydryński i choć na chwilę zrobiło się pięknie, czarownie i na poziomie:) Dzięki uprzejmości Youtuba koncert można obejrzeć w całości:)





Błogosławiony Youtube:)))

I na dobranoc nasz Czarny Anioł Polskiej Piosenki:

niedziela, 12 czerwca 2011

"Festiwal, który wpływa na rzeczywistość" -36 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.




Wczoraj zakończył się 36 Festiwal Polskich Filmów Fabularnych. Zmieniła się formuła zmienił się dyrektor artystyczny. Michał Chaciński (kojarzony z Tygodnikiem Kulturalnym na Tvp Kultura) zrobił porządek z korzyścią dla Festiwalu. Tak myślę. Do konkursu zamiast 30 średniej jakości filmów dopuszczonych zostało zaledwie 12 za to wysokich lotów produkcji.

ZŁOTE LWY-  trafiły do rąk pana Jerzego Skolimowskiego za "Essential Killing"


SREBRNE LWY- poszły do domu wraz z Jankiem Komasą za film "Sala samobójców"


NAJLEPSZA ROLA ŻEŃSKA PIERWSZOPLANOWA- Roma Gąsiorowska ("Ki" Leszka Dawida)


NAJLEPSZA ROLA MĘSKA PIERWSZOPLANOWA-  Marcin Dorociński ("Róża" Wojtek Smarzowski) plus Nagroda Dziennikarzy i najdłużej oklaskiwany film Festiwalu-Nagroda Klakiera:)



NAJLEPSZY REŻYSER-  Jerzy Skolimowski ("Essential Killing")


NAJLEPSZY SCENARIUSZ- Jerzy Margański i Greg Zgliński ("Wymyk")


Nagroda Specjalna Jury- "Krzyż i młyn" Lech Majewski
Wyróżnienie specjalne Jury- "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" Antoni Krauze.

Widziałam tylko dwa filmy "Salę samobójców" i "Czarny czwartek" więc trudno mi oceniać:) Osobiście najbardziej nie mogę doczekać się  filmu "Róża", bo po pierwsze tematyka, po drugie Smarzowski, po trzecie aktorzy, których bardzo lubię. http://www.filmweb.pl/article/Widzieli%C5%9Bmy+w+Gdyni+%22R%C3%B3%C5%BC%C4%99%22+Wojciecha+Smarzowskiego-74473
 Jest na co czekać:)
 Cieszę się także na film Grega Zglińskiego. Kilka lat temu obejrzałam jego film "Cała zima bez ognia" i czuje, że nad jego najnowszym filmem "Wymyk" warto się pochylić. Ciekawam bardzo także debiutu fabularnego Bartosza Konopki (tego od  dokumentu "Królik po berlińsku-kto nie widział-TRZEBA!). Za " Lęk wysokości" dostał nagrodę za najlepszy debiut. Zagra w nim także Dorociński, co mnie cieszy  niezmiernie:)

Ale ale to jeszcze nie koniec nagród!!! Zostały jeszcze dwa równie ważne LWY te PLATYNOWE wręczane wybitnym osobowościom kina za całokształt.

Pierwszy Platynowy Lew powędrował do TADEUSZA KONWICKIEGO.

Niestety nie mógł przybyć na ceremonie ze względu na zły stan zdrowia. Dawno go nie widziałam (ostatnio w filmie dokumentalnym z Holoubkiem i filmie o nim sprzed kilku lat) i w pamięci pozostał mi widok starszego wprawdzie pana, ale jednak jak go ujrzałam na filmie, na którym uwieczniono moment wręczania Nagrody w Czytelniku w Warszawie, to serduszko mi mocniej zabiło i zrobiło się smutno bardzo, bowiem patrząc na tego schorowanego człowieka uświadomiłam sobie, że pewnie już niedługo przyjdzie się nam pożegnać z kolejną wybitną postacią Polskiej Kultury!! Nie ma we mnie na to jakoś zgody:((

Nigdy się wprawdzie nie zaczytywałam w jego prozie, bliżej mi do jego twórczości filmowej i scenariuszowej (i pomyśleć, że Konwicki napisał scenariusze do większości polskich filmów, także tych wybitnych).
Szczególnym uwielbieniem darze film z 1985 roku "Kronika wypadków miłosnych" wg książki o tym samym tytule (Konwickiego rzecz jasna) w reżyserii Andrzeja Wajdy, w którym sam Konwicki zagrał rolę epizodyczną. Nie jest to może najlepszy film Wajdy, ale ja go kocham, uwielbiam i oglądać mogę zawsze i wszędzie!

