"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 28 stycznia 2013

"Między nami" Chris Cleave- pomarańczowa perełka.

                                             "Między nami" Chris Cleave
                    Wydawnictwo: Świat Książki
                    Warszawa 2012
                    stron: 317 

Wiecie jaka to radość przeczytać polecaną książkę i zgodzić się w 100% z tym, który polecał? Wiecie na pewno. Wiecie pewnie także jakie miłe jest zaskoczenie i jaka radość kiedy po jakiś tytuł sięgniemy na przykład w bibliotece zupełnie przypadkiem, bo spodoba nam się okładka. Taki prozaiczny powód, ale właśnie tak było. Potem przeczytałam to co napisane na tyle książki i już wiedziałam, że ta książka musi iść ze mną, że nawet wtedy kiedy uzbieram więcej książek niż widnieje w regulaminie biblioteki i będę zmuszona przeprowadzić selekcję, to "Między nami" Chrisa Cleava (zapamiętajcie to nazwisko!) będzie bezpieczna. Intuicja mnie nie zawiodła moi drodzy. Jestem sama sobie wdzięczna i ściskam  w podzięce własną prawicę:)

"Jeśli twarz masz spuchniętą od ciosów, jakie zadało ci życie, uśmiechaj się i udawaj, że po prostu jesteś gruby."
przysłowie nigeryjskie. 

Imię, czymże dla człowieka jest nadane mu imię? Oprócz indywidualnego wymiaru posiada ono także duże znaczenie społeczne. Wiążę człowieka z drugim człowiekiem,  z grupą, z rodziną, plemieniem czy narodem. Swojego imienia świadomie w wyniku pewnych traumatycznych doświadczeń wyzbywa się pewna nigeryjska dziewczynka, która już jako Pszczółka (takie imię sobie nadała), przybywa do Anglii. Jest uciekinierką z ogarniętego wojną domową kraju, w którym się urodziła, który był jej domem. Tylko takie życie znała. Sama podjęła trud dalekiej podróży, nie zawsze w godnych warunkach.  Jednak zanim ową Anglię ujrzy na własne oczy najpierw spędzi długi czas w ośrodku dla uchodźców. Te dwa lata nie będą latami zmarnowanymi. Bystra Pszczółka dzięki gazetom uczy się płynnie i pięknie mówić w języku angielskim. Wierzy i ta wiara ją trzyma w postanowieniu, że dzięki temu manewrowi ten nowy, cywilizowany świat przyjmie ją z mniejszymi oporami. Jej umiejętność jest wyjątkowa, bowiem większość uchodźców wychodząc z ośrodka nie jest w stanie się porozumieć w żadnych języku. Nie jest to dobry start
Pszczółka zadbała o dobry początek.  Jak na 16-letnią dziewczynkę jest nad wyraz dojrzała, zaradna i mądra (czytając czasem zapominałam, że mam do czynienia z dziewczynką-nastolatką).
 To naturalne jednak, wszak jej dzieciństwo trwało krótko. Nie było beztroskie i bezpieczne. W takich okolicznościach szybko się dojrzewa. Z tą różnicą, że dojrzewa się nie po to żeby dobrze żyć, ale żeby w ogóle przeżyć. To nie jest dobry start.
Pszczółka ma przy sobie przed wyjściem z ośrodka jeden ważny stanowiący o  jej być albo nie być przedmiot w postaci wizytówki, na wizytówce znajduje się adres i numer telefonu Andrew i Sary angielskiej pary, których los wcześniej połączył z dziewczynką  na nigeryjskiej plaży. Nie było to przyjemne spotkanie pełne śmiechu, piasku i beztroskiej zabawy. Jak będzie wyglądało ich ponowne spotkanie? Czy da się jakoś połączyć te dwa tak odległe światy? Świat luksusu, ambicji i poukładanego życia rodzinnego (czy aby na pewno?) ze światem biedy i ciągłego strachu?
Nie mogę niczego więcej zdradzić. Nie mogę, bo poprosił mnie o to może nawet sam wydawca na okładce książki.  Ktoś kto to pisał wiedzico mówi.

"Gdy przeczytacie tę książkę, będziecie chcieli polecić ją znajomym. Prosimy jednak, nie mówcie, co się wydarzy, żeby nie zepsuć im przyjemności odkrywania, jak rozwija się na opowieść."

