"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

piątek, 4 stycznia 2013

PODSUMOWANIE część druga-FILM.

Nadszedł czas na podsumowanie filmowe. Postanowiłam rozbić ogólne podsumowanie na działy, bo znając mój problem z syntepost zawierający wszystko na raz nie miałby końca. Tak więc start! 

W tym roku obejrzałam więcej filmów niż w roku poprzednim, niestety nie mam odruchu zapisywania tytułów i robię to jak sobie przypomnę. Był moment, że zapisywałam na bieżąco u siebie na blogu w postach roboczych, ale stało się tak, że ów post naglę zniknął gdzieś we wszechświecie i musiałam z pamięci listę otworzyć. Jestem pewna, że o czymś zapomniałam, a i potem nie byłam systematyczna. Ale to przecież o niczym nie stanowi. Te najważniejsze filmy pozostaną przecież w pamięci. Na tym właśnie polega ich wyjątkowość, że nie trzeba ich nigdzie zapisywać! Nie wszystkie filmy są z roku 2012, niektóre są starsze. Nie gonię za nowościami, nie jestem na bieżąco.
   Słowo się rzekło i rozpocznę właśnie od tych tytułów, które przychodzą mi do głowy bez zaglądania na listę. Przychodzą też nie jest dobrym określeniem, bowiem one nie bardzo mają jak przyjść, bo cały czas siedzą w głowie:)

# Z cyklu: filmy w mojej głowie się rozsiadły.


Pierwsze miejsce przypada polskiemu filmowi mistrza SMARZOWSKIEGO.

"RÓŻA" 

O "Róży" pisałam: TUTAJ

Kolejnym dwóm filmom nie przypada ani drugie, ani trzecie miejsce, one są nieporównywalne. Są jak ogień i woda. Jednak oba są równie dobre (acz dostarczające innych wrażeń) i równie ważne

"DRZEWO CYTRYNOWE"  

O filmie pisałam: TUTAJ



"NIETYKALNI" 


Rzadko się zdarza, żeby tzw: kino masowe, zgrywało się z moim gustem. A tu takie zadziwienie. Jestem jednym z pośród 25 milionów zachwyconych widzów:)
Chciałabym być dopiero przed seansem. Mieć przed sobą ten oczyszczający śmiech, tą zadumę przez łzy (wzruszenia, rozczulenia i śmiechu)... ale co ja się tu będę rozpisywać ponownie.

O filmie pisałam: TUTAJ


To był dobry rok, wiele tytułów zasługuje na odnotowanie. Zaglądam więc do wirtualnego kajeciku, a w nim odnajduję między innymi takie perełki:

#Filmy z cyklu: cudowne snuje.

"PEWNEGO RAZU W ANATOLII" 



"AKACJE

 O obu filmach pisałam: TUTAJ 



"OPOWIEŚCI, KTÓRE ŻYJĄ TYLKO W PAMIĘCI"

Obejrzane dzięki uprzejmości Ale kino.

"JANE EYRE"



#Z cyklu: filmy walące między oczy, albo jak kto woli: obuchem w łeb!

(w kolejności walenia)

"MUSIMY POROZMAWIAĆ O KEVINIE" 

O filmie pisałam: TUTAJ

"LIBAN" 

O filmie pisałam: TUTAJ

"KIEŁ"

Tak, długo chodziłam po sensie z nożem w plecach.

"POGORZELISKO"


Z kilkoma zastrzeżeniami scenariuszowymi uznaję ten film za ważny.

"FISH TANK" 

W porównaniu z pierwszymi tytułami to stosunkowo najlżejsze uderzenie. Rasowe kino!

"MIŁOŚĆ"


Sobie zafundowałam  filmową maskarę na zakończenie roku. Jednak jest to maskara najwyższej próby.
 

# Z cyklu: och jakże przyjemnie mi się ogląda i nie głupio przy okazji jest:

 "SŁUŻĄCE"



"GANGSTER"

    
"CZŁOWIEK Z HAWRU"

 O filmie pisałam: TUTAJ


"PUZZLE"

 O filmie pisałam:  TUTAJ



# Z cyklu poza cyklem: absolutne oleśnienie poza filmowe w zasadzie:

"PINA"

Jakże ja żałuję, że nie było mi dane obejrzeć tego obrazu w kinie!

 
 Na oddzielną notkę zasługuje film polski. To był rok polskiego kina. Dużo polskich filmów trafiło do kin, kilka filmów niekoniecznie najświeższych i niekoniecznie w kinie widziałam w tym roku.

#Film polski 

"RÓŻY" żaden polski film nie przebije, ale są przynajmniej dwa tytuły godne jak najwyższej uwagi:

"WYMYK" 


  
  Rewelacyjne, pełne kino. Wszystko jest takie jakie być powinno. Scenariusz, reżyseria, dobór aktorów i ich gra. Perełka po prostu.