 To film mojego dzieciństwa (nic nie rozumiałam z niego, no bo jak) mojej młodości i mojej dojrzałości. Pomimo tego, że dostrzegam w nim w miarę kształtowania się gustu filmowego wiele niedociągnięć i kuch to jednak pozostaje w odbiorze bezkrytyczna. Jest to odbiór czystko zmysłowy i sentymentalny.

Na Youtubie jest dostępny duży fragment filmu, ale niestety nie można obejrzeć. To jest jedyny fragment jaki można odtworzyć.

W czasach liceum odkryłam film "Salto" w reżyserii Konwickiego. Ehh cóż to było za odkrycie, nie najłatwiejsze w odbiorze. Oj nie:) Ale ta scena tańca powala mnie i dziś.

Jakież tam są dźwięki pana Kilara. Czy ten charakterystyczny bas nie przypomina Wam czegoś?

O Konwickim można by pisać i pisać, podobnie jak o Polańskim, który także wczoraj dostał Platynowe Lwy. Zresztą o Polańskim napisano już chyba wszystko i wiadomo Nóż w wodzie, Pianista itp itd.


Ja mam dwa szczególnie osobiste wspomnienia związane z jego twórczością, a mianowicie film "Nieustraszeni pogromcy wampirów" zanim zobaczyłam na własne oczy znałam na pamięć. Będąc na koloni jakoś to musiało być pod koniec lat 80 albo no 91 cały film opowiedziała nam dziewczyna ze starszej grupy. Jako jedyna go widziała, więc była naszym bajarzem (oczywiście za drobne przysługi czynione przez 11-12 letnie dziewczynki) Ona była w grupie starszej mogła mieć z 15/16 lat różnica wieku wtedy nie do przeskoczenia. Była naszym guru (nosiła glany i skórzaną kurtkę). I na życzenie opowiadała zebranej grupie kadr po kadrze. Dość umiejętnie budując napięcie. Rany jaka to była frajda i jakie emocje! Gorzej, że jak już udało mi się ów film w końcu obejrzeć, nic nie było mnie w stanie zaskoczyć. No ale coś za coś:))

A drugie wspomnienie to książka, którą przeczytałam w późnym dzieciństwie, która wywróciła mój świat do góry nogami.
Niewiele z niej wówczas zrozumiałam. Rzecz jasna największe wrażenie zrobiły na mnie fragmenty dotyczące seksualnych podbojów młodego Romka hihi (tato jak się zorientował, że podczytuje książkę, schował ją, ale na nic się to zdało). Po wielu latach przeczytałam ją jeszcze ze dwa razy i zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, czytałam z pasją, z uśmiechem, a opisy mordu ukochanej Polańskiego Sharon Tate przez bandę Mansona spowodowały bezdech i paraliż (Tate była wtedy w zaawansowanej ciąży). W mojej malutkiej główce mi się to nie mieści...nadal:(


 To co się działo z Polańskim potem po tym dramacie przyprawia mnie o ciarki nawet teraz. Niemniej jednak książkę polecam:)
Tak przy okazji link a propo Tate i wydarzeń z 9.08.1969 roku (znalazłam przed chwilą)
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7248986,Kobieta__ktora_zabila_Sharon_Tate.html

I tym pozytywnym akcentem zakończę może ten post. Dobranoc:)

sobota, 11 czerwca 2011

Co ma wspólnego Gumtree.pl i Orange Warsaw Festival-czyli o tym gdzie nas nie będzie,a gdzie będziemy:)


