"Nie, nie zażywam narkotyków, zażywam książki"
Ingeborg Bachmann

sobota, 16 lipca 2011

Halo, halo tu Radio Wolna Europa...na Szerokich workuckich torach, czyli o dokumencie słów kilka:)



Wysypał się worek z dokumentami. Wczoraj o 18.30 na Tvp Kultura obejrzałam 30 minutowy dokument "Workuta. Portret zbiorowy"



Workuta zapisała się w naszej historii szczególnie boleśnie, jest krainą 
niewysłowionego bólu i zła. Workuta leży w północnej Syberii i już sam ten 
fakt sprawia, że u wielu ludzi budzi grozę i lęk. W czasach Stalina 
postanowiono ją uprzemysłowić, bo znaleziono tu potężne złoża węgla 
kamiennego i rud niektórych metali. Młoda władza radziecka już miała spore 
doświadczenie w zagospodarowywaniu odległych terenów Syberii, nauczyła 
się też bardzo "racjonalnie" zdobywać do tych zamierzeń siłę roboczą, 
zresztą najtańszą z możliwych. Po prostu pod pretekstem ideologicznego, 
politycznego obłędu chwytano całe rzesze ludzi, które zsyłano na owe 
olbrzymie budowy socjalizmu. Doświadczyli tych praktyk sami Rosjanie, 
ale także przedstawiciele niemal wszystkich narodów świata. W kopalniach 
Workuty zginęły miliony ludzi. Kogo nie zdołano zaharować na śmierć ten 
umierał z głodu, chłodu lub chorób. Rzadko komu udawało się stamtąd ujść 
cało, a później wrócić do kraju. 
Program przedstawia losy Henryka Sobolewskiego - świadka tamtych 
zdarzeń, którego zawleczono na wschód tuż po wojnie jako żołnierza AK. 
Opowie jak go schwytano, aresztowano, osadzono i wysłano, w jakich 
nieludzkich warunkach przyszło mu żyć i co sprawiło, że przeżył. 


Oprócz tego, że możemy wysłuchać wspomnień dwóch byłych wieźniow, to jeszcze udajemy sie w daleka podróż do Workuty. Poznajemy te tereny, słuchamy co mają do powiedzenia mieszkańcy okolicznych miejscowości, albo podróżujących służbowo dwóch 30 parolatków, którzy sami przyznają, że nic nie wiedzą na temat tego co dzialo sie w Gułagach, czy byli tam Polacy. Dorastali w czasach kiedy w szkole nie uczono o tym. W oficjalnych podręcznikach znalazło się dosłownie  kilka zdań na temat zbrodniczej polityki Stalina.


Najbardziej bolesne są jednak wspomnienia dwóch mężczyzn, którzy spędzili po 10 lat w jednym z workuckich łagrów. Jak to przeżyli? Co było źródłem największych cierpień? Zimno, ciężka praca ponad siły głód. Obaj trafili po przekroczeniu najniższej wagi ciała (47kg) na specjalny oddział, gdzie zostali odkarmieni i wrócili do pracy. W jaki sposób radzono sobie z głodem i brakiem witamin? Były na to różne sposoby. Na wypadające zęby zalane wrzątkiem igliwie i jarzębina, a na kurzą ślepotę wątroba. Ale czyja?! brrr szczurza! Ale po zjedzeniu jej po kilkunastu godzinach wzrok powracał. Po odbyciu kary panowie wrócili do kraju, pokonali drogę nawet 25 tysięcy kilometrów. Obaj mieszkają w Trójmieście i udzielają się w Stowarzyszeniu zrzeszającym byłych więźniów łagrów. W zeszłym roku spotkali się w grupie około 200, dziś (4lata temu) pozostało ich zaledwie 100. Jak sami mówią: codziennie pogrzeb. Przejmujący dokument.


