"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

niedziela, 29 maja 2011

Końcówkowo- majowe łupy biblioteczne i książka za dniówkę:)


1) od góry "Książka" Mikołaj Łoziński (wypożyczona z innego źródła)
2) "Mała Ikar" Helen Oyeyemi
3) "Kolonie Knellera" Edgar Keret (to mój debiut w twórczości Kereta, od pierwszych zdań wiem, że udany wielce)
4) "Taki piękny poranek" Melania Mazzucco
5) "Bornholm,Bornholm" Hubert Klimko-Dobrzaniecki.

Kolejny zakup książkowy pt: jeden dzień pracy dla książki. Tak jak sobie postanowiłam jeden dzień pracy, jedna dniówka (najmniejsza z możliwych) zostaje przeznaczona na książkę lub książki w zależności od ceny. W tym miesiącu wydałam mniej, tak jakoś wyszło. Oto moja radość:
Po "Pogrzebie wróbla" tej samej autorki w końcu przyszedł czas na następną jej książkę.

Nie martwię się zbytnio, że w tym miesiącu tak skromnie, bo za to w czerwcu kupię sobie więcej książeczek. A skąd taka beztroska w tej materii? a z soboty, tej która przeminęła:). Bardzo lubię pracować sobie 3 godzinki i dostawać za to pieniążków jak za 5 dni normalnej pracy:)) A jeszcze w przyszły weekend 10 godzin fuszeczki:) Lubię Dzień Dziecka, w Dzień Dziecka się fajnie zarabia:))

9 komentarzy:

  1. Ja próbuję drapnąć gdzieś "Książkę" ale wszędzie niedostępna... a czytałaś "Reisefieber"? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł z tą dniówką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łozińskiego mam i czeka w kolejce; serię z miotłą bardzo lubię; Dobrzaniecki za ciężki, gdy maj za oknem; "Pogrzeb wróbla" też bardzo mi się podobał, jak wszystkie powroty do PRL-u. W sumie, udany stosik. Ale fucha super, że za 3 godziny... - ja też tak chcę!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkowiec-Łozińskiego już przeczytałam i mam mieszane uczucia. Ale może to dlatego, że czytałam go zaraz po tym jak skończyłam "Dom Augusty" M. Axellson. A po tej książce trudno o zachwyt nad czymś innym i trudno wejść w nową historię kiedy w głowie siedzi jeszcze poprzednia. Być może był to błąd taktyczny. Trudno mi ocenić:)
    A fuszki tak bardzo zacne tylko szkoda, że trafiają się tak bardzo rzadko, i jak się trafiają to jest wielka radość, ale i ze zdwojoną siłą odczuwam fakt, że na co dzień zarabiam...tyle ile zarabiam, czyli bardzo malutko. W takich chwilach jak się właśnie policzy to to uderza mocno in plus na rzecz fuszki i bardzo in minus na niekorzyść codziennej pracy:( No ale nie ma co. Ważne, że się czasem i fuszki trafią:))

    Isabelle- "Reisefieber" czytałam kilka lat temu i bardzo mi się podobała, a "Książka" jak wyżej:)

    Sardegna- no wymyśliłam to sobie, żeby jakoś dodatkową radochę mieć z pracy. Szału zakupowego nie ma, ale zawsze coś:))

    Piotrze- dzięki za maila:)

    OdpowiedzUsuń
  5. gratuluję fuchy. Stosu też. szkoda, że cię Łoziński lekko zawiódł. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak, znowu nam się pokrywają gusta :)
    Fuszki są fajowe, zwłaszcza, że można wydać pieniążki na książki :)
    A ja teraz zaczytuję się Llosą i spoglądam ukradkiem na ten stosik reportaży, który mi rośnie na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam, że książki z serii z miotła są bardzo fajne. Nie miałam okazji jeszcze czytać żadnej książki z tej serii, ale muszę to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  8. ciekawe, jaka to fucha, czy bardzo męcząca (chociaż czego się nie robi dla książek, no nie?)

    :)

    www.czytamy.ofu.pl

    OdpowiedzUsuń