"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

sobota, 26 stycznia 2013

Dalszy ciąg czytam, więc jestem czyli resztę dopisz sobie sam.



MARKIZA WYSZŁA O PIĄTEJ, CZYLI PIERWSZE ZDANIE.

Tak pierwsze zdanie ma znaczenie, ma moc przyciągania i ja tak twierdzę, ale dla mnie ważniejszy jest ten pierwszy akapit. Czytając po rozpoczynającym książkę akapicie witam się z każdą nowo przybyłą książką. Biblioteczną i własną. Taki rytuał. Czasem w bibliotece kiedy nazbieram  w szale więcej niż ustawa przewiduje i muszę się zdecydować, przeprowadzić selekcję głos decydujący ma właśnie pierwszy akapit. Robię tak również w domu kiedy ciągnie mnie do kilku książek jednocześnie i nie wiem, od której zacząć

Dla urozmaicenia w ramach zagadki kilka pierwszych zdań rozpoczynających moje umiłowane...(zmuszona jestem niestety korzystać tylko z tych, które stoją na mojej półce. Nie wszystkie ukochane mam)


* "Ten mały, chuderlawy człowieczek na fotografii, o wytrzeszczonych oczach, w gabardynowym, jakby za dużym kapeluszem-to mój ojciec."


* "Gdy ojciec i pan Trąba postanowił zabić I sekretarza Władysława Gomułkę, panowały niepodzielne upały, ziemia trzeszczała w szwach, rozpoczynała się udręka mojej młodości."  

Krótkie zdanie, a rozpoczynające TAKIE książki! 

* "Było to w środku lata"

* "Wybudować grób."

Z przyczyn oczywistych zrezygnuje z pierwszego zdania "Stu lat samotności" kiepska zagadka:) Rozwiązanie zagadki na końcu posta (*).

KROJENIE TRUPA I INNE MĘKI PISARZY

Te pierwsze rozdziały dotyczą samego czytelnika, ten uroczy rozdzialik jak sam tytuł wskazuje na bohatera obiera samego twórcę, pisarza. I jako, że niewiele mam na ten temat do powiedzenia, nie zajmuje się pisaniem zawodowo oddam głos kilku pisarzom:

Ten mnie akurat ubawił:

"Pilch podobnie jak Rylski nie znosi przepisywania.- kilka linijek potrafi mi zająć pół dnia, nie umiem się na samej mechanice skupić. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że złej baletnicy...i tak dalej. Marquez podobno, jak mu nie szło, zwalał winę na garderobę. Poważny argument. Nie jest w stanie ukończyć arcydzieła, ale bowiem piją mnie gacie. Kazał sobie uszyć specjalny kombinezon, ale nie jestem pewien, czy największe swoje książki akurat w tej kreacji stworzył."

"Poprawianiu książki nie ma końca- mówi  Myśliwski.- To nie jest tak, że się dochodzi do punktu, kiedy wszystko jest dobrze, po prostu znajduje się w momencie, kiedy nie wiem, czy byłbym w stanie jeszcze coś zmienić."

KSIĄŻKI, KTÓRYCH NIE MA

Ja mam w głowie film, którego nie ma na podstawie książki, która jak najbardziej jest. Kilka lat temu przeczytałam powieść Mircei Eliadego (tak, tak właśnie powieść) "Wesele w niebie". Była świetna i tak plastyczna i filmowa, że w głowie przewalały mi się całe kadry. I jestem pewna, że ja widziałam film nakręcony na podstawie, albo przynajmniej na kanwie tej powieści. Był czarno-biały, nie pierwszej młodości i część akcji miała miejsce na korytarzu w pociągu. Przegrzebałam wtedy internet i nie znalazłam żadnej informacji, która potwierdzałaby moją wizję:)

BEZKARNE CZYTANIE NA WAKACJACH.