  I nie jest to ot  taka sobie opowieść. Oj nie. Trzeba Wam wiedzieć, że jest to mistrzowsko skonstruowana fabuła.  Cleave w wyjątkowy sposób snuje swoje opowiadanie. Łapie czytelnika na wędkę intrygi od pierwszego niemalże zdania. Język jakim się posługuje jest celny, bogaty i bardzo plastyczny. Zdania misternie się przeplatają, trzymając czytelnika cały czas w oczekiwaniu, w napięciu, z pytaniem kołaczącym się w głowie: co dalej?
 W nienachalny sposób, naturalną koleją rzeczy wręcz wplata wątki społeczne dotyczące warunków w jakich żyją uchodźcy, przybliża niemoralną, zbrodniczą politykę państw afrykańskich i dramat ich mieszkańców. A wszystko to bez zbędnego moralizatorstwa. Ta wielopłaszczyznowa historia pełna pobocznych bohaterów niemych i zbiorowych rozgrywa się zaledwie pomiędzy kilkoma osobami. Ta intymność opowieści buduje więź między postaciami a czytelnikiem. Nie jesteśmy obojętni na żadnego z bohaterów. Autor utrzymuje zainteresowanie czytelnika przeplatając narrację. Raz opowieść snuje Pszczółka, w następnym rozdziale spotykamy się z Sarą. To ciekawy zabieg literacki.
 Pomimo ciężkości samego tematu autor swoim językiem i konstrukcją fabuły stwarza jednak ciepłą, optymistyczną w zasadzie opowieść. Cleave napisał książkę, którą czyta się lekko i przyjemnie, której zwyczajnie przestać czytać nie można, a potem o niej myśleć. Bo to co lekkie w obcowaniu wcale nie znaczy, że z równą lekkością opuści nasze serce. Ta lektura wnika, wsiąka w czytelnika. Ja ją cały czas noszę. 
Gorąco polecam!

Oto próbka pióra pana Chrisa Cleava:

"...Golgota to miejsce, w którym się wychowałam, gdzie nawet misjonarze porzucili swoje misje i zostawili nam tylko święte księgi, których nie opłacało się odsyłać statkiem z powrotem do waszego kraju. W naszej wiosce jedynej Biblii brakowało wszystkich kartek po czterdziestym szóstym wersie dwudziestego siódmego rozdziału Ewangelii według świętego Mateusza, więc nasza religia kończyła się na  "Boże mój, czemuś nas opuścił?"

 A ten dialog mnie uśmiechnął: 
 
"-Nauczę cię nazw wszystkich angielskich kwiatów-powiedziała Sara.- to jest fuksja, to róża, a to kapryfolium. Co? Dlaczego się tak uśmiechasz?
-Nie ma tu kóz. Dlatego te piękne kwiaty mogą rosnąć.
- W twojej wsi były kozy?
- Tak i zjadły wszystkie kwiaty.
- Przykro mi. 
- Niepotrzebnie. My zjedliśmy wszystkie kozy."         

9 komentarzy:

  1. twoja recenzja mnie zainteresowała. Rozejrzę się, najwyżej wniosę wniosek o upadłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może rozejrzysz się w bibliotece (wiem, że nie lubisz), ale dla oszczędności. Może ktoś ze znajomych ma tę książkę? Jakby tak chcieć kupić wszystkie książki, które chcę się przeczytać, to umarł w butach. Chociaż warto ją mieć na własność.

      Usuń
  2. Mam!!! Mam,tę ksiązkę :) Po recenzji musze zacząć od niej kolejny weekend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, koniecznie:) Chociaż wiadomo, że najlepiej się czyta, bez żadnych oczekiwań i nastawienia.

      Usuń
  3. No i zamiast trzymać się planu oszczędnościowego, zajrzałam na bonito.pl, a tam ta książka w promocji:) Dzięki za recenzję i dzięki za bloga, miło się podczytuje...
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za miłe słowo:)
      A może tak skorzystać z biblioteki jeśli chadzasz i masz sposobność? Chociaż jeśli w ładnej cenie...:)

      Usuń
    2. Chodzę i korzystam, pewnie:) Ale jakoś mnie ta promocja skusiła, niektóre książki dobrze mieć. No i jednak kupowanie przez internet to zguba - tak to trzeba by iść do księgarni, poszukać, a w tym czasie można by się parę razy spróbować odwieść od zakupu...A tu klik i książka jedzie:)

      Usuń
  4. O kurcze, no nie znałam tego autora. Nawet okładki nie widziałam. Zaraz zapiszę, bo mi zaraz z głowy wyleci;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pierwszy raz zobaczyłam tę książkę w biblio. Nic o niej nie wiedziałam, nawet mi się o uszy nazwisko autora, ani tytuł nie obiły wcześniej. Totalna tabula rasa. Takie miłe zaskoczenie!

      Usuń