Te wszystkie informację na temat tego jak się żyło w łagrach nie były dla mnie szokiem, bowiem już od kilku lat śledzę filmy dokumentalne na temat Gułagów Jakiś czas temu miałam fisia i czytałam wszystko co mi wpadło w ręce na ten temat. Ale najlepszą publikacją jest książka Anny Applebaum "Gułag" 
Pomimo ciężkości tematu, szczerze ją polecam jest bowiem tak napisana, że się ją czyta jak dobrą powieść, nie można się oderwać. I tylko od czasu do czasu człowiek się łapie za głowę kiedy sobie uświadamia, że to nie jest powieść sensacyjna, że to nie jest fikcja. Tak było! Niesamowita lektura. Pani Applebaum (prywatnie żona Radka Sikorskiego) ma niesamowitą umiejętność pisania o trudnych sprawach, w taki sposób, że się wsiąka w lekturę, nawet nie wiadomo kiedy. Pamiętam, że te kilka lat temu gdy czytałam Gułag siedząc w knajpie ze znajomymi złapałam się na niecierpliwej myśli pt: "ciekawe co tam u moich Zeków. Może jednak pójdę już domu!" Niewątpliwe książka ma moc. Teraz czytam "Między wschodem a zachodem" tej samej autorki.


*********************************************************


Dokumentalny cykl o państwach byłego Związku Radzieckiego "Szerokie tory" można oglądać także na Tvp Kultura codziennie w południe.  Idea jest prosta. Gospodarzem każdego odcinka jest inna osoba, jesteśmy z nią przez jeden dzień. Towarzyszmy jej w codziennych czynnościach.
Tak więc we we wtorek na przykład poznałam z gruzińskiego rolnika, uczestniczyłam w weselu jego wnuczki i odkurzyłam zdjęcie Stalina. Dowiedziałam się też, że to był cudowny człowiek, a informacje o mordach są kłamstwem.
W środę przeniosłam się do stolicy Gruzji i pożyłam w luksusie razem z panią menadżer. Pobiesiadowałam z jej przyjaciółmi, poznałam dzieci i towarzyszyłam w wycieczce na targ staroci, gdzie byli profesorowie historii, i absolwetki konserwatorium sprzedają antyki i przymierają głodem.
W czwartek dla odmiany przeniosłam się do Moskwy i spędziałam dzień z bezdomną Leną, a w piątek śledziłam dzień pracowika muzeum figur woskowych. To był  póki co najweselszy odcinek. Przede mną jeszcze wiele odwiedzin. W przyszłym tygodniu udam się na Ukrainę:)


Patronką "Szerokich torów" jest Barbara Włodarczyk. Osobiście spotyka się ze swoimi bohaterami, za towarzysza mając jedynie operatora kamery. To jest taki rodzaj dokuemtu, który jest życzliwy wobec człowieka, o którym opowiada, nawet wtedy kiedy jest to osoba z marginesu społecznego. Widziałam kiedyś odcinek przedstawiający jeden dzień pracy pracownicy domu opieki starców i inwalidów. Rożne indywidua spotkała pani Barbara na swej reporterskiej drodze, ale nigdy nie pokazała ani cienia zniecierpliwienia czy pogardy. To jest sztuka. Sztuką jest także stworzyć taką atmosferę, by obcy napotkani po drodze ludzie zechcieli porozmawiać, a i niejednokrotnie wpuścić do swojego domu, poczęstować nalewką:)
 Dlatego tak bliska jest mi taka forma reportażu. Niejednokrotnie się spłakałam. Nic więc dziwnego, że cykl ten dostał kila międzynarodowych nagród:) Dla mnie nastrój całego programu tworzą także głosy lektorów. Głos damski to Jolanta Niewiadomska, głos męski to Leszek Sznyter, zdjęcia- Igor Michajłow. Ten i tylko ten zestaw! Dla mnie to arcydzieło telewizyjnego dokumentu. Perełka!


Tu Barbara Włodarczyk odbiera Wiktora:)
http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/historia/szerokie-tory/wideo?id=&sort_by=POSITION&sort_desc=false&start_rec=16&listing_mod=&with_video= (na oficjalnej stronie TVP są dostępne odcinki. Ale tylko niektóre)

http://chomikuj.pl/irenty33/FILMY/FILMY+DOKUMENTALNE/Szerokie+tory tu są dostępne odcinki ale niestety tylko po 10 minut (pewnie jest jakiś na to sposób)

*********************************************************

I ostatni dokument obejrzany kilka dni temu późną nocą (tak jest to plus bycia bezrobotnym) polski dokument "Z pozdrowieniami od Sowietów". Dokument ten dotyczył działalności Radia Wolna Europa (RWE),zwanego także Radiem Swoboda. O swojej pracy w nim opowiadali byli pracownicy, redaktorzy, dyrektorzy. Głos mieli także słuchacze zakazanej, skutecznie zagłuszanej przez Sowietów rozgłośni.