Och temat rzeka! I jakże przyjemny. Tak wybór lektury wakacyjnej jest zaiste wyborem bardzo ważnym, wręcz kluczowym. Lepiej  żeby książka była lekka w czytaniu, przyjemna i nie największych rozmiarów. Jestem w kontrze do autorki, bowiem ona uważa, że lektura na wyjazd powinna być grubaśna. Jest to jak najbardziej zasadne, starczy na długo, jednak dla mnie niepraktyczne. Bo ja wszędzie chodzę z książką aktualną czytaną. Nawet wtedy kiedy jest więcej niż pewne, że nie przeczytam ani zdania. Nie ma to dla mnie znaczenia, bez książki nie wychodzę. Rozumiecie więc dlaczego dbam o to by nie ważyła tony i nie zajmowała miejsca w torbie zbyt wiele. Mogę iść ewentualnie na kompromis i jako, że czytam zazwyczaj więcej niż jedną książkę, to ta grubaśna byłaby do czytania na miejscu (w hotelu, w domu, w namiocie), a ta mniejsza do przemieszczania się.
Staram się na wyjazd wybierać tytuły w jakiś sposób związane z celem podróży. Do Krakowa zabrałam więc jakiś czas temu "Stuhrowie-historię rodzinne" Jerzego Stuhra, a do Gdańska Huellego. Pamiętam magiczną chwilę kiedy siedziałam na ławce na krakowskim Kazimierzu, oparta o świeżo nabytego męża i czytałam kupioną kilka chwil wcześniej książkę Hanny Krall. Los chciał, żeby fragment wtedy przeze mnie czytany opisywał dokładnie to miejsce.  Ot koincydencja:)
  Nie bywam często za granicą, więc nie mam w tym zakresie wielkiego doświadczenia. W tym roku do Hiszpanii zabrałam  dwie książki nawiązujące tytułem do podróży jako takiej.  "W podróży" Sandora Marai i "Podróże małe i duże" Manna i Materny. Nie przeczytałam żadnej. Przeleciały się samolotem i wróciły niepyszne. Za to wciągnęłam trzy książki gospodarzy nas goszczących. Oni też czytują Krzysztofa Vargę. Trzeba łapać takie miłe okazję.
Próbowałam czytać stojący na ichniej półce "Cień wiatru" Zafona, ale nawet szum wiatru i morza hiszpańskiego nie umilał mi lektury. Po 50 stronach poddałam się bez żalu. Może gdyby to była Barcelona, a nie Andaluzja?

FETYSZYSTA W PODRÓŻY

Rozdział ten łączy się z poprzednim tematem podróży. Podróży do miejsc związanych z książką. Jak już wspominałam nie mam się za bardzo czym pochwalić w tej materii. Kilka lat temu moim największym marzeniem było zwiedzić Amerykę Łacińską, posiedzieć na patio i wypić Yerbę. Wiadomo na fali uwielbienia dla Marqueza. Uznać to pragnienie można za czytelniczą normę rozwojową. Nie znam bowiem nikogo, kto przeszedłby fazę na literaturę Ibero i nie chciał posiedzieć na prawdziwym patio:)
Tkwi we mnie detektyw, który czasem z uporem maniaka próbuje odnaleźć miejsce akcji i wystarczy mi mapa miasta. Ta obsesja dotyczy nawet blokowisk. Dużo czasu zajęło mi zlokalizowanie osiedla z książki "Dziewczyny z Portofino", ale się zaparłam i po szczegółach znalazłam. A propo Warszawy to miałam proroczą wizję miejsca, w którym odbywała się akcja jednej z książek, jeszcze zanim o tym przeczytałam. Takie olśnienie miałam podczas czytania "Toksymii" Małgorzaty Rejmer. Zaraz na początku jak przeczytałam, że miejscem akcji jest Praga wyobraziłam sobie, to poszło z automatu miejsce, które znam dobrze, bo jak gościmy w Warszawie tam mieszkamy. Oczyma wyobraźni ujrzałam Rondo Wiatraczna, obskurny supersam Grochów, kładkę nad jezdnią, usłyszałam w głowie głos pani w tramwaju: przystanek Czapelska i wysiadłam, dokładnie tam (no mniej więcej)  gdzie wysiadła także bohaterka książki. Praga jest tak wielka. Mogłam sobie wyobrazić wszystko.
W zwiedzaniu miejsc związanych z miejscem akcji czytanej książki pomaga mi bardzo Google maps. Dlatego bardzo się cieszę, jeśli w tekście jest dużo danych. Ostatnio zjechałam pół miasta wespół zespół z Majgull Axelsson. Dzięki dokładnym opisom dzielnic i miejsc mogłam trafić dokładnie na te same ulice, którymi spacerowała bohaterka powieści. Uwielbiam takie smaczki.