Plan na wakacje był taki, że jedziemy w tym roku na Opener Festival do Gdyni. Akurat w tym roku mamy na to pieniążki (co jest mocnym argumentem za, zwłaszcza, że rok temu nie mieliśmy i za rok raczej już nie będziemy ich mieli). Także teraz  albo długo nie. W zeszłym roku odchorowaliśmy fakt, że nas tam nie było, bowiem zestaw był imponujący. Dwa lata temu też nieźle, nieźle. Trzy lata temu ja byłam, widziałam i podjęłam decyzję, że powtórzyć taki wypad trzeba!
 No i tak się cieszyliśmy już w styczniu na lipcowy wyjazd. Tym większa była radość, że ukochaliśmy sobie Trójmiasto i każda okazja by w nim pobyć choć chwilkę na miarę złota jest dla nas. Radość nasza malała jednak z każdym ogłoszeniem artystów, nadzieja wiadomo umiera ostatnia, więc jeszcze liczyliśmy, że może smakowite kąski zostaną przedstawione na koniec. A tu nic! W tym roku jest tak rozczarowujący zestaw, tak marnie świecące "gwiazdy", że aż boli i jeden pan Prince (za którym w dodatku nie przepadam wiosny nie czyni) Coldplay też nie zmienia niczego:( Za takie pieniądze jakie trzeba wydać na karnet oczekuje czegoś więcej! Gdzież tam tej edycji do poprzednich gdzie na jednej scenie można było zobaczyć Massive Attack, Pearl Jam, Ben Harper, Groove Armada, Tricky, Grace Jones, Archive i tak dalej i tak dalej. No żenada i tyle!! A jak tak chciałam gdzieś pojechać, zobaczyć jakiś wielki koncert, doświadczyć przeżyć niesamowitych. A tu kiszka i tyle:( Jak na złość. Akurat w tym roku taka posucha. Pomorek czy co?

Opener bez żalu odpuściliśmy sobie, ale pragnienie zostało. Więc może Wrocław? 17.06 Bobby McFerrin (ach!) 18.06 Ayo, a 19.06 Archive? No zestaw zacny, zacny, że hej! Bilety nie aż tak drogie, ale jak się kupi po dwa na każdy koncert plus zapłaci za noclegi, robi się niezła kwota. Przykro nam bardzo ale nie.
Tak więc padło na Warszawę, na Orange Warsaw Festival. Będzie Moby, Skunk Anansie i Sistars, Jamiroquai (reszty nie znam) karnety za 79 zł za dwa dni więc taniocha! nocleg u znajomego więc stać nas jedziemy!
Taką decyzję podjęliśmy z miesiąc temu, urlopy na piątek pozałatwiali my i czekamy. Nie wiem na co, chyba na to, że się te tanie karnety same kupią, przyjdą pod drzwi i rzekną: jesteśmy!
 Przez dwa tygodnie jedno mówiło do drugiego: trzeba bilety kupić, no trzeba-odpowiadało to drugie i jak już się to jedno i drugie 10 dni przed koncertem zdecydowało po karnety owe udać w miejsce przeznaczenia karnetów, pojedynczych biletów już nie było! Nie było ich także w necie. Nul, zero!
Smutek, wielki, złość na siebie nawzajem, no beznadzieja. A tak się cieszyłam na wyjazd. Po prostu na wyjazd. Chociaż na te trzy dni zmienić miejsce pobytu, pouczestniczyć w czymś ehh. Pojechać gdzieś razem, podoświadczać czegoś wspólnie. Szlag by to!