"MATKA TERESA OD KOTÓW"


Gdyby nie to, że chciałam film polski potraktować oddzielnie, to film Pawła Sali zaistniałby spokojnie obok Kła, Kevina i Libanu, czyli w cyklu obuchem w łeb. Zaskakująco dobry, mocny film.  

Jeśli mowa o filmie polskim, to grzechem zaniechania byłoby nie wspomnieć o filmie najbardziej wyczekiwanym, a zarazem najbardziej elektryzującym w tym pozytywnym  i w tym bardzo negatywnym sensie. Mowa oczywiście o:

"POKŁOSIE"



Wielkie nadzieję, i wielkie rozczarowanie. Wszyscy nagle stali się ekspertami, wszyscy stali się nagle historykami.  Historycy znaleźliby pewnie kilka dyskusyjnych kwestii. I historykom daję do tego prawo, takie ich zadanie przede wszystkim. Pod warunkiem jednak, że za ich opiniami nie stoi żadna opcja polityczna. Za jakąkolwiek opcją polityczną idzie automatycznie brak obiektywizmu.  Mam pewne zasadnicze zastrzeżenie do tego filmu, oraz do tego co się wokół niego działo. Zarówno ci po jednej jak i po drugiej stronie barykady, ci na tak i  ci na nie, zapomnieli, że jest to nadal dzieło filmowe i "Pokłosie" tak jak każdy film powinien podlegać ocenom pod  tym kątem.  Czy w takim razie to film dobry? Według mnie niekoniecznie. Pozostałam na film całkowicie obojętna (żeby nie było wątpliwości, na film nie na temat). Pozostałam obojętna na środki filmowe jakimi posłużył się pan Pasikowski, pozostałam nieczuła na konwencję thrillera, (ponoć), ani mnie to grzeje, ani ziębi. Nie przekonał mnie scenariusz (i nie dlatego, że nie wierzę w prawdopodobieństwo tej  historii w jakimś stopniu, wierzę, ale nie film mnie o tym przekonał, ale inne źródła). Nie czułam podczas seansu żadnego napięcia, tak prosty podział na dobrych i złych może i dobrze się sprawdza w westernach (trochę Pasikowski chciał żeby to był taki western, gdzie dobry walczy ze złym) tutaj się nie sprawdził. Uważam, że było to pójście na łatwiznę. Czytanka po prostu. Może kogoś to zaszkokuje, zmusi do refleksji, oburzy. We mnie film wzbudził jedynie irytację, scena rozwiązania nie mogła być już podana bardziej łopatologicznie, w razie gdyby widz się jeszcze nie domyślił! Litości. Zabrakło mi w filmie głębi, podział na czarne i białe nie jest dobry nigdy, a już na pewno w tak drażliwej kwestii (zwłaszcza dla nas). Już nie wspomnę o dość rażących nieścisłościach typu: jeden z braci przenosi samodzielnie macewy. To szczegół, ale szczegóły też budują film.
 Znalazłoby się w filmie kilka naprawdę dobrych, przejmujących scen, ale więcej jednak tych mdłych i przesadzonych (przy ostatniej opadły mi ręce). Gra aktorska także mnie nie przekonała. Ireneusz Czop drażnił, nie przebierał w środkach aktorskich, mógł na wiele sposobów pokazać szerokie spektrum emocji, sięgał po te najprostsze i te najbardziej oczywiste (przewracanie oczami i nerwowe ruszanie szczęką).
Wychodzi na to, że to film bardzo nie dobry. Niee aż tak źle nie jest, ale jest to film zaledwie przeciętny,  a żal tym większy, że temat zasługuje na naprawdę dobre, rzetelne, mistrzowskie kino.
A to co się działo po premierze niech pozostanie bez komentarza, bo zwyczajnie mi  wstyd.
W sumie teraz żałuje, że nie zdecydowałam się na napisanie "recenzji" zaraz po seansie. Myślałam sobie, że już tyle na ten temat napisano, że co ja mogę dodać. Ale jednak to we mnie siedziało jak widać musiało wyleźć choćby w podsumowaniu. I wyszło takie chaotyczne nie wiadomo co.