WYZNANIA NIECZYTANIA, CZYLI O NIEPRZECZYTANYCH KSIĄŻKACH

Tak, mam kilka takich wyrzutów sumienia, ale nie zajmuje mi ten temat specjalnie miejsca w sercu. Jeśli nie przeczytałam czegoś, to znaczy, że nie był to ten czas i tyle. Po maturze miałam taką fantazję, że przeczytam książkę Dostojewskiego "Idiotę", wtedy kiedy dostanę się na upragnioną wówczas psychologię. Na psychologię się nie dostałam i książki nie przeczytałam. Czasem żałuje. Nie jest mi w ogóle żal ani Prousta, ani Ulissesa. Podjęłam próbę (bardziej ze snobizmu niż z potrzeby) i więcej nie chcę. Jest tyle książek na świecie. Daleka jestem od myślenia, że coś trzeba przeczytać, bo to kanon. Nie znoszę żadnej formy przymusu, zwłaszcza jeśli chodzi o czytanie. Przykro mi tylko wtedy kiedy intuicyjnie czuje, że nie czytając czegoś tracę coś cennego, co wiem, że w jakiś sposób jest moje. Tęsknie więc za Tołstojem i przymierzam się do "Anny Kareniny". Ciągnie mnie do klasyków rosyjskich. Tęsknie za Hrabalem. Już bardzo długo tak tęsknie. 
W liceum przeczytałam "Chłopów", ale tylko dwa tomy i żałuje, że nie przeczytałam całości, bo pamiętam, że bardzo, bardzo. Ale wtedy kazano na polski przeczytać tylko dwa i naprawdę nie było czasu na czytanie, bo już następne lektury goniły. Nie zmuszałam się w szkole do czytania, jeśli mi coś nie leżało trudno. Ponosiłam konsekwencję w postaci oceny niedostatecznej. Raz się zaparłam i ambicją uniosłam i zmusiłam się do przeczytania "Lorda Jima". Książka dodatkowo była bardzo nieprzyjazna. Malutka, stara, z mikro literakami. Ależ to była mordęga. Trauma normalnie. I nikt mnie nie przekona do Conrada. Nikt!
Nie przeczytałam miliona książek. I cóż tego? Jeśli serce mnie pociągnie pójdę za nim, jeśli nie...to nie. I już:)

Niedoczytywania niedobrych (albo nie dla mnie) książek nauczyłam się zupełnie niedawno i korzystam z tego przywileju z poczuciem wolności. Zapisuje sobie przeczytane tytuły (kiedyś w zeszyciku) teraz na blogu, a za przeczytane uznaję tylko te książki, które są przeczytane od pierwszej do ostatniej strony. Dotyczy to również tomów opowiadań, czy felietonów. Całość, albo nie uznaję. Taka nerwica widać. Problematyczne jest dla mnie uznanie książki za przeczytaną nawet wtedy kiedy w jednej książce znajdują się dwa zupełnie nie związane ze sobą tytuły tego samego autora.  Książka to książka. Również fizycznie stanowi całość. Taki fiś. Każdy ma swojego:)

DZIECI MA SIĘ PO TO, ŻEBY MIEĆ Z KIM CZYTAĆ.

Dzieci nie mam, ale zaraz sobie jakieś skombinuje, bo czytanie mu musi być czymś bardzo przyjemnym. Sobolewska przypomina książki zakazane, czytane po kryjomu, wyciągane z różnych kryjówek. I ja mam taką książkę zakazaną już nieco późniejszego dzieciństwa książkę, a mianowicie "Sekretny pamiętnik Laury Palmer". Nie była jakoś specjalnie sprytnie schowana. Szybko ją znalazłam i z wypiekami na twarzy pochłaniam mocne jak na tamte czasy opisy aktów seksualnych okraszonych dużą dawką przemocy. Tyle zakazanych.
  W siódmej klasie kiedy umyśliłam sobie, że będę studiować psychologię (jak połowa mojej rodziny zresztą- oryginalna nie byłam) namiętnie zaczytywałam się w książkach z zakresu psychologi, które obficie zalegały regały w moim nomen omen pokoju. Na tapetę poszedł wysłużony podręcznik do psychiatrii. Były w niej oprócz standardowych opisów różnych chorób, także opisy na przykład psycholi pożerających swoje matki wraz ze zdjęciami (psycholi nie zjedzonych matek). Tak długo czytałam, tak się zapomniałam, tak weszłam w tamten świat, że jak tato znienacka (bo znacka to już nie to) wszedł do pokoju i powiedział, że misiowi Kasi odpada ucho mało nie zeszłam na zawał.
W głębokim dzieciństwie uwielbiałam przeglądać książkę o rozwoju małego dziecka. Pewnie w co drugim domu taka była. Nie mogę sobie przypomnieć tytułu. Najważniejsze były dla mnie obrazki i zdjęcia. Szara okładka z płótna, tytuł, a pod nim chyba nawet jakiś rysunek wózka. Pewna nie jestem. Tęsknie za nią.