Ale ja się zaparłam. W końcu zajrzałam na Gumtree, portal gdzie ludzkość sprzedaje wszystko, włącznie z biletami. Nie ma! Albo inaczej. Są ale w takich cenach, że klękajcie narody! Więc trudno. Nie jedziemy. Mija poniedziałek bez laptopa w pracy, mija wtorek bez laptopa, nadchodzi środa a wraz ze środą laptop. Myślę sobie jest laptop no to zajrzę na Gumtree (robię to bez przekonania) wchodzę patrze a tam info: sprzedam dwa dwudniowe karnety za 198 zł dodane 1 minuta temu! WOW! Dzwonie, proszę o 3 minuty na konsultację, upewniam się, że podana kwota zawiera w sobie dwa karnety. Uzgadniam z małżonem, oddzwaniam, pan oddycha z ulgą, bo właśnie odmówił panu, który zadzwonił minutę po mnie. I tym sposobem karnety zostały zdobyte, znajomości stołeczne uruchomione, karnet dostarczony, pieniądze u darczyńcy. Szybka akcja! I jaki fuks!
 Cieszę się na pana Moby (chociaż wolę starsze jego utwory) cieszę się na Sistas. Reszty nie znam. Plan B odsłuchałam, znam z Trójki. Chyba będzie dobrze. My Chemical Romance dyplomatycznie przemilczę. Stanowczo nie jestem ich targetem. Oj nie! No nic wyjdę sobie, odsapnę:)
Pan Moby. Teledysk stulecia! Ufoki mnie wzruszają niezmiennie od lat:)

Ale żeby nie było tak słodko, to musi być i nutka goryczy. W czwartek 16.06 w dniu, w którym wyruszamy (po pracy) w Stodole odbędzie się wielki koncert poświęcony Stopie-zmarłemu niedawno perkusiście Voo Voo. Kogo tam nie będzie!!!
Nie będzie tylko nas. Będziemy w drodze do Warszawy. Od uczestniczenia w tym doniosłym wydarzeniu dzielić nas będzie zaledwie parę godzin. AAAA!! No być tak blisko, a jednocześnie tak daleko bo, bo...tak cholernie blisko!
Wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeszcze kilka dni temu mieliśmy nigdzie przecież nie jechać, a teraz chciałoby się wszystkiego! Się w dupach starszej młodzieży poprzewracało! hihi. No ale chyba sami rozumiecie!

Na pożegnanie jeszcze jeden starszy, czyli młodszy Moby hmmm może, może np. to:


P.S znowu miało być krótko! a wyszło jak zwykle. ehh ta moja niemożność syntetyzowania wypowiedzi- ot taka już moja, że tak powiem uroda hmmm?:))

A już naprawdę na koniec (właśnie słucham pana Moby i odkrywam go na nowo) to stąd takie niezdecydowanie moje:)

czwartek, 9 czerwca 2011

"Dziękuje mamie i tacie za opiekę, za ciepło rodzinne i kłótnie przy kolacji..."


 Taki oto mail wesoły zawitał do mojej skrzynki:)


Kilka refleksji nt. wychowania
1) Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny.
2) Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami.
3) My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi.
4) W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy.
5) Wspominamy z nostalgią lata 60-te, 70-te, 80-te,
6) Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź,  matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. 
7) Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
8) Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
9) Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad.Ojciec postawił mu piwo.
10) Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
11) Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
12) Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola.
13) Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju.
14) Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
15) Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
16) Z chorobami sezonowymi walczyła babcia.
17) Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna.
18) Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy.
19) Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
20) Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę.
21) Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo - jak zwykle.
22) Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na Milicję, żeby zakablować rodziców.
Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy.
23) Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
24) Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
25) Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
26) Raz uwiązaliśmy psa na "sznurku od presy" i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
27) Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
28) Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, Każdy dzieciak to wiedział.
29) Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy
30) Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień dobry wymusić.
31) Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
32) Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
33) Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
34) Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
35) Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
36) Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
37) Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
38) Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
39) Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
40) Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy.
41) Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód.
42) Niektórzy wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.
Dziękujemy rodzicom za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować.
To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

Szczególnie ubawił mnie punkt 18:))
Ja tam się cieszę, że przyszło mi się urodzić jeszcze w latach 70 (w samej końcówce, na zimę stulecia się załapałam) dziecięce lata przerabiać w 80-tych, a okresu adolescencji doświadczać w 90-tych latach. Ehh jakże było fajosko:) Teraz jest co najwyżej zajefanie:)
Dobranoc:)

sobota, 4 czerwca 2011

Były sobie Wuzzle:)

W poprzednim poście napisałam, że uruchamiam w sobie moje wewnetrzne dziecko na dłużej, jak rzekłam tak zrobię:)
Będzie więc o bajkach, o wieczorynkach znaczy się, wieczorynki pójdą na pierwszy ogień.