Drugie chaotyczne nie wiadomo co dotyczyć będzie filmu jako ostatniego obejrzanego w kinie w ubiegłym roku, a mianowicie:

"MÓJ ROWER"

    
Ten film rzecz jasna nie wzbudził we mnie aż takich emocji, właściwie nie wzbudził żadnych poza roczarowaniem. Nie wiem czym się tu tak zachwycać i po co nadawać obrazowi większe znaczenie niż ma. Że pokoleniowy, że przełomowy. Od reżysera Trzaskalskiego oczekiwałam więcej. Nie wiem. Może gdybym obejrzała go w telewizorku w środowym cyklu: "Okruchy życia" byłabym mniej zgryźliwa. Bo to właśnie film takiego pokroju:) 
 Temat fajny. Można by z tego zrobić dobry film. Można by nie sięgać po sztampę, po banał, można by nie szurać tylko po powierzchni. Nie po najmniejszej linii oporu (dobry nastolatek przytula na powitanie psa, zły ojciec ledwie go klepie po łbie, zresztą pies był ogrywany na różne sposoby, aż do smutnego-koniecznie smutnego końca), można by wiele. Gwoli ścisłości nie chodzi mi o samą fabułę, bo takie sytuację jako choroba, konflikt, zdrada się w życiu zdarzają. Życie w zasadzie jest w swej istocie dość banalne. Jednak od reżysera pokroju Trzaskalskiego oczekuje, że z banalnej sceny wynikającej z życia po prostu zrobi nie aż tak bardzo banalną scenę i nie będzie się posiłkował chwytami rodem z seriali. A może widz nie chcę oglądać czegoś głębszego. Może musi mieć wszystko podane na tacy? Na plus Urbaniak, muzyka i zdjęcia.



I na do widzenia utyskiwania ciąg dalszy. A jakże ja lubie narzekać!:)


  #Z cyklu wystrzegaj się jak ognia!

Dwa filmy zasługują na ten okrzyk. Widziałam dość dużo niedobrych, średnich filmów w tym roku, ale te dwa tytuły to arcygnioty:)


"MLEKO"


 
Ten film bardzo chciał być cudownym snujem, ale niestety żeby zasłużyć na to miano nie wystarczą piękne filmowe kadry, powolne tempo akcji i tony milczących, z założenia wymownych scen. Dla mnie to zważona śmietanka!

 "WCIĄŻ JĄ KOCHAM"



O jery teraz dopiero doczytałam, że to wątpliwej jakości filmidło powstało na podstawie powieści Nicolasa Sparksa. Nigdy nic tego pana nie czytałam i teraz już wiem, że choćby mi stopy przypalali nie przeczytam! Wystarczyło troszkę poczytać o filmie, a zyskałabym dwie godziny, które straciłam na seans tego filmu. A ja się zawiesiłam na nazwisku Hallstrom. Przecież to on wyreżyserował "Moje pieskie życie", "Kroniki portowe", "Czekoladę" w końcu "Wbrew regułom". Nie spodziewałam się, że spod ręki Hallstroma wyjdzie taki ckliwy, banalny, przewidywalny do bólu film. FUJ!


No to tyle żegnam się z państwem. Wszystkim, którzy dobrnęli do końca szczerze gratuluje:))

13 komentarzy:

  1. Zgadzam sie z tym, ze Poklosie roczarowuje. Pasikowski zrobil film zaledwie przecietny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciętny-myślę, że to słowo właśnie najtrafniej oddaje jakość (filmową) tego obrazu.

      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Ze wszystkich filmów przez Ciebie wskazanych na mojego Oskara zasługuje film "Nietykalni". Zdecydowanie! W tym filmie jest wszystko, co kocham w kinie: ciekawa fabuła, świetne aktorstwo i prawda życiowa przekazywana w niebanalny sposób. Piękny film!!! Oglądałam już dwa razy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Nietykalni to wyjątkowy film. Ja go też widziałam dwa razy. I to dzień po dniu. Pierwszy raz w kinie z koleżanką, a drugi raz dzień później z mężem, który dostał nakaz "zdobycia" filmu. I za drugim razem też było świetnie, a mąż tylko żałował, że nie poszedł do kina (jednak tłumaczenie lepsze!)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. A dla mnie "Mój Rower" to piękny film. I tego, co mi "podał na tacy" - wcale nie chciałam dostać... Nie jestem obeznana w szeroko rozumianej kulturze. Jestem zwykłym widzem. Mam starzejącego się, podupadającego na zdrowiu tatę. Z tej perspektywy oglądałam ten film. Wiem, że w życiu zdarzają się sytuacje, które ktoś w filmie, czy książce oceniłby jako sztampowe. Że tak się traci psa, jak mój tata stracił już wiele innych swoich "towarzyszy życia" (istot żywych i przedmiotów). I że sztampowo stracę go pewnego razu ja. Oglądając ten film, spotkałam się z uczuciami, przed którymi uciekam nawet we snach. Długo by mówić. Poczułam się w obowiązku, podzielić się swoim odbiorem. Powiem tyle na koniec - znalazłam tam więcej głębi, niż mam odwagę przyjąć. W głebi tej w życiu codziennym wręcz tonę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi anonimowy czytelniku.
      Pisząc sztampa nie miałam na myśli fabuły samej w sobie. Bo to przecież samo życie jest. Tak ludzie się starzeją, potrzebują opieki, nastolatki zostają rodzicami, a dorośli mężczyźni mają problem z nazywaniem i okazywaniem uczuć. I w końcu psy giną na drogach przejechane przez ciężarówki. To kupuje. Mam żal do reżysera nie o te proste rozwiązania fabularne, ale o sposób ich pokazania. Scena w samochodzie kiedy już wracają nagle w ramach przemiany ten zły ojciec zaczyna interesować się tym jak się pies czuje, a chłopak równie nagle włącza płytę ze znienawidzoną muzyką poważną. Znaczy to, że porozumienie zostało nawiązane. No super, ale można było tą jedną (niechaj będzie reprezentacyjna) scenę rozegrać inaczej. Nie wiem jak, bo nie jestem reżyserem, a pan Trzaskalski jest i owszem i to niezłym i oczekuję, że się nieco wysili, a nie sięgnie po tzw. symboliczną scenę rodem z seriali.
      Zazdroszczę Ci, że było Ci dane doświadczyć tylu ważnych, nienazwanych wcześniej emocji. To także jest rola kina. Tego także oczekuje od filmu. Nie tylko rozrywki i zabawy. No ale niestety mnie to nie bierze.