Książki mojego dzieciństwa


 Muminki, Chmielewska
 Moja ukochana Siesicka



OŻOGOWSKA!! miałam jeszcze gdzieś  "Za minutę pierwsza miłość", ale gdzieś się zapodziała.

No i wiadomo seria "Poczytaj mi mamo".
Pamiętacie bajkę o fruwającej krowie z wierszem Jana Brzechwy? Ja pamiętam i nigdy nie zapomnę. Strasznie się bałam tej krowy!

czwarty obrazek! 

Ta seria wraca na księgarskie półki. Na Gwiazdkę bratankowi mojego męża kupiliśmy cztery takie książeczki. Dwa tytuły pamiętam doskonale. Obrazki mam w sercu. Po ujrzeniu "Daktyli" serce mi zadrżało. Autentycznie;)

...A w zeszły piątek sześć urodziła KRÓLOKROWIĄTEK



A bajka o łyżeczce nas zupełnie rozbroiła! 

KONIEC! 

Rozwiązanie zagadki:

* "Windokrąg" Myśliwski
*  "Tysiąc spokojnych miast" Pilch
* "Czarodziejska góra" Mann
* "Kamień na kamieniu" Myśliwski
 

9 komentarzy:

  1. Ciekawy post :) A Chmielewska i Muminki również są na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chmielewska to była miłość. Najpierw te dziecięce Skarb i Nawiedzony dom, potem te starsze. Chyba już ze dwa lata nie czytałam Lesia-skandal!

      Usuń
  2. Podoba mi się Twój tekst. Jesteś wnikliwą obserwatorką zachowań pisarzy. A to się chwali.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozpoznałam po pierwszych zdaniach Myśliwskiego! Jestem z siebie dumna;)
    Czy o rozwoju dziecka to nie były przypadkiem albumy Franusa? Męczyli nas tym na studiach. Ba! Nawet marzyłam, żeby mieć, by swoje dziecięta porównywać. Dobrze, że nie dostałam, bo dzieci mogły zdrowo i po swojemu rosnąć.
    Książka Sobolewskiej powinna wcześniej czy później do mnie trafić, bo półce z książkami o książkach już nudno w sosie własnym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! ja nie wiem czy bym rozpoznała? Myśliwskiego być może:)
      Ta książka to była taka zwykła książka, tam zdjęć było niewiele (takie czarno białe) i rysunki poglądowe a reszta tekst tabele wzrostu i takie tam. Nie wiem co tam było dla mnie fascynującego. To miało tytuł Zdrowe dziecko czy jakoś tak. Normalny format, taka szara. Muszę ją znaleźć.

      Usuń
  4. Siesicką tez czytywałam swego czasu, no i oczywiście serię "Poczytaj mi, mamo". Szkoda, że już nie mam tych książeczek.

    Mam w planach Prousta i "Annę Kareninę", za "Ulissesa" się nie biorę.

    "Cień wiatru" Ci się nie podobał? Czemu? Uwielbiam tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia dlaczego nie podszedł mi "Cień wiatru". Sama byłam zaskoczona. Nie było chemii. Może odpuściłam po tych 50 stronach, bo byłam na wakacjach, bo książka nie była moja, bo był to już drugi tydzień naszego pobytu i obawiałam się, że nie doczytam przed wyjazdem, bo jeśli nie ciągnie mnie do książki, to będę czytać powoli. A czekała na mnie książka Vargi. Więc wybrałam pana Krzysztofa:)
      Na Annę się zbieram. Muszę dorwać jakieś ładne, przyjazne wydanie:)

      Usuń
  5. Mam pytanie – z której dokładnie książki Claude'a Mauriaca (?) jest ta markiza, to znaczy to pierwsze zdanie z nią? Wedle tego, co udało mi się znaleźć, to wspomniane zdanie jest również tytułem powieści i po francusku brzmi „La marquise sortit à cinq heures”, niestety nie udało mi się ustalić, jaki tytuł ma wersja polska (szukałam tego z markizą, nie znalazłam), może Ty wiesz? A może to nie zostało do tej pory przetłumaczone (wątpię)? I rozumiem, że to zdanie zostało napisane celowo, ponieważ surrealiści naśmiewali się z takiego konwencjonalnego rozpoczynania powieści (pytam, bo już się trochę pogubiłam i w gorączce myśli przeczytałam naraz kilka rzeczy)? Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź, bardzo mi to potrzebne.

    Całuski!

    OdpowiedzUsuń