Pierwszą bajką jaką pamiętam była oczywiście Pszczółka Maja. Bałam się pajęczycy Tekli, zawsze kończyło się rykiem. Pamiętam Krecika, Wodnika Szuwarka czy Żwirka i Muchomorka. Tych dwóch ostatnich uwielbiam do dziś. Mam takie podejrzenie, że twórca, czy też twórcy owej bajki podczas procesu twórczego zażywali jakieś specyfiki zmieniające świadomość. Tego się nie da wymyślić na "czysto" hihi.

1) Jest rok 1988 mam lat 9 jest niedziela nadszedł czas wieczorynki. Szał absolutny Wuzzle! Pamiętacie?

Wuzzlandia to jest kraj, gdzie śnieg bez końca trwa, bo w jedno łącząc w dwa, podwójną frajdę masz. Ogonek stamtąd weź, a wąsy stąd, raz, dwa; i kogiel - mogiel zrób i śmiej się, śmiej, ha, ha!" Wuzzle to radosne, kolorowe istoty, z których każda jest połączeniem przynajmniej dwóch gatunków zwierząt. Stworki żyją w tajemniczej, odległej krainie Wuzzlandii. Życie upływa tam spokojnie, lecz czasem jest zakłócane przez intrygi Kroka lub niewinne przyjacielskie sprzeczki...




  • Trąbel (ang. Eleroo) – połączenie kangura i słonia. Niezdarny, ale przyjacielski. Zbiera przedmioty, które inni uznają za bezużyteczne.
  • Hipka (ang. Hopopotamus) – połączenie królika i hipopotama. Marzy o zostaniu gwiazdą – aktorką, piosenkarką albo primabaleriną.
  • Bąbel (ang. Bumblelion) – połączenie lwa i trzmiela. Ma naturę przywódcy.
  • Pysia (ang. Butterbear) – połączenie niedźwiedzia i motyla. Delikatna i wrażliwa. Jej pasją jest uprawianie ogródka.
  • Bajer (ang. Rhinokey) – połączenie małpy i nosorożca. Wyjątkowo złośliwy, uwielbia robić żarty swoim przyjaciołom.
  • Niuniek (ang. Moosel) – połączenie foki i łosia. Bojaźliwy.
  • Krok (ang. Croc) – połączenie krokodyla i dinozaura. Antagonista głównych bohaterów. Żarłoczny i chciwy.
  • Personel – kompan Kroka.
  • Brat – kompan Kroka. Nie potrafi mówić. Zamiast tego porozumiewa się przy pomocy warczenia i burczenia.
Zdaję się, że najbardziej lubiłam Kroka. A nie pewnie to był ulubiony bohater mojego taty, ja pewnie identyfikowałam się z Pysią:)


Oto jeden z odcinków. Obejrzałam przed chwilą i to jest świetne! Ileż tam jest cytatów:) 
I zagadka: wymień jak najwięcej zwierzątek pojawiających się epizodycznie w Hollywuzzie:))

No weź coś takiego wymyśl! CUDO:)

2) Jest zapewne ten sam rok albo plus minus jeden. Kolejna bajka tamtego czasu to: Mapeciątka.




Jak już byłam większa i zupełnie duża odkryłam na nowo Muppety. Był szał. Był:) Mój "były przyszły mąż" swego czasu nagrywaj Muppety. Leciały w tv bardzo, bardzo wcześnie i on śpioch nad  śpiochy wstawał bladym świtem i nagrywał na kasety video. Cóż za poświęcenie. Ale gra była warta świeczki.:)) Potem to pozgrywał na płytki. Że też tego mu nie podwędziłam hihi
POPŁAKAŁAM SIĘ! :))) (długo się ładuje, ale warto poczekać)