Dla mnie jednak największym smaczkiem był krótka powtórka z historii okraszona oryginalnymi zdjęciami i relacjami świadków wydarzeń, opowiadanych przez pryzmat pracy w RWE. Były więc wydarzenia w Poznaniu w 56, rewolucja na Węgrzech w tym samym roku (wtedy to prowadzący audycje popełnili wiele błędów, zbyt emocjonalnie podchodząc do sprawy i podżegając tłumy do z góry przegranej walki). Redaktorzy w roku 68 podczas krwawo stłumionej (przez wojska Układu Warszawskiego-w ym Polaków) Praskiej wiosny wyciągnęli wnioski i wzięli pełną odpowiedzialność za idące w eter słowa. Potem był 78 i Polak zostaję papieżem, następnie pierwsza pielgrzymka do kraju, w 83 Nobel dla Wałęsy (jak wiadomo Wałęsa nie mógł uczestniczyć w ceremonii, nie wypuszczono go z kraju) pozostało mu  wysłuchanie transmisji poprzez RWE. Potem 86 i Czarnobyl. To dzięki RWE ludzie dowiadywali się prawdy, na temat tego co się faktycznie wydarzyło. W 88 roku stał się mały cud. Sowieci przestali zagłuszać stację. Radia można było słuchać bez przeszkód i bezkarnie. Jarzmo opadło, a w konsekwencji w 89 roku w Polsce miały miejsce pierwsze wolne wybory, w Czechosłowacji na czele aksamitnej rewolucji stanął Vaclav Havel i upadł Mur berliński.I o tych wydarzeniach już na czystych falach mówili redaktorzy RWE:)

Obecnie RWE nadaję na przykład w Iraku, Afganistanie...
Można go słuchać w językach:

O przypomniała mi się cudna scena łóżkowa z filmu "Yesterday". Kabel od radia (na falach RWE i Beatlesi) odegrał w tej scenie rolę niebagatelną:))) To tak przy okazji.

2 komentarze:

  1. Ale sobie temat na lato wybrałaś! - a nie lepiej o jakimś pensjonacie nad jeziorem? albo o jakiejś miłości od pierwszego wejrzenia?
    Gdzieś ty się taka uchowała?
    Tyle żartów. Temat ważny, potrzebny zimą i latem. Trudny, ale może teraz lepiej czytać. "Gułag" mam i czytałam. Dwie półki łagrowe i o lagrach. Jeszcze potem o zafałszowaniach historii. Ja już pewnie nie zdążę ocalić pamięci, ale jeśli młodzi wiedzą, to spokojnie mogę spać.
    Jakoś odbija mi się echem wiersz ułożony w więzieniu przez Krasińskiego (o jego tetralogii pisałam przy okazji "Braci syjamskich..."):
    Tu Workuta, tu Workuta!
    Płyną głosy po kolczastych drutach.
    Tu Kołyma, tu Kołyma!
    Tłumi głos śnieżna zadyma...

    A przez moją niechęć do telewizji przegapiam i dobre rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. książkowiec- przeczytałam wiersz i ciarki me ciało oblazły i nie wiem czy to przez okno otwarte czy...
    A półeczkę z literaturą faktu mam niewielką ale darzą ją szczególną estymą. Znajdzie się na niej i Katyń Allena Paula i książka o sowieckich psychuszkach (brr) i Powstanie 44 Davisa i Bartoszewski i książki Reesa o obozach hitlerowskich kończąc na Refleksjach oświęcimskich Antoniego Kępińskiego. Chciałoby się mieć jeszcze większą biblioteczkę, ale drogie te książki, drogie. Na szczęście zdarzają się łupy np: Gułag za 10zł ze Świata Książki-wydzwaniali potem do mnie miesiącami, bo się zapisać trzeba było do Klubu żeby móc kupić książkę w promocji. Ale czego się nie robi hihi. A ten Gułag był na mnie, ale za Jesteśmy Torańskiej (też za 10)ścigali już mojego szwagra. Jakoś trzeba sobie radzić:) dziękuje, że czytasz te moje "mało popularne" posty, jest znaczy się sens:))

    OdpowiedzUsuń