      Bardzo ważny jest dla mnie Twój komentarz. Pisząc teraz uświadomiłam sobie, że mi nie chodzi o fabułę, ale rozwiązania jakimi się posłużył reżyser. Dopiszę tą myśl pod tekstem.
      Mam nadzieję, że się spotkamy jeszcze:)

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Pewnie, że się spotkamy, bo ja lubię czytać Twojego bloga. Nie oczekuję też, by każdemu podobał się film, który uważam za dobry. Mnie właśnie spodobał się dobór "rozwiązań". Czasem sztuką jest powiedzieć o prostych życiowych sprawach , w sposób prosty. Odmówić sobie zabawy w "Kieślowskiego" ;). Oczywiście na 100% na moim podejściu zaważyły tzw doświadczenia osobiste. Co do przemiany bohaterów - na tym akurat skupiłam się najmniej, może dlatego, że w filmie który trwa niecałe dwie godziny bez uproszczeń i skrótów myślowych ciężko się obyć. Generalnie - w jednym się zgadzamy; M. Urbaniak nie zawiódł. Ze względu na niego poszłam na ten film. Zaraz po nim - był pies. Pana Żmijewskiego niestety nie lubię oglądać. ;).

      Usuń
  4. Absolutnie się z Tobą zgadzam co do Róży i Nietykalnych- są rewelacyjne. Służące też mi się bardzo podobały, muszę tylko jeszcze książkę przeczytać. Pogorzelisko i akacje mam w planach.
    Miłość widziałam, tym filmem otworzyłam sobie rok 2013- mocne kino, Haneke jest tak oszczędny, a tak po głowie wali. Ale dzisiaj obejrzałam świetny film-Świat jest wielki,a zbawienie czai się za rogiem. Polecam. Bardzo pozytywny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat jest wielki widziałam kilka dni temu na Iplexie. Faktycznie pozytywne, fajne kinko. Nawet chciałam umieścić w podsumowaniu, ale w końcu doszłam do wniosku, że trzeba się ograniczyć, bo nigdy nie skończę. Pogorzelisko jest nieco filmem nierównym i w jednym wątku, mocno według mnie przesadzonym, ale niektóre sceny nadal mam pod powiekami.

      Usuń
  5. A wiesz , co przed chwilą skończyłam ? Rok Diabła- to o Nohavicy. Dziwny film. Jak będziesz miała okazję, to obejrzyj.
    A do zestawienia dodałabym jeszcze "Wszystkie przypadki Cheney'a" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak widziałam film kilka lat temu. Mam go na DVD z serii The Times Polska czeski film:) Ale myślę, że jak już pokochałam Jaromirka to przyjdzie mi film obejrzeć jeszcze raz. I pewnie będzie to zupełnie inne oglądanie:)
      A Cheney'a myślałam żeby zamieścić, ale chciałam się ograniczyć. Bo tak bym mogła i mogła:)

      Usuń
  6. dotrwałam do konca, ciekawe zestawienie.
    Martwi mnie jednak, że nie mam Twoich nowych wpisów w zakładce i nadal mam Sprawdzam sprzed kilku dni. Co jest kurczę?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem o co chodzi z tymi wpisami. Też mnie to wkurza!

    OdpowiedzUsuń