3) Jim Hanson po raz drugi "Fraglesy":)) Miałam maskotkę pso-wilka. Zgadnijcie jak miał na imię:) Dostałam go na urodzinki pewnie. Na głowie miał kolejny prezent. Nauszniki takie na zimę, takie same jakie nosiło się w Calgary na igrzyskach zimowych w 88 roku. Marzyłam o nich długi czas:)

http://www.youtube.com/watch?v=dyJpEwyM_Zg

4) Kulciak absolutny "Było sobie życie". Francuski serial animowany. Była jeszcze seria "Był sobie człowiek". Też niezłe, ale jednak to "Było sobie życie" obdarzam największym sentymentem:)


Odcinek, który odcisnął na mnie największe piętno to wcale nie odcinek o zapłodnieniu. Nie! Największe wrażenie zrobił na mnie odcinek o zębach. A raczej o tym, co się dzieje jeśli się o te zęby nie dba. Do dziś jak mi się uknuje w głowie myśl szybka jak błyskawica pt: e nie myje dziś zębów (nie oburzajcie się, każdemu się taka myśl raz na jakiś czas w główce na chwil parę zalęgnie) to wyobrażam sobie co się będzie dziać  w mojej paszczy jak się w niej zalęgną przez noc te postacie niesympatyczne z bajki i jak nie fajnie mi będzie jak one te postacie tymi kilofami będą mi robić dziury w zębach. TO NAPRAWDĘ DZIAŁA!:)

5) No i "Różowa Pantera"!

Ostatnio na TV4 po 18 godzinie można było się spotkać z Panterą i z Mrówkojadem. Oj Mrówkojad mnie oczarował zupełnie!

A z Panterą mam jedno ładne, osobiste wspomnienie.
 Jako 3 latka, jako 4 latka i 5 i 6 latka miałam fobię przedszkolną, nienawidziłam tego miejsca, bałam się go. Wstręt do przedszkola nie malał z wiekiem. Za każdym razem kiedy tam szłam byłam chora z rozpaczy. Chyba coś nie zatrybiło w procesie socjalizacyjnym. I pomyśleć, że mama psycholog wypuściła dziecko zupełnie nieprzystosowane do przedszkola, zupełnie do tego nie gotowe. W maluchach przez pierwsze pół roku w z płaczu wymiotowałam na dywan. Panie przedszkolanki jakoś specjalnie się nie przejmowały zaryczanym dziecięciem. Zapominano o mnie, siedzącej z bułką ze śniadania w kącie, przypominano w porze obiadu, kiedy można było już wypluć ową bułkę by zrobić miejsce w buzi na kolejny posiłek. Zupełnie bez sensu, ponieważ ja programowo nie jadałam w owym czasie. A już szczególnie w przedszkolu. Tak więc byłam najmniejszym i najchudszym dzieckiem w grupie, w dodatku od tzw. średniaków potworkiem w okularach (nie pamiętam jak one wyglądały, chyba to wyparłam, jako szczególnie traumatyczne wspomnienie) No ale zaraz, zaraz miało było miłe wspomnienie!

Ok tak więc moment wyjścia do przedszkola był szczególnie trudny dla mnie i dla taty mego. On chodził do pracy na późniejszą godzinę, więc to jemu przypadało w udziale odprowadzanie zaryczanego, zasmarkanego, ociągającego się dziecka do miejsca tortur nie tylko kulinarnych. Więc tak szliśmy dwa nieszczęścia (ja bo do przedszkola, tato nocny marek niewyspany, a wcale wstawać nie musiał, bowiem jako nauczyciel akademicki sam sobie grafik ustalał i pracę zaczynał dużo później) więc przemieszczamy się do miejsca kaźni. Raczej wleczemy się. I żeby nam było raźniej idziemy ja Różowa Pantera. Ona miała taki krok charakterystyczny i tato żeby mnie rozbawić tak całą drogę szedł, a ja razem z nim. I przez te krótką błogosławioną chwilę zapominałam dokąd idę:)) Nigdy tego nie zapomnę:)

Można by tak wspominać i wspominać te bajki, wieczorynki i chwile dzieciństwa ulotne...
 Rany zapomniałam o BUCE z Muminków! Największym strachu dzieciństwa. Ci, którzy poznali Muminki w wersji japońskiej nie wiedzą co to strach przed Buką! Spróbujcie obejrzeć psychodeliczną wersje polską.

Na dobranoc:

piątek, 3 czerwca 2011

Na Dzień Dzieciora pora na Telesfora:)

Jam trochę spóźniona z tym postem bo już 3.06, czyli już właściwie 2 dni po Święcie Dzieciaków:) Ale nigdy nie jest za późno...więc? więc... PORA NA TELESFORA:)))


Zaczęło się wszystko od tego,
że wpadłem tu kiedyś na chwilę
a smoki gościnne, serdeczne
przyjęły mnie wtedy najmilej.
No i zostałem moi kochani
razem z miłymi smokami...

A smoki te to Teodor i Telesfor

A towarzyszy im Pan Zygmunt


Smoki są bardzo wiekowe. W moim dzieciństwie nie uczestniczyły, bo wtedy kiedy one przyszły na świat, to mnie jeszcze na nim nie było. W moim czasie rządził młodszy Pankracy i pan Zygmunt Kęstowicz rzecz jasna, który z opcji smoki przerzucił się na opcję Pankracy (moja ulubiona piosenka to Psiejsko-czarodziejsko-jest cudna!:)

Telesfory poznałam kilka lat temu i pokochałam całym sercem. Jak mi smutno na smoki mogę liczyć zawsze.
A Telesfora uwielbiam (swoją drogą to Teodor jest trochę dla niego niemiły. Nie wiem dlaczego Pan Zygmunt na to pozwala. To wysoce nie pedagogiczne!:)
Na youtubie ktoś zamieścił z błędną numeracją. Ja zamieszczam skorygowane:)





Uruchomcie w sobie swoje wewnętrzne dziecko.Według teorii Erica Berna twórcy Analizy Transakcyjnej każdy z nas ma w sobie trzy stany "Ja"
1) stan Ja- Dorosły
2) stan Ja- Rodzic (krytyczny, opiekuńczy)
3) stan Ja- Dziecko (uległe, zbuntowane, spontaniczne)
Już 3-letnie dziecko ma w sobie Dorosłego;)
Ja uruchamiam stan Dziecko- na dłuuużej! hihi

A na zakończenie wywiad z Pankracym:) Ja się wzruszam za każdym razem jak go czytam:)

http://www.kciuk.pl/Wywiad-z-Pankracym-l1282

Bawcie się dobrze moi drodzy:)

Do zo-ba-cze-nia jak mawia Telesforek:)

niedziela, 29 maja 2011

Końcówkowo- majowe łupy biblioteczne i książka za dniówkę:)


1) od góry "Książka" Mikołaj Łoziński (wypożyczona z innego źródła)
2) "Mała Ikar" Helen Oyeyemi
3) "Kolonie Knellera" Edgar Keret (to mój debiut w twórczości Kereta, od pierwszych zdań wiem, że udany wielce)
4) "Taki piękny poranek" Melania Mazzucco
5) "Bornholm,Bornholm" Hubert Klimko-Dobrzaniecki.

Kolejny zakup książkowy pt: jeden dzień pracy dla książki. Tak jak sobie postanowiłam jeden dzień pracy, jedna dniówka (najmniejsza z możliwych) zostaje przeznaczona na książkę lub książki w zależności od ceny. W tym miesiącu wydałam mniej, tak jakoś wyszło. Oto moja radość:
Po "Pogrzebie wróbla" tej samej autorki w końcu przyszedł czas na następną jej książkę.

Nie martwię się zbytnio, że w tym miesiącu tak skromnie, bo za to w czerwcu kupię sobie więcej książeczek. A skąd taka beztroska w tej materii? a z soboty, tej która przeminęła:). Bardzo lubię pracować sobie 3 godzinki i dostawać za to pieniążków jak za 5 dni normalnej pracy:)) A jeszcze w przyszły weekend 10 godzin fuszeczki:) Lubię Dzień Dziecka, w Dzień Dziecka się fajnie zarabia:))